poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Sesja Pióra i Kiura (Lokacja: Cmentarz)

Pióro
Pióro szedł właśnie przez cmentarz rozglądając się bardzo uważnie. Te wszystkie kamienne nagrobki nie były dla niego dobrym znakiem. Oznaczały, że zbyt blisko miasta się znalazł. Musi stąd wyjść zanim ktoś go znajdzie. Jednak nie było to takie proste. Mur w okół cmentarza był zbyt wysoki i młody lisek nie przeskoczyłby przez niego nawet gdyby skoczył z jednej z tych kamiennych płyt. Sama parcela była bardzo duża i Pióro ewidentnie zgubiłby się gdyby nie to, że szedł wzdłuż wspomnianego wcześniej muru. Sytuacja, w której lisek się właśnie znajdował była naprawdę kiepska.

Kiur
Naprawdę kiepska.
Bo oto nadchodził królewicz, na szczęście bez swojej wiernej świty złożonej głównie ze skorych do bijatyki osiłków. Kiur zbyt skory do walki nie był, za to świetnie świecił przykładem. A co aktualnie robił? Są trzy opcje: a)czyścić futro b)patrolować c)jeść d)spać. Ach, cztery - wybaczcie.
Otóż... odpowiedź b! Patrolował. Wprawdzie opuszczony cmentarz nie leżał w granicach jego terytorium, ale poczekajcie: to szybko może się zmienić. Musiał też odpocząć od głupoty swoich podwładnych. Wtedy jego oczom ukazał się lisek. Kiur uśmiechnął się do siebie lecz, gdy tylko stanął oko w oko z przybyszem, jego pysk spoważniał.
- Dokąd zmierzasz, młody?

Pióro
O nie. Lisek wpakował się teraz w niemałe tarapaty...znowu. Co teraz ma zrobić? Na tym zniszczonym cmentarzu nie ma żadnych kryjówek, w których mógłby się schować. Teraz chyba jedyną opcją zostaje mu próba zagadania psa i ucieczka kiedy ten nie będzie na nim skupiony. Jeśli oczywiście standardowa wymówka nie zadziała.
-Ja...po prostu przechodzę. Znajdę tylko wyjście i już mnie nie ma.-Odparł. Może jednak mu się uda? Może jednak limit szczęścia jeszcze nie został wykorzystany?

Kiur
- Tak szybko odchodzisz? - mruknął Kiur, powoli kładąc się na ziemi z łbem podpartym na długich, przednich łapach.
Ach, te patrolowanie. Męczące. Czemu Brudny Pysk nie sprawdzi tego obsz... ano, przecież cmentarz nie należy do nas. Jeszcze. Kiur zapomniał chwilowo, że wcale nie patrolował, a obijał się gdzieś poza terenem sfory pod pretekstem załatwiania ważnych spraw. I tak męczące.

Pióro
I kij. Nie zadziałało. Tak więc Pióro musiał zacząć wcielać swój drugi plan w życie. Nagle pies położył się i jego pysk znalazł się jeszcze bliżej liska. W normalnej sytuacji Pióro w tym momencie zmył by się tak szybko, że żaden ślad po nim by nie został, ale ta sytuacja była inna. Pies był bardzo duży i nawet kiedy leży mógłby wstać i szybko go dogonić. Może i lisek jest szybki, ale w porównaniu do tego psa, który jest od niego większy chyba dwa razy jest wolny jak żółw. Sytuacja zaczęła robić się coraz bardziej nieciekawa.

Kiur
Gdyby Kiur zechciał go gonić, to nie miałby najmniejszych szans, by mu uciec. Mało które zwierzę lądowe jest w stanie przegonić charta, nawet mieszankę - nawet jeśli był on wówczas w leniwym nastroju i niezbyt dobrej formie.
- Wszyscy tak szybko odchodzą... - rzekł melancholijnym tonem. - Takie smutne powiedzonko, znasz? Znasz. Chodź tu, potem najwyżej cię upoluję, ale teraz chcę sobie poleżeć.

Pióro
A w życiu! Za jakiego głupka ten pies go uważa? Po co miałby przybliżać sobie moment śmierci podchodząc do niego? Lisek cofnął się kilka kroków jak na złość. O nie! Pióro zamierzał sobie jeszcze trochę pożyć.
-Czy ty mnie uważasz za idiotę?-Zapytał.-Nie zamierzam dać się zabić.

Kiur
Za idiotę? Cóż, był młody, był mały, był bezbronny, chodził sam po wielkim mieście. Może nie miał wyboru. Mało która psia sfora przyjmie lisa, brrr...
- Nie zamierzam cię zabić - dopowiedział Kiur, ziewając. - Jestem tu na patrolu, mam ważniejsze sprawy na głowie niż polowanie, którym zajmą się moi... przyjaciele. Powtórzę pytanie: dokąd idziesz? O, i co tu robisz sam? Nie jest tu bardzo bezpiecznie.

Pióro
Nagle pies zaczął interesować się bezpieczeństwem Pióra kiedy jeszcze przed chwilą chciał go upolować? Coś tu było bardzo nie tak. Takim jak on nie można ufać.
-Przed siebie.-Powiedział.-Nie mam wyznaczonego celu.-Cel, do którego się dąży był dla Pióra ograniczeniem, a przecież odchodząc ze stada chciał uwolnić się od ograniczeń tak więc on po prostu szedł i zdawał się na to co los mu przyniesie. To było według niego dużo ciekawsze.

Kiur
Takim jak on nie można ufać, Amerykę odkrył, naprawdę. Wiele psów nie ufało Kiurowi, uważając go za kanalię i nieroba, który pragnie jedynie wykorzystywać innych, zdając się na swoje zdolności aktorskie i wielkość. Po części mieli nawet rację, ale życie nigdy nie jest czarno-białe. Chart miewał też swoje zalety, do tego jednak wrócimy innym razem.
- Widziałeś jakieś psy w okolicy?

Pióro
- N-nie-Skłamał lisek. Nie wiedział czego może się po nim spodziewać więc nie zamierzał mu powiedzieć nic przydatnego. Jeśli ta psia sfora, w której on jest się powiększy mogą być nie lada problemy. Ten pies nie wydaje się być przyjaźnie nastawiony do kogokolwiek. Pióro zaczął się cofać i przy okazji rozejrzał się. Jego oczom ukazał się mały, rozwalony budynek tuż przy płocie. Był w miarę niedaleko. Może liskowi uda się tak zagadać psa, że jakimś cudem przybliży się do niego i wskoczy na dach. Jeśli mu się uda chart zobaczy tylko jak przeskakuje przez płot i nie będzie w stanie go już zatrzymać, bo zanim znajdzie wyjście on będzie już daleko w lesie.

Kiur
- Nie? - upewnił się Kiur, w głębi mózgu (bo serca czasem mu brakowało) wiedząc, że młody coś ściemnia.
Cóż, dodatkowy patrol nie zaszkodzi. W sumie nawet nie będzie musiał ruszyć się daleko, ktoś zrobi to za niego, nie? Przywileje szlachty, heh. W końcu po jakimś czasie dłuższym czy krótszym wstał powoli i sadzając zadek na ziemi, wciąż spoglądał na liska i rzekł:
- Coś mi tu ściemniasz - powiedział, ale szybko zakończył sprawę. - Ale nie ma to znaczenia, uwierz. Obcy na terenach sfory nigdy nie przebywają zbyt długo. Jednakże czasem zdarza się, że o wiele dłużej niżby tego chcieli.

Pióro
Serce Pióra zaczęło walić w jego piersi tak mocno jakby chciało wyskoczyć z niego i uciec gdzie pieprz rośnie. Po tym co usłyszał wywnioskował, że jeśli szybko się z tąd nie wyniesie to zostanie zdobyczą dla sfory. Lisek postąpił dwa kroki w stronę budynku. Może i nie dało to wiele, ale jednak zbliżył się o dwa kroki do swojego celu. W tej sytuacji to jednak lepiej niż nic.
-Co masz na myśli?-Zapytał tylko po to, żeby odwrócić uwagę psa od swoich poczynań. Tak naprawdę dobrze wiedział o co psu chodzi. "Uciekaj! Szybko!" Mówił mu wewnętrzny głos, ale Pióro starał mu się oprzeć. Pośpiech tutaj nic nie zdziała. Pióro zrobił jeszcze jeden krok i stanął. Tyle na razie wystarczy. Za dużo ruchów w jednej chwili mogłoby go pozbawić szansy ucieczki.

Kiur
- To, że są miejsca, gdzie lepiej nie wyczyniać głupot, lisie. - odpowiedział przywódca sfory z krnąbrnym uśmieszkiem. - Wasz gatunek postrzegany jest za wyjątkowych spryciarzy, ale nie ze mną lisie numery, młodziku.
Ucho charta leniwie skłoniło się w stronę Pióra. Nie, nie zamierzał go krzwydzić. Mógł sobie uciekać - borzoi i tak za nim nie pobiegnie, był najedzony i niespecjalnie łaknął pościgu za psokształtnym zwierzem.
- Niedługo moje terytorium obejmie całe miasto - rzekł krótko.
Ach, jaki on był dumny ze swojego planu. Szkoda gadać, ale taki fakt. Zamierzał nie tylko rządzić sforą, ale też rządzić JEDYNĄ sforą w okolicy.
- Więc jeśli chcesz z jakiegoś powodu uciekać, to radzę daleko.

Pióro
Lis był trochę zaskoczony kiedy usłyszał, że może sobie uciec. Nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. A co do miasta... Jak ten pies chce sobie nim rządzić to niech nim rządzi. Pióra to wcale nie interesowało.
-Nie zamierzam się nawet zbliżyć do tego okropnego miejsca. Mam lepsze rzeczy do roboty niż igranie ze śmiercią.-Powiedział i rzucił się pędem w stronę budynku, a następnie kilkoma sprawnymi ruchami wskoczył na blaszany dach. Lisek szybko spojrzał czy za płotem nie stoi żaden pies z tej jego sfory, a kiedy stwierdził, że jest bezpiecznie przeskoczył na drugą stronę rzucając jeszcze na odchodnym.-Jeśli z lasem nic się nie stanie to chyba nic mnie nie zmusi, żeby iść do tego miejsca.
Lisek popędził w stronę lasu jak strzała. Po chwili nie było po nim śladu.

Kiur
Chart powlókł się za nim z mdłymi iskierkami rozbawienia w ślepiach. Zdążył zobaczyć jak ten ucieka i gdyby chciał, to dogoniłby go bez większego trudu. Mało było stworzeń, które by potrafiły biegać tak szybko jak on. Ta zdolność niezbyt przydawała się na zamkniętych i ograniczonych przestrzeniach, więc Kiur rzadko polował sam, będąc w mieście. Najlepszym obszarem dla niego były łąki, gdzie mógł się rozbiegać bez ryzyka skręcenia sobie karku na jakiejś ławce lub murze. Tym trzeba wytłumaczyć jego wędrówki poza zabudowane tereny. Chwilę wpatrywał się w ślad za Piórem, by w końcu skierować się w drogę powrotną.

/koniec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz