Lilia
Lilia zwiedzała tajemniczą siedzibę sama. Kiur niby czasem mruknął,
gdzie co jest, ale raczej niewiele. Najgorszą rzeczą w sforze było
zachowanie lidera względem obcych. Nie lubiła tego, ale udawała, że z
chęcią ich zabija, czy choćby przegania. Była szybsza, niż większość
psów, więc pogoń nie była niczym trudnym, jednak... To nie do końca było
to. Mimo wszystko jednak nie pokazywała, że jej się nie podobało. Wręcz
przeciwnie, na złość panu przywódcy pokazywała, jak dobrą decyzją było
dołączenie do sfory. Z docinek nie zrezygnowała, bo i po co? Czasem
można było się pośmiać. Kiur był zbyt poważny, więc trzeba było to
wykorzystać.
W pewnym miejscu zatrzymała się. Na ziemi leżały uschłe
liście. W górze była dziura, a tuż pod nią rosło sobie duże drzewo,
ogrodzone kamiennym murkiem. Ludziom służyło do ozdoby jako malutkie,
ładnie przycięte drzewko, ale teraz rozrosło się. Suczka położyła się na
legowisku z liści i przymknęła oczy.
//Zapraszam Kiura ^^
Kiur
Obcych należy się pozbyć, bo są nie tylko zagrożeniem, ale i konkurencją
na łowach szczególnie w ubogim w pożywienie mieście. A to, że każde
szczęśliwe i najedzone kosztem sfory zwierzę było jak cierń w królewskim
tyłku Kiura, to już zupełnie inna historia. Biały chart szybko wrócił
do zdrowia po niefortunnym spotkaniu z niedźwiedziem. Co więcej ku jego
satysfakcji Lilia zachowywała się ładnie, wykonywała polecenia bez
większego szemrania i trzymała nadmiernie kłapliwy język w pysku,
darując sobie słownych utarczek z (miss mia...) miejską arystokracją.
Zresztą pierwiastek z grupy aktynowców miał większe 'problemy' na głowie
niż zadowolenie, niezadowolenie czy też kaprysy JEDNEJ podwładnej -
chociażby Szpon zapuszczający się na coraz dłuższe samotne eskapady pod
przykrywką patroli i polowań. Gdy tylko stan zdrowia mu na to pozwolił,
po kryjomu ruszył za zapachem mieszańca w typie rottweilera. Kierunek,
do którego zmierzał pies, był daleki temu, który wyznaczył dla niego
Kiur. Czas pokaże czy Szpon zostanie obwołany zdrajcą i zostanie
wypędzony lub zginie, na razie chart wstrzymywał się z osądem, czekając
na ostateczny dowód mówiący ZA lub PRZECIW Szponowi. Zauważyszy Lilię,
podszedł do niej sztywnym krokiem.
- Jak ostatni patrol?
Lilia
Legowisko było dość wygodne. Lilia mogłaby tak leżeć godzinami, jeśli
nie cały dzień. Usłyszała odbijane od kamiennej podłogi pazury. Oho.
Ktoś ma zamiar zakłócić jej odpoczynek. Suczka spojrzała w stronę
nadchodzącego psa. Okazał się nim nie kto inny, jak sam Kiur. Padło
pytanie o patrol. No cóż, patrol jak patrol, zbyt wiele nie wyczuła.
-
Patrol? Meh, nic takiego ciekawego nie było. - wstała, po czym
spojrzała na towarzysza. - Wyczułam tylko jakieś lisy, króliki, szczury i
psa. Pies nie był raczej duży, ale chyba coś upolował, albo coś
próbowało upolować jego, bo tam, gdzie było najwięcej jego zapachu, było
sporo krwi. Panie przywódco. - ostatnie zdanie wypowiedziała jak zwykle
sarkastycznie. To, że przez jakiś czas zachowywała się grzecznie, to
tylko i wyłącznie zasługa tego, że była zwyczajnie zmęczona.
Kiur
- Mam imię - przypomniał Kiur zmęczony całym tytułowaniem go przez
Lilię, które uważał za zwyczajnie durne i niepotrzebne. - Żadnych
obcych?
Z czasem sunia nauczy się, co należy, a czego nie - reguły
miasta bywają brutalne w szczególności dla psów w otoczeniu takiego
rządziciela jak biały chart, który zdawał się wykorzystywać wszystkich
na około lub przynajmniej próbować, sam nie kiwnąwszy pazurem. W
rzeczywistości była to tylko po części prawda: Kiur był bardziej aktywny
niż posądzały go o to plotki, ale bez wątpienia miał skłonności do
wyręczania się innymi, nie szanując ich zdania.
- Widziałaś może
Szpona? - zapytał po chwili, kierując na moment wzrok w stronę kilku
cieni sprawnie przemykających przez przeciwległe wejście, inne psy.
Lilia
- Nieee, serio? Nie wiedziałam! - syknęła z sarkazmem. Trochę ją denerwował, najpierw pan poważny, a teraz "mów mi po imieniu".
-
No przecież mówię, że jednego obcego psa wyczułam. Nie słuchałeś, czy
co? - przewróciła oczami. To ona się wysilała, żeby zdać mu piękną
relację, a on nawet nie słuchał. Pff.
- Ooo, od kiedy przejmujesz się
swoimi "śmieciami", co? - przypomniała mu, jak się wyrażał o członkach
swojej sfory. Nienawidziła jego podejścia, choć czasem było zabawnie. Na
przykład kiedy ktoś zrobił coś źle, a "pan przywódca" go ochrzaniał.
Jak psy mogą tak go znosić? Wystarczyłoby nakłonić wszystkich, aby nie
dali się traktować jak śmiecie i Kiur zostałby sam. Choć Lilii trochę
byłoby go szkoda.
Kiur
- Nie tym tonem - najeżył się Kiur, słysząc jak Lilia ponownie pozwala
sobie na zbyt wiele i kłapie pyskiem bez pomyślunku. - Jak nie chcesz
mówić mi po imieniu, to proszę bardzo, ale te zwroty grzecznościowe 1)
niepotrzebnie przedłużają 2) są zwyczajnie irytujące.
Trzepnął ogonem na boki, sadowiąc się wygodniej.
- I co w związku z tym? Znalazłaś tego psa? Przegoniłaś?
Dalsze
wypowiedzi Lilii wpierw skomentował nieznacznym zaciśnięciem zębów. Jak
śmieci? Przecież wcześniej użył właściwego sformułowania! Pozbierał
"brudy" z ulicy, zrobił z nich sforę. Każdy samotny pies na terenie
miasta w końcu kończy jako zagryzka dla czegoś większego lub worek pcheł
toczony chorobą.
- Mam wątpliwości co do jego lojalności - dokończył na temat Szpona.
Lilia
- Bo co? - warknęła. - Nie wiem, czy pamiętasz, ale to TY mi
proponowałeś dołączenie do sfory, choć znałeś mój charakter. - była zła,
że się tak rządzi, ale i rozbawiona tym, że myśli, że sprawi, żeby dała
sobą pomiatać. Lilia nie zamierzała się zmienić, o nie. Ale jakby na
początku zachował się milej, to może poznałby drugą jej stronę. Pff.
-
Oh, teraz ci to przeszkadza, tak? - potrząsnęła łbem. - No cóż, trudno,
KIURZE. - podkreśliła ostatnie słowo. Chciała go zdenerwować, to fakt,
ale nie na tyle, aby ją rozszarpał. I tak by tego nie zrobił.
- Nie
mogłam znaleźć tego kundla, bo nagle trop się urwał, ale polował na
naszych terenach. To chyba wystarczający powód, aby się tym zająć? -
przewróciła oczami. Nie słuchał jej do końca, to było widać. -
Prawdopodobnie ten pies kręci się w pobliżu Blokowiska. - dodała po
chwili. Właśnie tam czuła jego zapach i tam były resztki upolowanego
przez niego gołębia.
- Widziałam go. Wychodził, a gdy spytałam, gdzie
idzie, powiedział, że na polowanie. Ruszył w stronę parku. - wreszcie
odpowiedź, która może zadowoli przywódcę. Lilia nie mogłaby powiedzieć,
że go nie lubi. Po prostu uwielbia go wkurzać.
Kiur
- A więc moja hojna propozycja cię nie satysfakcjonuje? Powinnaś być
wdzięczna. Poza sforą w tym pieprzonym mieście nie czekałoby cię nic
prócz śmierci. Chcąc tu mieszkać i tak musiałabyś mi ulec, bo niedługo
całe te miejsce będzie moje. - wycedził, obnażywszy zęby, unosząc ciemne
wargi. - Powtórzę.kolejny raz: NIE TYM TONEM. Wszyscy powinniście mi
być wdzięczni, beze mnie nie byłoby tej sfory - byliby samotnicy
rozproszeni po ulicach i śpiący po kubłach.
Usłyszawszy odpowiedź dotyczącą Szpona, skinął tylko głową. Po chwili odezwał się już spokojniej.
-
Znam zasady rządzące tym światem. Życie za życie: dlatego tu jesteś
chociaż wciąż nie rozumiem dlaczego chcesz zostać, nie zgadzając się z
niczym, co ci mówię.
Lilia
Przewróciła oczami, słysząc, jak się wywyższa. Gdyby nie on, to wiele
psów by przeżyła. On się rządzi, jakby był jakimś królem, który ma prawo
decydować, kto zginie, a kto przeżyje. Rozwydrzony kundel. "Pan
świata". Trzeba go zneutralizować...
- To nie jest tak, że się nie
zgadzam. Chcę tu zostać, bo nie mam nic lepszego do roboty. Poza tym
brakowało mi czyjegoś towarzystwa. - odparła. Szczerze mówiąc już się
przyzwyczaiła do krwiożerczego, rozwydrzonego Kiura, który uważa, że
jest najważniejszy w całym mieście, zawsze i wszędzie.
- Wydaje mi się, że trochę brakuje jedzenia. Idziesz zapolować? - spróbowała złagodzić atmosferę.
Kiur
- Jeśli chcesz tu zostać, to słuchaj tego, co mówię i wykonuj polecania bez szemrania. - mruknął Kiur zmęczony całą sytuacją.
Suczka była bezczelna, a on nieustępliwy: mieszanka wybuchowa i to jak.
- Idziemy - odpowiedział na propozycję bez zbędnych komentarzy.
Może rzeczywiście polowanie jest dobrym pomysłem. Jedno było pewne - miała rację, że żarcia brakowało.
Lilia
Bo co? Bo rozwydrzony książę wyśle na nią swoją wierną świtę? Trudno! To on straci ją, ona nic nie straci.
-
W parku widziałam stado gołębi. Możemy tam spróbować. Ewentualnie jest
jeszcze na obrzeżach miasta taka łąka z małą, drewnianą budowlą. Nie
należy do terenów sfory, ale dużo gryzoni się tam kręci. Króliki, myszy,
czasem nawet ptaki chowają się przed upałem. - Lilia miała oczywiście
na myśli działkę z drewnianą altanką, ale skąd mogła wiedzieć, że tak
się to nazywa? Ale faktem było, że wokół altanki zbierało się wiele
zwierząt, w pobliżu budowli utworzyła się wieczna kałuża, z której można
pić, gdy nadchodzą upalne dni.
Kiur
To ona może stracić ż y c i e.
Gdy jest się na czyjejś łasce, to
lepiej o tym pamiętać, a Srebrna otoczona była komradami Kiura. Układ
był taki: ona zachowuje się dobrze = jest bezpieczna. Od niej zależało
jego powodzenie bądź niepowodzenie.
- Prowadź, prowadź. - rzekł, zgodziwszy się na propozycję.
Niespecjalnie
palił się do pościgów za zwierzyną. W końcu jeszcze nie był w pełnej
formie. Jednakże chętnie obejrzy polującą Lilię pilnując ją, by się nie
obijała.
Pod jego komendą nie da się obijać.
Lilia
Lilii nie obchodziła strata życia. Przecież i tak nic nie miała do
roboty, nie miała dla kogo żyć, więc co to za strata? To Kiur straciłby
łapy ze sfory. Ups!
Kiwnęłam głową i ruszyła dość szybkim krokiem w
stronę parku. Gdy tylko dotarli, jej nos poprowadził ją w stronę stada
gołębi. Były dość daleko od siebie, więc złapanie jednego raczej nie
zaalarmuje wszystkich ptaków, ale trzeba będzie podejść do tego na
spokojnie. Suczka zaczęła powoli kroczyć w stronę ptaków, zajętych
poszukiwaniami pożywienia. Będąc dość blisko, zaczęła się skradać. Nagle
wyskoczyła z prędkością pędzącego królika i dorwała cel. Połowa stada
odleciała, lecz po chwili wróciła. Lilia zaś stała ze zdobyczą w pysku i
obserwowała Kiura.
Kiur
Mało kogo faktycznie nie obchodzi strata życia. To głupota, brak
rozwagi, brawura? Hmmm, trudno
o cokolwiek z tych rzeczy podejrzewać
Lilię. Zaraz, brawura, brak rozwagi. Kto normalny rzuca się na
rozwścieczonego miśka? Kto kwestionuje rozkazy KIURA? Nieważne, nie
teraz. Kiur licząc na to, że jego towarzyszka zacznie wreszcie stosować
się do jego poleceń, zaczął węszyć w powietrzu, szukając zwierzyny. Co
jak co, ale czasy były ciężkie, a każdy ochłap mięsa był na wagę złota.
Obejrzał się na Lilię, badając wyraz jej pyska,a potem obserwując jak
poluje. Nareszcie, pomyślał z ulgą i sam paroma susami złapał za czarne
skrzydło jednego z gawronów przesiadających przy rozwalonej ławce.
Zrobiwszy to, wrócił do suczki.
- Zakopmy - rzekł. - Idziemy dalej, potem wrócimy.
Lilia
Kto normalny walczy z niedźwiedziem, wiedząc, że nie ma szans? Można
powiedzieć, że Kiur jest hipokrytą. Gdyby nie Lilia, to pewnie już by z
niego została sama góra kości. I co, nadal taki pewny swego?
Patrzyła
na psa, który wręcz zignorował stadko gołębi na rzecz gawrona. Trudno
się dziwić, w końcu jego zdobycz była większa. Mimo wszystko mogli tu
jeszcze parę ptaków złapać.
- Nie wolisz jeszcze tu spróbować?
Gołębie są tak durne, - jak szanowny pan Kiur, dodała w myśli. - że
prawie nie zauważyły, że jednego zabrakło. Moglibyśmy tu złapać jeszcze
ze trzy, cztery sztuki. - zmrużyła oczy, patrząc w stronę ptaków. Szybko
wykopała dół i wrzuciła tam zdobycz, po czym jeszcze raz spojrzała na
przywódcę. Pff.
Kiur
- Dobrze ci idzie - skomentował krótko Kiur, dalej rozglądając się za zdobyczą. - Może i masz rację, może.
Spojrzał
w kierunku gołębi. Lilia mogła się zdziwić, że tak bezczynnie stoi... w
bezruchu. Naprawdę. Tylko ogon białego charta powoli majtnął na boki
raz i dwa, by po chwili całkowicie znieruchomieć. Minęły niecałe trzy
uderzenia serca, a paroma susami wyskoczył w kierunku ptaków, by w
ostatniej chwili dopaść jednego z odlatujących za ogon, pociągnąć go i
zmiażdżyć zębami. Ptak chwilę szamotał się, próbując się uwolnić, ale
Kiur sprowadził go do parteru i jednym kłapnięciem szczęk pozbawił go
życia. Reszta ptaków odleciała.
Spojrzał na Lilię.
- Teraz możemy iść - uśmiechnął się i bez zbędnych komentarzy wskazał kierunek.
Lilia
Łoł. Kiur powiedział COŚ MIŁEGO. KIUR. COŚ MIŁEGO. Coś musiało być nie
tak. Czyżby próbował ją podejść inaczej? O nie, panie Kiurze, Lilia nie
da się tak łatwo omamić. Nie jest kolejnym słabym kundlem, który da sobą
pomiatać.
Patrzyła, jak przywódca sfory kamienieje i już chciała coś
powiedzieć, gdy nagle pies wystrzelił i upolował gołębia, jednocześnie
przeganiając resztę. Zmarnował świetną okazję, aby wykarmić jego
"poddanych". A sam stwierdził, że zdobyczy brakuje. Hipokryta. Otworzyła
pysk ze zdumienia i chciała mu wręcz wygarnąć. Zawarczała cicho i
ruszyła w kierunek wskazany przez chara.
Węszyła, próbując złapać jakąś woń. Wyczuła zgubionego zająca. Idealnie...
Kiur
Prychnął, gdy usłyszał jej warknięcie.
Bezczelna jędza, pomyślał,
obserwując polującą suczkę. Ale nareszcie się na coś przydaje,
uśmiechnął się, unosząc ciemne wargi. Także wyczuł zająca: idealna
zwierzyna. Nie minęło dziesięć sekund, a już rzucił się za nim w pościg,
by w końcu pochwycić go przed Lilią. Uniósł upolowaną i martwą ją
zdobycz do góry, wyglądając zupełnie jakby miał na myśli: "patrz jaki
jestem wielki i silny"... i upuścił ją na ziemię, by zaczerpnąć
powietrza.
- Starczy - zadecydował. - Wracamy. I tak więcej nie zmieści nam się w pyski.
Lilia
Zmrużyła oczy, gdy Kiur pochwycił kicające stworzenie przed nią.
Przywódca cały czas zdobywał w jej oczach cech, przybliżających go do
rozwydrzonego, głupiego szczeniaka, który chce mieć wszystko dla siebie.
Cóż... Oby się zmienił, bo Lilia nie ma zamiaru znosić tego żałosnego
bachora ani dnia dłużej. Spojrzała, jak chwali się zdobyczą. Gdyby
wybiegła chwilę wcześniej, to zdobycz byłaby jej. Trudno.
- Dobra. -
mruknęła dość niezadowolonym głosem. Ona nie da rady przenieść więcej?
Halina, potrzymaj mi piwo! Podeszła do miejsca, gdzie wcześniej zakopali
zdobycze i złapała w zęby dwie sztuki. Spojrzała na Kiura znudzonym
wzrokiem i zanim zdążył podejść po ostatnią, wystrzeliły niczym motocykl
(o którym przecież nie wiedziała, bo skąd) i popędziła w stronę dworca.
Po chwili zatrzymała się, orientując się, że zgubiła przywódcę sfory.
Rozejrzała się niepewnie, szukając czegokolwiek, co mogłoby ją
doprowadzić do charta.
Kiur
Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, ta już popędziła w drogę powrotną na
dworzec. Chwilę obserwował ją, wiedząc, że i tak ją dogoni. Naprawdę?
Chciała ścigać się z chartem? Minął kolejny moment, wziął do pyska
upolowaną zdobycz, wystrzelił przed siebie jak strzała i dogonił ją w
mgnieniu oka (sory, bejbe - staty :3). Od pewnego czasu zachowywała się
zupełnie jakby chciała go totalnie wkurzyć lub po prostu zwrócić na
siebie uwagę. Huhm, druga opcja była zdecydowanie ciekawsza od pierwszej
noale była w sforze od niedawna (1), nie lubiła go (2), nie miała
cieczki (3). Więc, o co tak naprawdę c'mon? Kiur był aż nazbyt dobrze
świadomy, że podobał się suczkom... Phi! On podobał się każdemu. Był
taki silny, puchaty, wielki... Eeee? O czym tu my?
Dobra. W każdym razie zbliżali już się do dworca.
Lilia
Nagle chart wręcz pojawił się obok niej. Chwila, czemu uważasz, że nr. 3
jest prawdą, co? Nie znasz jej, więc nie wiesz! Kiur się Lilii mało
podobał, co innego niektóre psy ze sfory. Ale nimi też się nie
interesowała, bo co jej przyjdzie po głupiej zabawce przywódcy sfory? No
raczej nic, prócz zmarnowanego życia. Kiura chciała tylko wkurzyć, bo
było to najlepsze zajęcie na świecie. A głupota jej celu tylko to
ułatwiała. Nawet, gdyby mogła, to nie zamieniłaby tej roboty za nic. ZA
NIC. Ale wróćmy do tego, co się teraz działo...
Lilia zmrużyła oczy,
gdy tylko pojawił się obok niej Kiur. Była zawiedziona, że nie dał się
zdenerwować. No ej, powinien się teraz wydrzeć, jak to głupia i
nieodpowiedzialna jest, a wtedy suczka miała odpowiedzieć tak, żeby
wkurzył się jeszcze bardziej! A tak, to wszystkie jej plany legły w
gruzach.
Kiur
Gdyby oba psy czytały w sobie w myślach, to mogłoby dość co najmniej do
urwania uszu którejś ze stron. Lilię przed zarobieniem w pysk chroniła
tylko przynależność do tak zwanej płci pięknej i rycerski honor
zabraniający uderzać z mordą do damy. Wprawdzie Lilia ani szlachetna ani
damulkowata nie była, ale nie zmieniało to faktu, że ano nie godzi się.
O białym charcie na pewno nie można było powiedzieć, że jest
mięczakiem, lizusem lub czymkolwiek innym w tych tonacjach, ale nie był
też byle kundlem spod ławki: był ELEGANCKIM DŻENTELMENEM postawionym
przez łaskawy los wyżej niż wszystkie inne psy. Był ich królem, emmm
alfą, eee nieważne.
- Po co się tak śpieszyć? - mruknął gładkim i pełnym dumy tonem, od którego Lilii mogła się co najwyżej zjeżyć sierść.
Lilia
Ponownie zmrużyła oczy. Chyba jej trzeba jakieś okulary kupić. Meh.
-
A co? Wolisz wlec się jak kulawy kundel? - mruknęła bez żadnej nuty
agresji. Co było dziwne, zważywszy na to, jak Lilia zachowywała się
wcześniej. Może zmieniła zdanie, co do wysokiego chudzielca? Czy
zwyczajnie jest zmęczona?
- Nie wiem, jak tobie, ale mi się nie chce
powoli spacerować ze zdobyczą w pysku. - rzuciła mu jeszcze jedno
spojrzenie i odwróciła głowę w przód, unosząc ją dumnie. Co mogło
wyglądać dość zabawnie przez jej postawę i to, że zazwyczaj tak nie
robi. I przez jej zimne, błękitne oczy.
Kiur
W sumie, to Kiurowi też. Autorka nie ma na tyle pomysłu, że albo chart
cały czas mruży oczy, macha ogonem lub cokolwiek, ale to już zupełnie
inna historia. Przejdźmy do rzeczy. Zamiast wpatrywać się w te jej
piękne, zimne, błękitne oczy po prostu poszedł dalej. Kierunek: Dworzec.
W głębi serca liczył też, że Lilia pójdzie za nim bez kolejnych
komentarzy.
Wkrótce dotarli w "miejsce docelowe". Park w końcu wcale
nie był tak bardzo oddalony od Dworca. Przekraczając jego próg, Kiur
poszedł jeszcze kawałek i nie minął moment, a upuścił zwierzynę, którą
niósł.
- Zanieś tam, gdzie trzeba. - rzucił krótko i udał się "do siebie", zostawiając suczkę z nowym zadaniem.
Niech
robi najwięcej jak się da, zanotowałby w swoim kalendarzyku, gdyby 1)
miał go i 2) umiał pisać, a jak wiadomo u zwierząt z tą umiejętnością
naprawdę ciężko.
Lilia
Gdy Kiur wydał jej kolejne POLECENIE, zmrużyła oczy i warknęła gdy tylko
się oddalił. Spojrzała zimnym, nieznoszącym sprzeciwu wzrokiem na
wchodzącego właśnie Pomruka i przyciszonym głosem poprosiła go, aby
zaniósł zdobycze do reszty. Machnęła parę razy ogonem, a gdy kiwnął
głową, uśmiechnęła się z wdzięcznością i odeszła. Widzisz, Kiurze?
Gdybyś zachowywał się MIŁO, to tak samo piękna Lilia traktowałaby
ciebie. No cóż, jego strata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz