Srebrna
Srebrna po raz kolejny poszła na obchód, aby ogarnąć tereny. W końcu nie
jest tu tak bezpiecznie, wszędzie czyhają jakieś psy. Jednak tu, na
wzgórzu pod skałą było bezpiecznie. Głaz był dość stabilny, a
powierzchnia dość nierówna, więc wdrapanie się na górę nie sprawiłoby
większego problemu. Gorzej byłoby z zejściem, ale o to się aż tak
martwić nie trzeba. W końcu to tylko kamień, nie?
Kotka ułożyła się
pod skałą w wygodnym, zakrytym miejscu. Wokół zaczęły zbierać się
deszczowe chmury, dlatego też nie było mowy o pozostaniu na otwartej
przestrzeni. Głaz tworzył idealne zadaszenie.
Czerwonofutry
- Srebrnofutra - szepnął tajemniczy głos, gdy tylko kotka dotknęła łapą powierzchni głazu. - Mówi się do ciebie...
Gdy kotka zignorowała go i wdrapała się na górę, by uhm podziwiać widoki czy coś, głos ponownie szepnął jej do ucha:
- Srebrnofutra.
Czyżby
przywódczyni grupy zaczynała mieć kłopoty Z PSYCHIKĄ? Tak właśnie mogła
pomyśleć, bo głos mimo, że był zaledwie szeptem, to brzmiał bardzo
realnie, a jednocześnie odlegle jakby rozmawiała z echem. Równocześnie
nad lasem zaczął zapadać zmrok, a na niebie pojawiły się pierwsze
gwiazdy. Duch zamilkł, dając Srebrnej czas.
Srebrna
Srebrnofutra... Kto to mówił? Srebrna wdrapała się na skalę ignorując głos. Jednak nie dał jej spokoju. Rozejrzała się.
-
Kim jesteś? - spytała spokojnie, acz stanowczo. Rozejrzała się
ponownie, ale nikogo nie zauważyła. A może jej się wydawało? A może tak
naprawdę oszalała? Nie. Nie mogła. Tupnęła łapą i jeszcze raz omiotła
błękitnym wzrokiem okolicę. Nadal nikogo. No pokaż się, tajemniczy
głosie!
Czerwonofutry
- Zamknij oczy - polecił głos.
Brzmiał na nieco zmęczonego. Uhm, o
ile głos mógł być zmęczony. Gdy tylko kotka spełniła jego prośbę i
zamknęła oczy na dłuższą chwilę niż tylko mrugnięcie, zobaczyła...
ciemność. Ha! Co innego spodziewalibyście się ujrzeć po zaciśnięciu
powiek? No, proszę. Czyżby kreatywność autora umarła gdzieś i
JUŻZAPRASZAMNASTYPĘ? Po kilku uderzeniach serca przywódczyni ukazała się
para bladoniebieskich ślepi, a potem cały i kompletny pysk ciemnorudego
kota.
- Połóż się - zaproponował. - Będzie ci łatwiej trzymać je zamknięte.
Czy to był żart? Kąciki warg stworzenia na moment uniosły się ku górze, ale był to naprawdę krótki moment.
-
Nazywam się Czerwonofutry - przedstawił się nienaturalnie spokojnym i
ściszonym głosem. - Byłem u twojego przyjaciela. Nie uwierzył w żadne
moje słowo, bo gdyby tak się stało, poleciałby prosto do ciebie.
Ogon rudzielca trzepnął na boki. Po chwili tajemniczy kot przekrzywił łeb. Na jego pobliźniony pysk wpełzł grymas jakby bólu.
Srebrna
Zrobiła jak głos, lecz nie ujrzała nic, oprócz ciemności. Po chwili
jednak jej zamkniętym oczom ukazał się ciemnoczerwony kocur o
niebieskich oczach. Ułożyła się wygodnie za jego namową. No tak, pewnie
musi zasnąć...
- Komu się pokazałeś? - spytała, nie okazując strachu.
Bo po co się bać? To tylko jakiś duch kota, który nawiedza Srebrną we
śnie!
- Kim jesteś? - ponowiła wcześniejsze pytanie. - I nie chodzi
mi o imię, bo te mi podałeś. Skąd masz możliwość wchodzenia w sny? -
zmrużyła oczy we śnie. Chciała wiedzieć wszystko o przybyszu.
- I po co tu jesteś?
Czerwonofutry
Dziwne.
Kotka zachowywała się jakby zupełnie nie była zaskoczona
wizytą tajemniczego gościa. Naprawdę rzadko to się zdarza, gdy ktoś
widzi ducha, ale Czerwonofutry miał na koncie wystarczająco dużo
dziwnych doświadczeń, by nie być zdziwiony niczym, naprawdę.
- Piołun - odpowiedział krótko na pierwsze pytanie.
Dwa kolejne pytania pozostawił na razie bez odpowiedzi.
- Zacznijmy od tego, że ty nie wiesz, gdzie właśnie jesteś. - powiedział, rozglądając się na około.
Wprawdzie
w śnie znajdowali się zawieszeni w ciemności, ale nie zmieniało to
faktu, że prawdziwa Srebrna miała pod sobą twardą powierzchnie kamienia.
W mgnieniu oka owa "ciemność" zmieniła się na rozmyte tło, na którym
widać było pozbawione ostrości sylwetki kotów. Tylko głaz, który mieli
pod sobą, zachował swój wyraz. Gdyby Srebrna przyjrzała się zgromadzonym
pod skałą kotom, to na pewno kapnęłaby się, że ma przed sobą coś na
kształt swojej grupy, ale dużo, dużo większe!
- Pakt - rzekł krótko Czerwonofutry.
Podniósł
się na cztery łapy i odsunął na bok. W miejscu, w którym wcześniej
siedział znajdował się jego prawie idealny sobowtór! Nie miał tylko tylu
blizn i skrzywionej szyi. Obrócony był w stronę siedzących pod głazem
kotów. Pysk miał otwarty jakby właśnie do nich przemawiał.
- Spójrz - całą obserwację przerwał chłodny głos kocura. - to moja grupa.
Zerknął na nią bladymi ślepiami.
-
Nie takiego następcy szukam - odezwał się. - Pakt może odrodzić się
tylko poprzez silnego i walecznego kocura. Ciebie naznaczyło co innego.
Rozmyty obraz drgnął, a Srebrnej ukazały się trzy ciemnoszare kocięta jeszcze z zamkniętymi oczyma.
-
Gdyby moja wola spełniła się tamtego dnia - zaczął ponownie. - ...nigdy
byś się nie urodziła. Płynie w tobie zdradliwa krew, która przyniosła
na świat wiele bólu i cierpienia.
Nastała ciężka cisza. Srebrnej na
moment mogło się wydać, że owionęła ich chłodna mgła, przez którą
trudniej było oddychać. Wąsy Czerwonofutrego ponownie zadrżały.
- Ponownie zbliża się czas Paktu i Przymierza - rzekł ciemnorudy. - Moim zadaniem jest ostrzegać was przed rozlewem krwi.
Kocur zacisnął zęby.
-
Opuść tę skałę. To nie twoje przeznaczenie. - powiedział. - Za okrutne
czyny odpłacam ci dobrą radą. Idź do swoich, bo gdy Pakt i Przymierze
wrócą, to biada tym, którzy nie znajdą się na czas po swojej stronie
granicy.
Srebrna
- "Ciebie naznaczyło co innego"... O co chodzi? - spytała, gdy kocur
skończył mówić. Jego słowa nie miały zbytniego sensu. - "Za okrutne
czyny"? Nigdy nie skrzywdziłam żadnego zwierzęcia (polowanie się nie
liczy D:<). - zmrużyła oczy i machnęła ogonem. Przecież ona nigdy
krzywdy nikomu nie zrobiła! Kot musiał ją z kimś pomylić!
- I jeszcze coś... Czemu nazwałeś mnie... "Srebrnofutra"?
Czerwonofutry
- Nie zrozumiałaś mnie, Srebrnofutra. Za MOJE okrutne czyny muszę wam
zapłacić. - westchnął Czerwonofutry . - Czy wy naprawdę wszyscy
myślicie, że wizyta ducha naznacza wybrańców? Nie, wcale tak nie jest.
Jestem jedynie łącznikiem, który służy dobrą radą.
Spojrzał ze
zbolałym wyrazem pyska na zmieszaną kotkę. Żywi potrafili być naprawdę
naiwni. W obliczu tych wszystkich pięknych wizji i snów jakie
otrzymywali, to nie było dość zadowalające dla starego przywódcy Paktu.
Czemu ją tak nazywał? W sumie robił to odruchowo. Żyjąc (i umierając) w
grupie, przyzwyczaił się do bardziej skomplikowanych imion niż takie jak
Srebrna czy Blask, a skoro ta miała szare futro, to czemu nie mogła
nazywać się Srebrnofutra? Krwawy wyświadczył jej nawet przysługę.
- Nie mam wiele czasu - przypomniał.
Nie chciał się powtarzać.
Srebrna
Zmrużyła oczy w geście zdenerwowania. Zachowywał się, jakby miała o
wszystkim wiedzieć. A przecież widziała go pierwszy raz. Ogółem nigdy,
NIGDY nie doświadczyła czegoś takiego, jak wizja, więc jeśli
Czerwonofutry jeszcze raz chciałby ją wkurzyć, to wystarczy udawać, że o
wszystkim powinna wiedzieć.
- Co takiego zrobiłeś? - powstrzymała
się przed dodaniem "dziadku". W końcu skoro "płynie w niej zdradziecka
krew" i skoro on zrobił coś złego, to raczej podejrzenia padają na
niego, co?
- Dobra, będziemy uważać. - zrobiła minę z serii >:I , po czym rozejrzała się. Kiedy będzie mogła wreszcie sobie pójść?
Czerwonofutry
Gdyby miał możliwość czytania w myślach, to pewnie skarciłby ją za te
przypuszczenia. Przywódca Paktu i skażona krew? Oba wykluczają siebie
nawzajem.
- Nie mam wiele czasu - powtórzył po raz drugi lub nawet trzeci. - Ale skoro nalegasz, to proszę.
Przed
oczyma Srebrnej mignęła ciemność. Po chwili "świat" wokół nich nabrał
ostrzejszych barw, a do płuc kotki wpadło chłodne, nocne powietrze. Gdy
kotka obejrzała się na Czerwonofutrego, to mogła spostrzec, że jej
rozmówca zmienił się wraz z otoczeniem. Wyglądał nieco na młodziej, nie
było tej okropnej blizny na jego głowie. Jednakże najwięcej uwagi
skupiało futro kocura: nastroszone i poplamione czerwienią. Przednie
łapy do jednej trzeciej długości wyglądały jakby po prostu włożył je do
naczynia z czerowną farbą.
- Niemądrze lekceważyć kogoś takiego jak ja - do jej uszu dobiegł szept płynący z za jej głowy.
Zanim zdążyła przeanalizować słowa Czerwonofutrego, to tło ich rozmowy z powrotem wróciło do normy.
- Mówię o zbliżającym się czasie ciężkich wyborów i rozłamu - rzekł. - A ty mnie lekceważysz.
/ FOCH
Srebrna
Kotka machnęła ogonem. O CO MU DO JASNEJ CHODZIŁO?
- Dobra. Co mam
zrobić, co? Wracać? - mruknęła. Jej zachowanie względem przybysza
diametralnie się zmieniło. Z poważnej, opanowanej kotki w lekceważącego,
pewnego siebie kociaka. ŻAŁOSNE, Srebrna, ŻAŁOSNE. Czyli ten kocur był
mordercą. Po co więc jej pomaga? Może ją też chce zabić? Przez myśl
przemknęła jej jej grupa. Piołun! Dawno go nie widziała... Co z nim?
-
Skoro nie masz wiele czasu, to może powiedz od razu, o co chodzi, a nie
ubierasz to w plątaninę słówek. - powiedziała spokojniej, starając się
znów brzmieć normalnie. Nie chciałaby przecież, żeby ten kocur sobie
poszedł i zostawił ją bez normalnego wytłumaczenia, prawda?
Czerwonofutry
Ciemne wargi kocura uniosły się, gdy ten pokazał zęby i dostojnym
krokiem zbliżył się do Srebrnej, kołysząc pokaźnym ogonem na boki. W
porównaniu do niego była maleńkim kociakiem. Czerwonofutry był ogromny i
o wiele masywniejszy od przywódczyni małej grupki. Heh, małej, naprawdę
małej i nic nie znaczącej grupki w porównaniu do JEGO Paktu, który
zmienił historię. Zachowywała się jak rozwydrzone kocię i tak będzie
traktowana do czasu aż nie znormalnieje. Gdyby Czerwonofutry miał jakiś
wybór, to odwróciłby się i sobie poszedł, ale wtedy straciłby szansę, by
zasłużyć na odpoczynek wśród przodków i trafił między duchy zbrodniarzy
i zabijaków. To, że miał tę szansę, było wynikiem jedynie miłości
pewnej osoby - jednej z niewielu, a może i jedynej, na której Krwawemu
zależało.
- Słuchać mnie - kolejny szept.
Mimo iż zdecydowanie nie był on warknięciem, był spokojny i ściszony, to brzmiał wściekle. Spojrzał bladym wzrokiem na Srebrną.
-
Czy nie wyraziłem się dostatecznie jasno? - rzekł zimnym tonem,
okrążając ją jakby była jego przyszłą ofiarą. - Odejdź stąd, wróć do
Przymierza, gdzie jest twoje miejsce. Gdy brudy wypłynął z kanałów, a
wraz z nimi ich mieszkańcy, to ponownie nastanie czas Paktu, a z nim być
może i czas wojny.
Srebrna
- No dobrze! - zmarszczyła nos. Ten kot szczerze się nudzi, c'nie?
Przecież powtórzył jej to ze TRZY RAZY, zachowując się, jakby była
ułomna.
- Mogę już iść? Czy będziesz mnie tu trzymał i powtarzał,
jakbym była głupia? - odsunęła się od kocura i machnęła ogonem ze
zdenerwowania. Nie była nieodpowiedzialnym, głupim kociakiem, no
przepraszam! Odwróciła się od niego.
- Zostaw mnie już. Pójdę. Dziękuję za ostrzeżenie.
Czerwonofutry
Co poradzisz, gdy kotka zaczyna strzelać focha? Duch pełen zniesmaczenia
wycofał się z powrotem w cienie, z których początkowo się wyłonił.
Szukanie wybrańca i roznoszenie ostrzeżeń szło... Huhm, jeden nie
uwierzył, druga zlekceważyła. Niematerialny ogon przeciął powietrze i
wkrótce Czerwonofutry odwróciwszy się, poszedł w swoją stronę,
zostawiając za sobą tylko lśniącą poświatę.
/koniec
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz