sobota, 10 września 2016

Sesja Kiura i Lilli (Lokacja: Dworzec/Park)

Lilia
Lilia zwiedzała tajemniczą siedzibę sama. Kiur niby czasem mruknął, gdzie co jest, ale raczej niewiele. Najgorszą rzeczą w sforze było zachowanie lidera względem obcych. Nie lubiła tego, ale udawała, że z chęcią ich zabija, czy choćby przegania. Była szybsza, niż większość psów, więc pogoń nie była niczym trudnym, jednak... To nie do końca było to. Mimo wszystko jednak nie pokazywała, że jej się nie podobało. Wręcz przeciwnie, na złość panu przywódcy pokazywała, jak dobrą decyzją było dołączenie do sfory. Z docinek nie zrezygnowała, bo i po co? Czasem można było się pośmiać. Kiur był zbyt poważny, więc trzeba było to wykorzystać.
W pewnym miejscu zatrzymała się. Na ziemi leżały uschłe liście. W górze była dziura, a tuż pod nią rosło sobie duże drzewo, ogrodzone kamiennym murkiem. Ludziom służyło do ozdoby jako malutkie, ładnie przycięte drzewko, ale teraz rozrosło się. Suczka położyła się na legowisku z liści i przymknęła oczy.
//Zapraszam Kiura ^^

Kiur
Obcych należy się pozbyć, bo są nie tylko zagrożeniem, ale i konkurencją na łowach szczególnie w ubogim w pożywienie mieście. A to, że każde szczęśliwe i najedzone kosztem sfory zwierzę było jak cierń w królewskim tyłku Kiura, to już zupełnie inna historia. Biały chart szybko wrócił do zdrowia po niefortunnym spotkaniu z niedźwiedziem. Co więcej ku jego satysfakcji Lilia zachowywała się ładnie, wykonywała polecenia bez większego szemrania i trzymała nadmiernie kłapliwy język w pysku, darując sobie słownych utarczek z (miss mia...) miejską arystokracją. Zresztą pierwiastek z grupy aktynowców miał większe 'problemy' na głowie niż zadowolenie, niezadowolenie czy też kaprysy JEDNEJ podwładnej - chociażby Szpon zapuszczający się na coraz dłuższe samotne eskapady pod przykrywką patroli i polowań. Gdy tylko stan zdrowia mu na to pozwolił, po kryjomu ruszył za zapachem mieszańca w typie rottweilera. Kierunek, do którego zmierzał pies, był daleki temu, który wyznaczył dla niego Kiur. Czas pokaże czy Szpon zostanie obwołany zdrajcą i zostanie wypędzony lub zginie, na razie chart wstrzymywał się z osądem, czekając na ostateczny dowód mówiący ZA lub PRZECIW Szponowi. Zauważyszy Lilię, podszedł do niej sztywnym krokiem.
- Jak ostatni patrol?

Lilia 
Legowisko było dość wygodne. Lilia mogłaby tak leżeć godzinami, jeśli nie cały dzień. Usłyszała odbijane od kamiennej podłogi pazury. Oho. Ktoś ma zamiar zakłócić jej odpoczynek. Suczka spojrzała w stronę nadchodzącego psa. Okazał się nim nie kto inny, jak sam Kiur. Padło pytanie o patrol. No cóż, patrol jak patrol, zbyt wiele nie wyczuła.
- Patrol? Meh, nic takiego ciekawego nie było. - wstała, po czym spojrzała na towarzysza. - Wyczułam tylko jakieś lisy, króliki, szczury i psa. Pies nie był raczej duży, ale chyba coś upolował, albo coś próbowało upolować jego, bo tam, gdzie było najwięcej jego zapachu, było sporo krwi. Panie przywódco. - ostatnie zdanie wypowiedziała jak zwykle sarkastycznie. To, że przez jakiś czas zachowywała się grzecznie, to tylko i wyłącznie zasługa tego, że była zwyczajnie zmęczona.

Kiur 
- Mam imię - przypomniał Kiur zmęczony całym tytułowaniem go przez Lilię, które uważał za zwyczajnie durne i niepotrzebne. - Żadnych obcych?
Z czasem sunia nauczy się, co należy, a czego nie - reguły miasta bywają brutalne w szczególności dla psów w otoczeniu takiego rządziciela jak biały chart, który zdawał się wykorzystywać wszystkich na około lub przynajmniej próbować, sam nie kiwnąwszy pazurem. W rzeczywistości była to tylko po części prawda: Kiur był bardziej aktywny niż posądzały go o to plotki, ale bez wątpienia miał skłonności do wyręczania się innymi, nie szanując ich zdania.
- Widziałaś może Szpona? - zapytał po chwili, kierując na moment wzrok w stronę kilku cieni sprawnie przemykających przez przeciwległe wejście, inne psy.

Lilia 
- Nieee, serio? Nie wiedziałam! - syknęła z sarkazmem. Trochę ją denerwował, najpierw pan poważny, a teraz "mów mi po imieniu".
- No przecież mówię, że jednego obcego psa wyczułam. Nie słuchałeś, czy co? - przewróciła oczami. To ona się wysilała, żeby zdać mu piękną relację, a on nawet nie słuchał. Pff.
- Ooo, od kiedy przejmujesz się swoimi "śmieciami", co? - przypomniała mu, jak się wyrażał o członkach swojej sfory. Nienawidziła jego podejścia, choć czasem było zabawnie. Na przykład kiedy ktoś zrobił coś źle, a "pan przywódca" go ochrzaniał. Jak psy mogą tak go znosić? Wystarczyłoby nakłonić wszystkich, aby nie dali się traktować jak śmiecie i Kiur zostałby sam. Choć Lilii trochę byłoby go szkoda.

Kiur 
- Nie tym tonem - najeżył się Kiur, słysząc jak Lilia ponownie pozwala sobie na zbyt wiele i kłapie pyskiem bez pomyślunku. - Jak nie chcesz mówić mi po imieniu, to proszę bardzo, ale te zwroty grzecznościowe 1) niepotrzebnie przedłużają 2) są zwyczajnie irytujące.
Trzepnął ogonem na boki, sadowiąc się wygodniej.
- I co w związku z tym? Znalazłaś tego psa? Przegoniłaś?
Dalsze wypowiedzi Lilii wpierw skomentował nieznacznym zaciśnięciem zębów. Jak śmieci? Przecież wcześniej użył właściwego sformułowania! Pozbierał "brudy" z ulicy, zrobił z nich sforę. Każdy samotny pies na terenie miasta w końcu kończy jako zagryzka dla czegoś większego lub worek pcheł toczony chorobą.
- Mam wątpliwości co do jego lojalności - dokończył na temat Szpona.

Lilia 
- Bo co? - warknęła. - Nie wiem, czy pamiętasz, ale to TY mi proponowałeś dołączenie do sfory, choć znałeś mój charakter. - była zła, że się tak rządzi, ale i rozbawiona tym, że myśli, że sprawi, żeby dała sobą pomiatać. Lilia nie zamierzała się zmienić, o nie. Ale jakby na początku zachował się milej, to może poznałby drugą jej stronę. Pff.
- Oh, teraz ci to przeszkadza, tak? - potrząsnęła łbem. - No cóż, trudno, KIURZE. - podkreśliła ostatnie słowo. Chciała go zdenerwować, to fakt, ale nie na tyle, aby ją rozszarpał. I tak by tego nie zrobił.
- Nie mogłam znaleźć tego kundla, bo nagle trop się urwał, ale polował na naszych terenach. To chyba wystarczający powód, aby się tym zająć? - przewróciła oczami. Nie słuchał jej do końca, to było widać. - Prawdopodobnie ten pies kręci się w pobliżu Blokowiska. - dodała po chwili. Właśnie tam czuła jego zapach i tam były resztki upolowanego przez niego gołębia.
- Widziałam go. Wychodził, a gdy spytałam, gdzie idzie, powiedział, że na polowanie. Ruszył w stronę parku. - wreszcie odpowiedź, która może zadowoli przywódcę. Lilia nie mogłaby powiedzieć, że go nie lubi. Po prostu uwielbia go wkurzać.

Kiur
- A więc moja hojna propozycja cię nie satysfakcjonuje? Powinnaś być wdzięczna. Poza sforą w tym pieprzonym mieście nie czekałoby cię nic prócz śmierci. Chcąc tu mieszkać i tak musiałabyś mi ulec, bo niedługo całe te miejsce będzie moje. - wycedził, obnażywszy zęby, unosząc ciemne wargi. - Powtórzę.kolejny raz: NIE TYM TONEM. Wszyscy powinniście mi być wdzięczni, beze mnie nie byłoby tej sfory - byliby samotnicy rozproszeni po ulicach i śpiący po kubłach.
Usłyszawszy odpowiedź dotyczącą Szpona, skinął tylko głową. Po chwili odezwał się już spokojniej.
- Znam zasady rządzące tym światem. Życie za życie: dlatego tu jesteś chociaż wciąż nie rozumiem dlaczego chcesz zostać, nie zgadzając się z niczym, co ci mówię.

Lilia 
Przewróciła oczami, słysząc, jak się wywyższa. Gdyby nie on, to wiele psów by przeżyła. On się rządzi, jakby był jakimś królem, który ma prawo decydować, kto zginie, a kto przeżyje. Rozwydrzony kundel. "Pan świata". Trzeba go zneutralizować...
- To nie jest tak, że się nie zgadzam. Chcę tu zostać, bo nie mam nic lepszego do roboty. Poza tym brakowało mi czyjegoś towarzystwa. - odparła. Szczerze mówiąc już się przyzwyczaiła do krwiożerczego, rozwydrzonego Kiura, który uważa, że jest najważniejszy w całym mieście, zawsze i wszędzie.
- Wydaje mi się, że trochę brakuje jedzenia. Idziesz zapolować? - spróbowała złagodzić atmosferę.

Kiur 
- Jeśli chcesz tu zostać, to słuchaj tego, co mówię i wykonuj polecania bez szemrania. - mruknął Kiur zmęczony całą sytuacją.
Suczka była bezczelna, a on nieustępliwy: mieszanka wybuchowa i to jak.
- Idziemy - odpowiedział na propozycję bez zbędnych komentarzy.
Może rzeczywiście polowanie jest dobrym pomysłem. Jedno było pewne - miała rację, że żarcia brakowało.

Lilia 
Bo co? Bo rozwydrzony książę wyśle na nią swoją wierną świtę? Trudno! To on straci ją, ona nic nie straci.
- W parku widziałam stado gołębi. Możemy tam spróbować. Ewentualnie jest jeszcze na obrzeżach miasta taka łąka z małą, drewnianą budowlą. Nie należy do terenów sfory, ale dużo gryzoni się tam kręci. Króliki, myszy, czasem nawet ptaki chowają się przed upałem. - Lilia miała oczywiście na myśli działkę z drewnianą altanką, ale skąd mogła wiedzieć, że tak się to nazywa? Ale faktem było, że wokół altanki zbierało się wiele zwierząt, w pobliżu budowli utworzyła się wieczna kałuża, z której można pić, gdy nadchodzą upalne dni.

Kiur 
To ona może stracić ż y c i e.
Gdy jest się na czyjejś łasce, to lepiej o tym pamiętać, a Srebrna otoczona była komradami Kiura. Układ był taki: ona zachowuje się dobrze = jest bezpieczna. Od niej zależało jego powodzenie bądź niepowodzenie.
- Prowadź, prowadź. - rzekł, zgodziwszy się na propozycję.
Niespecjalnie palił się do pościgów za zwierzyną. W końcu jeszcze nie był w pełnej formie. Jednakże chętnie obejrzy polującą Lilię pilnując ją, by się nie obijała.
Pod jego komendą nie da się obijać.

Lilia 
Lilii nie obchodziła strata życia. Przecież i tak nic nie miała do roboty, nie miała dla kogo żyć, więc co to za strata? To Kiur straciłby łapy ze sfory. Ups!
Kiwnęłam głową i ruszyła dość szybkim krokiem w stronę parku. Gdy tylko dotarli, jej nos poprowadził ją w stronę stada gołębi. Były dość daleko od siebie, więc złapanie jednego raczej nie zaalarmuje wszystkich ptaków, ale trzeba będzie podejść do tego na spokojnie. Suczka zaczęła powoli kroczyć w stronę ptaków, zajętych poszukiwaniami pożywienia. Będąc dość blisko, zaczęła się skradać. Nagle wyskoczyła z prędkością pędzącego królika i dorwała cel. Połowa stada odleciała, lecz po chwili wróciła. Lilia zaś stała ze zdobyczą w pysku i obserwowała Kiura.

Kiur 
Mało kogo faktycznie nie obchodzi strata życia. To głupota, brak rozwagi, brawura? Hmmm, trudno
o cokolwiek z tych rzeczy podejrzewać Lilię. Zaraz, brawura, brak rozwagi. Kto normalny rzuca się na rozwścieczonego miśka? Kto kwestionuje rozkazy KIURA? Nieważne, nie teraz. Kiur licząc na to, że jego towarzyszka zacznie wreszcie stosować się do jego poleceń, zaczął węszyć w powietrzu, szukając zwierzyny. Co jak co, ale czasy były ciężkie, a każdy ochłap mięsa był na wagę złota. Obejrzał się na Lilię, badając wyraz jej pyska,a potem obserwując jak poluje. Nareszcie, pomyślał z ulgą i sam paroma susami złapał za czarne skrzydło jednego z gawronów przesiadających przy rozwalonej ławce. Zrobiwszy to, wrócił do suczki.
- Zakopmy - rzekł. - Idziemy dalej, potem wrócimy.
  
Lilia 
Kto normalny walczy z niedźwiedziem, wiedząc, że nie ma szans? Można powiedzieć, że Kiur jest hipokrytą. Gdyby nie Lilia, to pewnie już by z niego została sama góra kości. I co, nadal taki pewny swego?
Patrzyła na psa, który wręcz zignorował stadko gołębi na rzecz gawrona. Trudno się dziwić, w końcu jego zdobycz była większa. Mimo wszystko mogli tu jeszcze parę ptaków złapać.
- Nie wolisz jeszcze tu spróbować? Gołębie są tak durne, - jak szanowny pan Kiur, dodała w myśli. - że prawie nie zauważyły, że jednego zabrakło. Moglibyśmy tu złapać jeszcze ze trzy, cztery sztuki. - zmrużyła oczy, patrząc w stronę ptaków. Szybko wykopała dół i wrzuciła tam zdobycz, po czym jeszcze raz spojrzała na przywódcę. Pff.

Kiur 
- Dobrze ci idzie - skomentował krótko Kiur, dalej rozglądając się za zdobyczą. - Może i masz rację, może.
Spojrzał w kierunku gołębi. Lilia mogła się zdziwić, że tak bezczynnie stoi... w bezruchu. Naprawdę. Tylko ogon białego charta powoli majtnął na boki raz i dwa, by po chwili całkowicie znieruchomieć. Minęły niecałe trzy uderzenia serca, a paroma susami wyskoczył w kierunku ptaków, by w ostatniej chwili dopaść jednego z odlatujących za ogon, pociągnąć go i zmiażdżyć zębami. Ptak chwilę szamotał się, próbując się uwolnić, ale Kiur sprowadził go do parteru i jednym kłapnięciem szczęk pozbawił go życia. Reszta ptaków odleciała.
Spojrzał na Lilię.
- Teraz możemy iść - uśmiechnął się i bez zbędnych komentarzy wskazał kierunek.

Lilia 
Łoł. Kiur powiedział COŚ MIŁEGO. KIUR. COŚ MIŁEGO. Coś musiało być nie tak. Czyżby próbował ją podejść inaczej? O nie, panie Kiurze, Lilia nie da się tak łatwo omamić. Nie jest kolejnym słabym kundlem, który da sobą pomiatać.
Patrzyła, jak przywódca sfory kamienieje i już chciała coś powiedzieć, gdy nagle pies wystrzelił i upolował gołębia, jednocześnie przeganiając resztę. Zmarnował świetną okazję, aby wykarmić jego "poddanych". A sam stwierdził, że zdobyczy brakuje. Hipokryta. Otworzyła pysk ze zdumienia i chciała mu wręcz wygarnąć. Zawarczała cicho i ruszyła w kierunek wskazany przez chara.
Węszyła, próbując złapać jakąś woń. Wyczuła zgubionego zająca. Idealnie...

Kiur 
Prychnął, gdy usłyszał jej warknięcie.
Bezczelna jędza, pomyślał, obserwując polującą suczkę. Ale nareszcie się na coś przydaje, uśmiechnął się, unosząc ciemne wargi. Także wyczuł zająca: idealna zwierzyna. Nie minęło dziesięć sekund, a już rzucił się za nim w pościg, by w końcu pochwycić go przed Lilią. Uniósł upolowaną i martwą ją zdobycz do góry, wyglądając zupełnie jakby miał na myśli: "patrz jaki jestem wielki i silny"... i upuścił ją na ziemię, by zaczerpnąć powietrza.
- Starczy - zadecydował. - Wracamy. I tak więcej nie zmieści nam się w pyski.

Lilia 
Zmrużyła oczy, gdy Kiur pochwycił kicające stworzenie przed nią. Przywódca cały czas zdobywał w jej oczach cech, przybliżających go do rozwydrzonego, głupiego szczeniaka, który chce mieć wszystko dla siebie. Cóż... Oby się zmienił, bo Lilia nie ma zamiaru znosić tego żałosnego bachora ani dnia dłużej. Spojrzała, jak chwali się zdobyczą. Gdyby wybiegła chwilę wcześniej, to zdobycz byłaby jej. Trudno.
- Dobra. - mruknęła dość niezadowolonym głosem. Ona nie da rady przenieść więcej? Halina, potrzymaj mi piwo! Podeszła do miejsca, gdzie wcześniej zakopali zdobycze i złapała w zęby dwie sztuki. Spojrzała na Kiura znudzonym wzrokiem i zanim zdążył podejść po ostatnią, wystrzeliły niczym motocykl (o którym przecież nie wiedziała, bo skąd) i popędziła w stronę dworca. Po chwili zatrzymała się, orientując się, że zgubiła przywódcę sfory. Rozejrzała się niepewnie, szukając czegokolwiek, co mogłoby ją doprowadzić do charta.

Kiur 
Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, ta już popędziła w drogę powrotną na dworzec. Chwilę obserwował ją, wiedząc, że i tak ją dogoni. Naprawdę? Chciała ścigać się z chartem? Minął kolejny moment, wziął do pyska upolowaną zdobycz, wystrzelił przed siebie jak strzała i dogonił ją w mgnieniu oka (sory, bejbe - staty :3). Od pewnego czasu zachowywała się zupełnie jakby chciała go totalnie wkurzyć lub po prostu zwrócić na siebie uwagę. Huhm, druga opcja była zdecydowanie ciekawsza od pierwszej noale była w sforze od niedawna (1), nie lubiła go (2), nie miała cieczki (3). Więc, o co tak naprawdę c'mon? Kiur był aż nazbyt dobrze świadomy, że podobał się suczkom... Phi! On podobał się każdemu. Był taki silny, puchaty, wielki... Eeee? O czym tu my?
Dobra. W każdym razie zbliżali już się do dworca.

Lilia 
Nagle chart wręcz pojawił się obok niej. Chwila, czemu uważasz, że nr. 3 jest prawdą, co? Nie znasz jej, więc nie wiesz! Kiur się Lilii mało podobał, co innego niektóre psy ze sfory. Ale nimi też się nie interesowała, bo co jej przyjdzie po głupiej zabawce przywódcy sfory? No raczej nic, prócz zmarnowanego życia. Kiura chciała tylko wkurzyć, bo było to najlepsze zajęcie na świecie. A głupota jej celu tylko to ułatwiała. Nawet, gdyby mogła, to nie zamieniłaby tej roboty za nic. ZA NIC. Ale wróćmy do tego, co się teraz działo...
Lilia zmrużyła oczy, gdy tylko pojawił się obok niej Kiur. Była zawiedziona, że nie dał się zdenerwować. No ej, powinien się teraz wydrzeć, jak to głupia i nieodpowiedzialna jest, a wtedy suczka miała odpowiedzieć tak, żeby wkurzył się jeszcze bardziej! A tak, to wszystkie jej plany legły w gruzach.

Kiur 
Gdyby oba psy czytały w sobie w myślach, to mogłoby dość co najmniej do urwania uszu którejś ze stron. Lilię przed zarobieniem w pysk chroniła tylko przynależność do tak zwanej płci pięknej i rycerski honor zabraniający uderzać z mordą do damy. Wprawdzie Lilia ani szlachetna ani damulkowata nie była, ale nie zmieniało to faktu, że ano nie godzi się. O białym charcie na pewno nie można było powiedzieć, że jest mięczakiem, lizusem lub czymkolwiek innym w tych tonacjach, ale nie był też byle kundlem spod ławki: był ELEGANCKIM DŻENTELMENEM postawionym przez łaskawy los wyżej niż wszystkie inne psy. Był ich królem, emmm alfą, eee nieważne.
- Po co się tak śpieszyć? - mruknął gładkim i pełnym dumy tonem, od którego Lilii mogła się co najwyżej zjeżyć sierść.

Lilia 
Ponownie zmrużyła oczy. Chyba jej trzeba jakieś okulary kupić. Meh.
- A co? Wolisz wlec się jak kulawy kundel? - mruknęła bez żadnej nuty agresji. Co było dziwne, zważywszy na to, jak Lilia zachowywała się wcześniej. Może zmieniła zdanie, co do wysokiego chudzielca? Czy zwyczajnie jest zmęczona?
- Nie wiem, jak tobie, ale mi się nie chce powoli spacerować ze zdobyczą w pysku. - rzuciła mu jeszcze jedno spojrzenie i odwróciła głowę w przód, unosząc ją dumnie. Co mogło wyglądać dość zabawnie przez jej postawę i to, że zazwyczaj tak nie robi. I przez jej zimne, błękitne oczy.

Kiur 
W sumie, to Kiurowi też. Autorka nie ma na tyle pomysłu, że albo chart cały czas mruży oczy, macha ogonem lub cokolwiek, ale to już zupełnie inna historia. Przejdźmy do rzeczy. Zamiast wpatrywać się w te jej piękne, zimne, błękitne oczy po prostu poszedł dalej. Kierunek: Dworzec. W głębi serca liczył też, że Lilia pójdzie za nim bez kolejnych komentarzy.
Wkrótce dotarli w "miejsce docelowe". Park w końcu wcale nie był tak bardzo oddalony od Dworca. Przekraczając jego próg, Kiur poszedł jeszcze kawałek i nie minął moment, a upuścił zwierzynę, którą niósł.
- Zanieś tam, gdzie trzeba. - rzucił krótko i udał się "do siebie", zostawiając suczkę z nowym zadaniem.
Niech robi najwięcej jak się da, zanotowałby w swoim kalendarzyku, gdyby 1) miał go i 2) umiał pisać, a jak wiadomo u zwierząt z tą umiejętnością naprawdę ciężko.

Lilia 
Gdy Kiur wydał jej kolejne POLECENIE, zmrużyła oczy i warknęła gdy tylko się oddalił. Spojrzała zimnym, nieznoszącym sprzeciwu wzrokiem na wchodzącego właśnie Pomruka i przyciszonym głosem poprosiła go, aby zaniósł zdobycze do reszty. Machnęła parę razy ogonem, a gdy kiwnął głową, uśmiechnęła się z wdzięcznością i odeszła. Widzisz, Kiurze? Gdybyś zachowywał się MIŁO, to tak samo piękna Lilia traktowałaby ciebie. No cóż, jego strata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz