sobota, 8 października 2016

Poród

Dzień był spokojny. Lilia jak zwykle przechadzała się po dworcu. Chciała odpocząć trochę od Kiura. Cały czas kazał jej uważać. To było lekko denerwujące, przecież wiedziała, co ma robić! W pewnym momencie usiadła pod sporym drzewkiem, na kupie liści. Położyła się i ułożyła pysk na łapach. Było spokojnie i miło. Nagle jej ciało przeszył ból. Poród się zaczął.
Czas się dłużył, jakby chciał sprawić suczce jak najwięcej bólu podczas czegoś tak cudownego, jak poród i narodziny jej szczeniąt.
Pięć. Urodziło się pięć małych kuleczek. Wszystkie były takie... małe. Bezbronne. Jedna biała z szarą plamką, trzy o kolorze sierści podobnym do Lilii i jedna łaciata, szare i białe łaty. Każda z nich była inna, mimo, że były podobne. Suczka polizała każde z nich po głowie i zaczęła myśleć. Jak tu przeprowadzić takie małe, bezbronne kulki w bezpieczne miejsce?
W końcu wstała i złapała dwa szczeniaki. Przeniosła je parę metrów dalej i wróciła po resztę. Takim sposobem zajęło jej to trochę czasu, ale w końcu dotarła na miejsce. Ułożyła szczenięta na jakiejś wielkiej poduszce i położyła się obok nich. Nareszcie po wszystkim.



/W skrócie, małe kulki się urodziły\

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz