Pióro
Pióro wszedł na polankę wiedziony zapachem królika. Kiedy go zobaczył
przykucnął w kępce wysokiej trawy i zaczął powolutku czołgać się w
stronę swojej ofiary. Na szczęście wiatr wiał na jego korzyść i kiedy
królik zorientował się, że nie jest sam było już za późno. Lisek skoczył
i w jednej chwili królik stał się jego obiadem. Pióro położył się i
zaczął łapczywie pałaszować zdobycz. Po długich godzinach bez żadnego
posiłku nie zwracał uwagi na to, że leży całkowicie odsłonięty na środku
polany. Teraz liczyło się dla niego tylko zapełnienie pustego brzucha.
Kiedy lisek skończył jeść dotarło do niego, że popełnił ogromny błąd.
Przecież teraz był kompletnie odsłonięty. Gdyby nie miał szczęścia już
dawno pewnie coś by go zjadło. Kiedy Piórko zaczął rozglądać się uważnie
czy nic nie skrada się w jego stronę poczuł na sobie czyjś wzrok. W tym
momencie każdy włosek jego rudego futerka zjeżył się. Lisek szybko
wskoczył w kępę wysokiej trawy, z której wcześniej zaczął się czołgać do
królika. Pomyślał, że może jeśli posiedzi w tej trawie jakiś czas to
ten, kto go obserwuje zniechęci się i sobie pójdzie.
Król
Król szedł, węsząc, bo nadeszła pora na zjedzenie czegokolwiek. Chciał
coś znaleźć lub upolować. W końcu teraz to jedna z najważniejszych
rzeczy. Ale wiedział, że może tutaj być wiele innych zwierząt, również
głodnych, lecz niekoniecznie przyjacielskich i chętnych do podzielenia
się czymkolwiek. Szukał tak już trochę czasu, ale nie udało mu się
jeszcze niczego zjeść. Musi się bardziej postarać. Nadal węszył, starał
się jak najbardziej mógł zachować ciszę, by nic nie uciekło. Nagle
poczuł krew. Jedzenie! Poszedł tam szybciej, ale nadal starał się
zachowywać cicho. Ale jedzenia już tam nie było. Zamiast tego był lis i
był kot. Ale młody pies jeszcze o tym nie wiedział. Myśląc, że jest
tutaj całkowicie sam, wyszedł na środek polany. Przez chwilę tam węszył,
lecz jedzenia nie było. Ktoś inny miał tu posiłek przed nim. Przyszedł
za późno. Westchnął cicho i usiadł. Odpocznie sobie chwilę i kontynuuje
poszukiwania jedzenia.
Pióro
Pióro wyjrzał cicho ze swojej kryjówki i rozejrzał się. Był przekonany,
że ktoś tutaj szedł. Zobaczył, że teraz w miejscu gdzie wcześniej był on
sam teraz siedział duży, czarno-biały pies. Lisek wrócił szybko do
swojej kryjówki robiąc przy tym trochę hałasu. Po chwili skarcił się w
myślach kiedy uświadomił sobie, że znów popełnił błąd, który może mieć
nieciekawe skutki. Przecież jeśli ten pies nie jest przyjaźnie
nastawiony to może być już po nim. Jednak teraz nie miał już wyboru.
Jeśli ten pies go usłyszał musi być przygotowany do ewentualnej walki,
bo uciec raczej mu nie zdoła. Lisek przybrał odpowiednią pozycję do
skoku i czekał na dalszy rozwój wypadków.
Król
Pies tymczasem nadal sobie spokojnie odpoczywał, położył pysk na
przednich łapach i odetchnął z ulgą. W końcu może odpocząć, a pomimo
tego, że uwielbia skakać i biegać, czasami lubi to robić. Nagle coś
usłyszał. Momentalnie podniósł łebek, patrząc w stronę wysokiej trawy.
Może to jakieś jedzenie? Wstał i starał się podejść tam jak najciszej.
Ale nie poczuł zająca, nie poczuł ptaka, lecz inne zwierzę. Lis. Może i
Król był młody, ale spotkał już w swoim życiu lisa i zapamiętał jak on
pachniał.
- Lis. - powiedział. - Nie zamierzam zrobić ci krzywdy. -
po tych słowach cofnął się kilka kroków w tył, nadal patrząc w kępę
trawy. Czy stamtąd wyjdzie? A może ucieknie? A co, jeśli zaatakuje? Pies
miał nadzieję, że tak się nie stanie.
Pióro
Lisek zobaczył jak pies powoli zbliża się do jego kryjówki. Pióro
jeszcze bardziej napiął się. Nie zamierzał poddać się bez walki. Nagle
pies oświadczył, że nie chce mu zrobić krzywdy i cofnął się kilka
kroków. To kompletnie go zdezorientowało. Jednak teraz Pióro postanowił
być bardziej ostrożny. Co jeśli ten pies kłamie i tylko czeka na dobrą
okazję do ataku? Lisek zaczął analizować każdą możliwość. Ucieczka nie
wchodziła w grę. Pies złapałby go bez najmniejszego problemu. Natomiast
wyjście z kryjówki było zbyt ryzykowne. Więc została tylko jedna opcja.
-Skąd mam wiedzieć, że mogę ci zaufać?-Zapytał prosto z mostu.
Król
Król tymczasem, kiedy lis wszystko analizował, usiadł sobie i nadal
przyglądał się trawie. Sam był gotowy do obrony, gdyby mniejszy psowaty
postanowił zaatakować, ale równocześnie wyglądał na wesołego. Co chwilę
machał ogonem, jakby to miało zachęcić lisa do wyjścia z kryjówki.
Oczywiście ten nie ruszał się z miejsca
- Nie mam ochoty na jedzenie
tych podobnych do psów. Mogę ci obiecać, że cię nie zaatakuję, ale jeśli
to ci nie wystarczy... - położył się, nadal patrząc na kryjówkę lisa. -
Położę się. Raczej nie zaatakuję bardzo szybko wygodnie sobie leżąc.
I... jeśli nadal obawiasz się, że zaatakuję, możesz być daleko ode mnie,
tak, żebym cię nie dosięgnął. Wiesz, szukałem jedzenia, ale jednak
zrobię sobie dłuższą przerwę. Nie umiem nawet polować na lisy. Jem
głównie ptaki i to, co znajdę. - starał się przekonać lisa. Przewrócił
się na bok. No jak niby miałby się momentalnie zerwać i z zaskoczenia
zaatakować? Nie dałby rady. Teraz miał ochotę na rozmowę z tym lisem, w
końcu to też takie psowate, czyli prawie jakby mówił do psa! A on nie
chciał polować na psy, o nie!
Pióro
Pióro zastanowił się chwilę, a potem wychylił się z trawy. Pies
faktycznie leżał na boku co nie ułatwia mu raczej ataku. Teraz lisek
miał idealny moment na ucieczkę, ale nagle poczuł potrzebę porozmawiania
z drugim zwierzęciem, jednak nie zamierzał zrezygnować z ostrożności.
Tak więc Pióro wyszedł ze swojej kryjówki cały czas w gotowości do
natychmiastowej reakcji i cofnął się o kilka kroków nie spuszczając
wzroku z psa.
-Jestem Pióro.-Lisek postanowił znów zaryzykować i przedstawić się. Może faktycznie nie było powodów do strachu?
Król
Czyli jednak lis wyszedł z kryjówki! Królowi zrobiło się aż miło, że
mniejszy psowaty nie uciekł ani nie zaatakował. Pies nie chciał walki,
wolał zaprzyjaźniać się z innymi i im pomagać. Choć tak właściwie nie
poznał jeszcze wielu takich, którzy nie chcieli walczyć... Ogólnie
spotykał mało psowatych. Jeśli już ktoś go atakował, był to na przykład
szczur. Wtedy Król natychmiast uciekał i na całe szczęście nie miał już
żadnych blizn po ugryzieniach.
- Miło mi cię poznać. - postanowił się
nie podnosić i nadal leżał na boku. - Mam na imię Król. - przyjrzał się
lepiej nowo poznanemu. Kiedy ostatnio widział lisa, ten był bardziej
zdenerwowany. To nie dziwne, skoro szczeniak wszedł na jego teren. Król
został przegoniony i na całe szczęście skończyło się bez ran. Tym razem
byłoby najlepiej, gdyby nikt nie warczał i nie gonił innych.
Pióro
Pióro rozluźnił się trochę kiedy zobaczył, że pies dalej nie zamierzał
go atakować. Nawet sobie usiadł. Kiedy lis przestał być zaślepiony
strachem o swoje życie przyjrzał się Królowi bardzo dokładnie. Pies
wyglądał na tylko trochę starszego od niego samego. Może to dlatego był
tak przyjaźnie do niego nastawiony? Przecież każde inne zwierze
wykorzystałoby już pierwszą okazję, żeby zdobyć pożywienie w tym ubogim
środowisku.
-Mi też miło poznać.-Powiedział.-Mam do ciebie pytanie. Dlaczego nie wykorzystałeś okazji?
Król zamachał ogonem, widząc, że lis siada. Nie ucieknie? Wspaniale!
Czyli będą mogli porozmawiać. Pies właśnie tego chciał, bo zapolować
może później. Cały czas przyglądał się psowatemu.
- Nie chcę polować
na lisy, nie umiem polować na lisy i nie jestem jakoś okropnie głodny.
Wytrzymam jeszcze jakiś czas i mogę upolować coś mniejszego. -
odpowiedział. Ten lis jest jeszcze młody, tak samo jak Król. Pewnie wie,
jak to jest próbować przetrwać jeszcze nie umiejąc wielu rzeczy. Że
chyba matka tego lisa zdążyła go nauczyć...
Pióro
Lisek przeanalizował słowa psa i jedna rzecz w tej wypowiedzi nie miała
dla niego sensu. Przecież jeśli pies umie polować to przecież umie
polować na wszystko, a nie tylko na kilka gatunków zwierząt. Jednak
skoro on nie chce polować na lisy to już inna sprawa. Pióro na pewno nie
będzie go do tego zmuszał. To przecież byłoby samobójstwo. Po co ma
kusić los? Sytuacja, w której znalazł się teraz jest mu zdecydowanie
bardziej na rękę.
-Rozumiem.-Skłamał. Tak naprawdę jego młody umysł
nie pojmował jak można przepuścić taką okazję. Matka zawsze uczyła go,
żeby wykorzystywać każdą okazję, bo w tym świecie, albo zabijasz, albo
giniesz.
Król
Niestety, ale Król w swoim życiu polował głównie na patki, bo nie
nauczył się jak atakować większe zwierzęta. Atak na lisa byłby dużym
ryzykiem i pies dobrze o tym wiedział. Wolał sobie jeszcze pożyć. Choć
to mniejsze zwierzę od niego, ma kły i pazury.
- Jesteś tutaj sam? -
zapytał po chwili. Może ten młody lis ma gdzieś tutaj rodzinę i po
prostu się od niej odłączył? Właściwie to nawet możliwe. Król był
całkowicie sam.
Pióro
-Tak.-Odparł z kamiennym wyrazem twarzy. Lisy w jego wieku powinny
przecież już same sobie radzić. Pióro spojrzał na swojego rozmówcę.-A
ty?-Zapytał. Jeśli teraz pies odpowie, że nikogo z nim nie ma to znaczy,
że nie ma żadnego zagrożenia z jego strony i lisek będzie mógł
porozmawiać z nim bez obawy o swoje życie. Jednak jeśli odpowie, że jest
z nim ktoś jeszcze trzeba będzie jak najszybciej się stąd zmyć. Zawsze
trzeba się upewnić nawet co do najmniejszego szczegółu jeśli chce się
być bezpiecznym. Nie można zawsze polegać na szczęściu, którego limit na
dzisiaj Pióro już pewnie wykorzystał.
Król
A jednak jest sam. Król jakoś nie wiedział za dużo o lisach, więc
zastanawiał się aż, w jakim wieku stają się dorosłe. Ten był młody.
-
Ja też. - powiedział, nadal mając całkowicie przyjazny wyraz pyszczka.
Nie chciał przestraszyć tego lisa. Pióro był raczej w porządku, bo nie
atakował i nie był agresywny. Takie rzeczy wystarczały, by Król kogoś
polubił. Ale nie wie prawie nic o nowo poznanym, więc przyjacielem go
teraz nie nazwie, i kto wie, czy kiedykolwiek będzie go tak nazywał.
Teraz ten pies jest raczej samotny.
Pióro
Skoro teraz Pióro był pewien, że ze strony psa nic mu nie grozi
postanowił rozluźnić się całkowicie. Tak więc lisek odetchnął z ulgą i
położył się. Teraz mogli ze sobą spokojnie porozmawiać. Właśnie wtedy
rudzielca olśniło, że nie wie o czym mogliby porozmawiać. Już dawno nie
miał kontaktu z drugim zwierzęciem. Zapadła niezręczna cisza. Lisek
zaczął głowić się nad tematem do rozmowy, ale jak na złość nic nie
chciało przyjść mu do głowy.
Król
Król tymczasem również zastanawiał się nad tematem do rozmowy, bo kiedy
wędrował sobie samotnie, z nikim nie rozmawiał, że chyba mówił coś do
samego siebie, co zdarzało się jednak rzadko. Powinien częściej kogoś
spotykać, żeby nigdy nie trwała taka niezręczna cisza!
- Mieszkasz w
tych okolicach? - zapytał nagle, bo była to jedyna rzecz, jaka wpadła mu
wtedy do głowy. - Ja urodziłem się w mieście, niedawno tam byłem, ale
teraz akurat przyszedłem tutaj. Chodzę w różne miejsca. - potem,
zadowolony, że powiedział cokolwiek dłuższego przerywając ciszę, zaczął
czekać na odpowiedź.
Pióro
Pióro aż wzdrygnął się kiedy pies nagle wyrwał go z zamyślenia. Jak na
złość nie udało mu się dosłyszeć pytania, ale po dalszej części
wypowiedzi Króla już wiedział o co chodzi.
-Nie. Jak na razie to
podróżuję tu i tam. Jeszcze nigdy jakoś nie zastanawiałem się nad
osiedleniem się gdziekolwiek.-Odpowiedział. Lisek nigdy nie był typem,
który lubił siedzieć w jednym miejscu. Zawsze lubił penetrować nowe
miejsca. Po części z tego powodu znalazł się na tej polanie. Stado było
dla niego tylko kulą u nogi. Zbyt wolno się przemieszczało, a Pióro od
zawsze był niecierpliwy i ciekawski.-Ej! Skoro urodziłeś się w tym
mieście niedaleko to tam też chyba jest twoja rodzina prawda? Czemu w
takim razie podróżujesz sam?
Król
- To tak jak ja! Odkąd podróżuję sam nigdy nie mieszkałem w żadnym
miejscu dłużej niż kilka dni. - uśmiechnął się. Oczywiście takie życie
pełne szukania kryjówek mu wcale nie przeszkadzało i cieszył się, że nie
musi ciągle wracać w jedno miejsce kiedy pewnego dnia odejdzie stamtąd
dalej. To na pewno stałoby się szybko, bo Król uwielbia chodzić tam,
gdzie chce i odkrywać nowe, ciekawe miejsca. Oznaczało to również ryzyko
wejścia na czyjeś terytorium, lecz młody pies co jakiś czas podczas
swoich wędrówek zatrzymuje się, by dokładnie powęszyć.
- Nie. Nie ma
tam mojej rodziny. A przynajmniej nic o tym nie wiem. Moja mama pewnie
nadal by ze mną podróżowała, ale nie żyje. - powiedział ciszej. Nadal
pamiętał to wszystko jakby wydarzyło się niemalże przed chwilą.
Pióro
Oł...Wybacz.-Piórkowi zrobiło się głupio kiedy usłyszał odpowiedź. Nie
chciał sprawić, żeby psu było smutno.-Nie wiedziałem.-Niech to. Jak
zwykle musiał coś palnąć nie tak. Teraz poznał kogoś, kto nie chce go
zjeść i jak zwykle musiał wszystko spaprać. Znowu zapadła ta niezręczna
cisza. Dlaczego ona musi zapadać tak często?! Lisek naprawdę zbyt długo
żył w samotności skoro teraz nawet zwykła rozmowa mu nie wychodzi. Jak
tak dalej pójdzie to jeszcze kiedyś zacznie mówić do samego siebie.
Król
- Nie szkodzi. Przyzwyczaiłem się do życia samotnie... - powiedział.
Uśmiechnął się lekko, pokazując, że wszystko jest w porządku. Zdarza
się, że ktoś powie coś nie tak. Postanowił nie pytać lisa o jego
rodzinę, bo jeszcze okaże się, że on też pozostał sam. Król nie chciał,
żeby komukolwiek było smutno, więc wolał nie ryzykować. Zaczął myśleć
nad tym, co mógłby znów powiedzieć. Może da teraz szansę temu liskowi?
Ale jeśli mniejszy psowaty się nie odezwie, niezręczna cisza się nie
zakończy. To byłoby bardzo złe!
Nieważne, jak bardzo starał się myśleć, nie wiedział, na jaki temat mogliby porozmawiać.
Pióro
Pióro starał się wymyśleć cokolwiek, żeby przerwać tę niezręczną ciszę.
Myślał tak intensywnie, że w pewnym momencie miał wrażenie, że jego
głowa zaraz eksploduje i wtedy doznał olśnienia.
-Widziałeś może
jakieś ładne miejsca kiedy podróżowałeś?-Zapytał. Może i nie było to
zbyt wyszukane pytanie, ale to była pierwsza rzecz jaka wpadła mu do
głowy. Naprawdę musiał więcej rozmawiać... Przecież to nie
dopuszczalne, żeby nie umieć przeprowadzić zwykłej rozmowy. Eh.
Przynajmniej przerwał tą niezręczną ciszę, która trwała już zdecydowanie
zbyt długo.
Król
Król niestety niczego nie wymyślił, nawet, jeśli bardzo dużo w tamtej
chwili myślał. Najwyraźniej rozmawianie jest trudniejsze, niż mu się
wydawało! Na całe szczęście w końcu lis coś powiedział. Młody pies przez
chwilę milczał, zastanawiając się nad odpowiedzią. Tak właściwie to
była prosta. Tak, widział ładne miejsce, do tego niedawno!
- Tak. W
mieście jest pewne bardzo ładne miejsce, oczywiście nie zawsze
bezpieczne, ale można tam znaleźć wspaniałe rzeczy! Jest tam zielono, bo
są rośliny, jest ich więcej, niż w innych miejscach w mieście. -
powiedział. - A ty widziałeś jakieś ładne miejsca? - zapytał. Nie
chciał, by ponownie zapanowała niezręczna cisza. Może lepiej od razu
zacznie myśleć nad tym, co mógłby potem powiedzieć...
Pióro
-W sumie...to chyba nie.-Odparł.-Chyba, że las to dla ciebie ładne
miejsce.-Dla liska las nie był niczym specjalnym. Przecież tam się
urodził, ale Król może mieć inne zdanie na ten temat. Może dla niego las
jest jakimś specjalnym miejscem. Tego nie mógł wiedzieć.
-Miasto
naprawdę jest takie niebezpieczne?-Zapytał z czystej ciekawości. Nie
żeby wybierał się w tamtą stronę, ale przecież zawsze warto wiedzieć.
Gdyby wydarzyło się coś niespodziewanego i byłby zmuszony tamtędy
przejść to dobrze by było znać miejsca, od których warto trzymać się z
daleka.-Przecież tam nikogo nie ma.
Król
- Las jest w porządku. - stwierdził, patrząc na drzewa, trawę i różne
inne rośliny wokół. Jest tu pięknie, ale jakoś tak nie zachwycał się tym
miejscem. Nie dziwiło go to. Niezbyt często zwraca uwagę na to, jak
bardzo ładne są różne miejsca.
- Kiedykolwiek tam byłeś? - był wręcz
zdziwiony, że lis uważa, że nikogo tam nie ma. - To co się tam dzieje,
nie należy do dobrych rzeczy. Trzeba się chować, bo jeszcze coś cię
dopadnie. Czasami zdarzają się walki. Głód to codzienność. Tam naprawdę
nie jest bezpiecznie. - powiedział, przypominając sobie wszystkie
straszne rzeczy które tam widział i te okropne momenty, gdy musiał przed
kimś uciekać, bo gdyby tego nie zrobił, zginąłby.
Pióro
Lis był naprawdę zdziwiony tym co Król mu powiedział. Z daleka to miasto
wyglądało na kompletnie opuszczone. Te wszystkie zniszczone
budynki...Kto by chciał w nich mieszkać?
-Wiesz jakoś nigdy nie
ciągnęło mnie jakoś specjalnie do miasta.-Odparł.-Po co w ogóle tam iść?
Nie rozumiem skoro podobno wszyscy tam głodują to czemu nie wyniosą się
tam gdzie jest więcej jedzenia?-To już było nie logiczne. Przecież w
lesie było nieporównywalnie więcej zdobyczy niż w mieście. Co tam
przyciąga tyle zwierząt? Lisek nie był w stanie odgadnąć. Po prostu
przekraczało to jego możliwości.
Król
Może wyglądać na opuszczone, ale Król twierdził, że jest tam naprawdę wiele, wiele zwierząt! Może miał rację?
-
Ja tam wracam, bo... urodziłem się tam i znam nieco dobrych kryjówek.
Co przyciąga tam innych? Nie mam pojęcia. Ale skoro ktoś tam przychodzi,
za nimi idą inni, chcąc na nich zapolować. Pewnie w ten sposób ciągle
przybywają. Im jest ich więcej, tym więcej jest walk i mniej jedzenia. -
mruknął. Może faktycznie powinien stamtąd odejść? Najlepiej jak
najdalej? Może gdzieś znalazłby o wiele lepsze miejsce, gdzie mógłby żyć
tam, gdzie nie ma walk, przemocy i niebezpieczeństw? O ile takie
miejsca istnieją...
- A tutaj w lesie tak nie jest? - zapytał. Tak
właściwie skoro w mieście jest niebezpiecznie, czy tu też? A może las
jest całkowicie inny?
Pióro
-Jeśli wszystko wygląda tam tak jak mówisz to las jest przy mieście
niebem.-Odparł.-Jest wystarczająco zdobyczy. Duża przestrzeń. Dobra co
jakiś czas można napotkać inne zwierzęta, ale nie zawsze są one
agresywne. Na przykład ja. Ja nie jestem agresywny.-Lisek przeciągnął
się i podniósł się do pozycji siedzącej, a następnie popatrzył się w
stronę miasta, które rozciągało się na horyzoncie i aż wzdrygnął się na
widok tych wszystkich betonowych i ceglanych budynków.-A czemu
pytasz?-Zapytał nagle znów przenosząc wzrok na psa.
Król
- Widzę, że nie jesteś agresywny. A to dobrze, bo nie chcę walczyć. -
westchnął. - Zastanawiam się nad zamieszkaniem tutaj. Przetrwanie w
mieście, jak już wiesz, jest trudne. Ja niezbyt dużo potrafię. Po
prostu... chcę, żeby było łatwiej. Chciałbym mieszkać tam, gdzie nie
jest tak niebezpiecznie, chciałbym nie musieć codziennie martwić się o
to, czy nikt nie znajdzie mnie w kryjówce gdy będę spał i o to, czy
jutro uda mi się cokolwiek upolować. Chyba rozumiesz. Bo... mimo
wszystko, tutaj też nie jest idealnie. - również popatrzył na miasto,
wiedząc, że prawdopodobnie tam wróci. Na tą myśl aż poczuł strach.
Ciągle będzie tak żył? Martwiąc się o to, czy przetrwa? Przecież tak nie
powinno być! On chciał być szczęśliwy!
Pióro
-Rozumiem. Pewnie, że cię rozumiem.-Powiedział lisek.-Sam zmagałem się z
tym problemem kiedy opuściłem stado, ale teraz to nie jest dla mnie
większym problemem. Wiesz...Przyzwyczajenie.-To przecież jasne, że Król
nie chciał się martwić o to czy dożyje jutra. Nikt nie chciał. W końcu
każdy trzyma się życia tak mocno jak tylko potrafi.-Oczywiście, że nie
jest tu idealnie. Nigdzie nie jest idealnie. Jednak są lepsze i gorsze
miejsca do życia. Ja uważam, że las jest po prostu lepszy.-Pióro dobrze
rozumiał, że pies może mieć sentyment do tego miasta, bo przecież tam
się urodził, ale niestety uczucia nie zawsze idą w parze z przetrwaniem.
Król
Król będzie musiał podjąć decyzję - zostać w mieście, czy z niego
odejść. Ale postanowił, że zrobi to innym razem. Wróci tam jeszcze i
jeśli nadal będzie mu ciężko, zamieszka w lesie. Może nawet uda mu się
znów spotkać Pióro? To byłoby wspaniałe! Pies zdążył go polubić, nawet
po krótkiej rozmowie. Szkoda by było go już nie spotkać, naprawdę.
-
Może tutaj zamieszkam... - powiedział cicho, patrząc wokół i
zastanawiając się, jaką kryjówkę by tutaj miał. Czy Pióro również
znajduje sobie miejsca do snu tylko na jedną noc?
Pióro
Gdyby Król zamieszkał w lesie pewnie byłoby mu lepiej, ale to już jego
wybór. Pióro już otwierał pyszczek, żeby coś powiedzieć, ale nagle coś
zaszeleściło w krzakach za jego plecami. Lisek podskoczył krzycząc, a
następnie schował się za psem. Po chwili wyjrzał zza pleców Króla i
zobaczył, że tym co go tak wystraszyło była wiewiórka. Naprawdę?
Wiewiórka? Przecież wiewiórka to zdobycz, a nie wróg. To tak jakby
myśliwy przestraszył się własnej ofiary. Nie no nie do wiary. Ciekawe co
teraz sobie Król o nim pomyśli. Pewnie, że jest jakąś strachajłą.
-Ty głupia wiewiórko! Nie podchodzi się do kogoś od tyłu!-Krzyknął w daremnej próbie ratowania resztek swojej godności.
Król
Kiedy coś zaszeleściło za Piórem, Król tam popatrzył. Okazało się to być
tylko wiewiórką. Niestety nie zdążył zareagować i chociaż spróbować
zaatakować. Za to lisek najwyraźniej bardzo się przestraszył. Król
popatrzył na niego i nie mógł powstrzymać uśmiechu, który szybko pojawił
się na jego pysku. Naprawdę zdążył go polubić, a jego reakcja na, jak
się okazało, wiewiórkę, była według Króla śmieszna.
- Chociaż to była
tylko wiewiórka, dobrze, że się schowałeś. To mogło być coś większego
i... bardziej niebezpiecznego. - powiedział nadal się uśmiechając.
Pióro
No i pięknie. Czemu ta wiewiórka przyszła akurat teraz kiedy wszystko
zaczynało się układać? Teraz już na zawsze będzie przez Króla
zapamiętany jako ten, który wystraszył się potencjalnej ofiary. Jednak
teraz lisek zaczął udawać obrażonego i z miną naburmuszonego dziecka
spojrzał na psa.
-Bardzo zabawne.-Powiedział. Starając się zachować
jak najdłużej minę obrażonego, jednak kiedy spojrzał na ten uśmiechnięty
pysk ledwo mógł się powstrzymać od śmiechu. W końcu jednak pękł. Ten
uśmiech, który zobaczył na pysku Króla był zaraźliwy.
Król
Król lubi tych, którzy są zabawni. Pióro według niego taki był. Pies
chciałby widzieć go każdego dnia, bo zorientował się, że podczas rozmowy
z nim przestał się tak wszystkim martwić, nawet, jeśli o tym martwieniu
się mówił. Miał teraz nadzieję na to, że może być lepiej kiedy
zamieszka w lesie. Widząc uśmiech lisa, coraz bardziej miał ochotę na
zostanie tutaj.
- Wiesz co? - odezwał się po chwili. - Naprawdę
zastanowię się nad zamieszkaniem w tym lesie. Możliwe, że niedługo mnie
tutaj znów spotkasz. - chciał wkrótce spotkać Pióro. Czy naprawdę wokół
niego są takie miłe zwierzęta i on ich nie zauważa, czy to ten młody lis
jest jakiś wyjątkowy?
Pióro
Czyli nadszedł czas na pożegnanie. Naprawdę miło było spotkać Króla w
tym świecie gdzie wszędzie czyha zagrożenie. To była naprawdę miła
odmiana. Mimo trudnych początków naprawdę lisowi udało się polubić tego
psa. Pióro naprawdę miał nadzieję, że słowa Króla okażą się prawdą i
znów się kiedyś spotkają.
-Mam taką nadzieję. Naprawdę miło mi się z
tobą rozmawiało. Będę już w takim razie uciekał.-Powiedział lis, a
następnie wstał i zaczął kierować się w stronę lasu po chwili znikając w
zaroślach.
Król
Nie chciał się żegnać, ale wiedział, że obydwoje muszą skupić się na
przetrwaniu. Teraz znów będzie samotny, ale prawdopodobnie nie na długo.
W końcu chciał tutaj wkrótce wrócić! Wtedy, jak stwierdził, będzie już
tylko lepiej.
- Pa i powodzenia. - uśmiechnął się jeszcze raz, po
czym odszedł w stronę miasta. Miejsca, w którym działy się niebezpieczne
rzeczy i z którym miał wiele złych wspomnień. Ale nie smucił się
bardzo, bo w końcu niedługo może tutaj wróci!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz