piątek, 22 lipca 2016

Blokowisko

Brzydkie miejsce stanowiące kiedyś dom dla dużej ilości ludzi. Ten obszar jest tak duży, że umożliwia prowadzenie dużą ilość sesji na raz. Bohaterowie mogą odwiedzać porzucone mieszkania, sklepy, garaże... Ich wygląd pozostawiam Waszej konwencji twórczej.

18 komentarzy:

  1. Wyszedł zza odrapanego garażu z zardzewiałej stali, powłócząc smętnie łapami. Długim jęzorem oblizał pysk z zaschniętej krwi upolowanej w zaroślach myszy. Majaczący na tle podobnych, betonowy blok przyciągnął uwagę samca na tyle, by po chwili namysłu ruszył w jego stronę. Uniósł nieco głowę, niezrażony ziejącą z okien gmachu pustką.

    OdpowiedzUsuń
  2. Shelby przemykała miedzy blokami, szukając jedzenia, a raczej zwierzęcia, które mogłaby i chciałaby upolować. Niestety, tutaj, gdzie teraz przebywała, nie zapuszczało się wiele zwierząt innych niż szczury. A tych gryzoni Shy nienawidziła, zarówno jako posiłku jak i żywych. Ona sama tu przyszła z czystej, lisiej ciekawości i głodu, gdyż od wczoraj nic nie jadła. Nagle do jej nosa dotarła woń psa. Lisica zjeżyła sierść na grzbiecie i wygięła grzbiet w łuk, niczym kot. Cicho zmierzała w stronę psa, gotowa do ataku lub odparcia go.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dreptał niedbale, oddychając z łoskotem. Jego zwaliste cielsko od niespełna dnia męczyło jakieś choróbsko. Głowę zwiesił nisko, tak jakby mu niewiarygodnie ciążyła. Przysłonił go mrok, gdy trochę chwiejnie przedostał się na zdemolowaną klatkę schodową. Zaraz jednak usadowił się na pierwszym stopniu. Odzyskał część wigoru, kiedy jarzące się tęczówki zawiesiły się na młodej lisicy, próbując ocenić niebezpieczeństwo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Psem, którego wyczula Shelby, a teraz jeszcze i widziała, był dorosły, szorstkowłosy wilczarz irlandzki. Byl szarawej maści i dość sporych rozmiarów, o wiele większy od lisicy, co tylko uświadomiło ją w przekonaniu, że to kundel, jak zwykła nazywać większe od siebie bure psy - i nie tylko takie. Shelby zmrużyła oczy, czekając na reakcję psa. Ten jednak nie wykonał żadnego ruchu. Lisica widząc to, trochę się rozluźniła, ale tylko trochę. Dalej jednak miała się na baczności i była gotowa do ataku. Gdy pies stał cicho i milczał jak skamieniały, prychnęła.
    - Kim jesteś, kupo futra o niewdzięcznej nazwie pies? - syknęła.

    OdpowiedzUsuń
  5. Poruszył się na stopniu, by nie siedzieć do samicy tyłem, a bokiem. Zamglone ślepia jakiś czas wodziły na wpół przytomnie po skrytym w ciemności pomieszczeniu, żeby potem zogniskować się na ruchach lisa. Kiedy usłyszał jej słowa, drwiący uśmiech wykrzywił mu usta, ale nic nie powiedział. Jakiego by tam nie zrobił wrażenia, podniósł się, czując jak zastałe, wczorajsze mięśnie kwiczą z bólu i usiadł tuż przed jej nosem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdy pies usiadł tuż pod jej nosem, lisica warknęła cicho i cofnęła się o kilka kroków do tylu, po czym przekrzywiła głowę, przez która przelatywało jej wiele myśli. Najczęściej wyrażały one oburzenie i zirytowanie zachowaniem psa. I ogólnie, jego obecnością, gdyż kto jak kto, ale Shelby nienawidziła psów. Po prostu. Nie miała z nimi żadnych złych wspomnień, ale większość tych stworzeń unikało czy nie lubiło jej gatunku - i zresztą wzajemnie, przez co Shy była do psów uprzedzona.
    - Czego chcesz, kundlu? - wysyczała jeżąc sierść na grzbiecie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zmrużył złote ślepia, niezrażony antypatycznym zachowaniem samicy. Górował nad nią, więc musiał mocno schylić pysk, aby objąć ją wzrokiem. - Twojej śmierci - parsknął nad wyraz pogodnie. Oczywistym było, że chciał ją tylko postraszyć. Na schodach zaległ jeszcze większy mrok, bo słońce chowało się już za kotarą nocy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Lisica przekrzywiła głowę, powstrzymując się od parskniecie śmiechem prosto w pysk psa. Ze niby ta bura kupa futra, która ledwo się stoi na własnych łapach, byłaby w stanie zabić ją, lisice polarną w pełni sil? W końcu Shelby nie wytrzymała i kichnęła, po czym wyzywająco wbiła swoje spojrzenie w złotożółte oczy psa i odezwała się warcząc:
    - Nie potrafiłbyś mnie zabić, pchlarzu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mimo problemów ze zdrowiem, pies nadal był silny, ale i zdeterminowany. Przypomniał sobie, że z takich jak ta mikroskopijna w porównaniu do niego lisica robiono kiedyś dywaniki, bardzo wygodne. Oblizał pysk długim jęzorem i leniwie kłapnął zębami. Nie trudno było dostrzec szydercze iskierki w jego ślepiach. Postanowił, iż nie będzie wyprowadzał samicy z błędu. Skoczył ku niej tak nagle, jakby na rozpędzonego zająca. Docisnął ją mocniej do posadzki i poddusił, opierając jedną łapę na jej klatce piersiowej. - Denerwujesz mnie - warknął, przy czym dmuchnął w nią odrażającym odorem z ust. Jakby w gardle rozkładał mu się szczur.

    OdpowiedzUsuń
  10. /o dywanikach Grem nie może wiedzieć xD > brak człowieków

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to dywaniki też wyginęły? :c

      Usuń
    2. Hmmm xD ano fakt > sprawa zostanie poddana starannej kontemplacji admina xD

      Usuń
  11. Shelby kichnęła. Było to spowodowane podduszeniem przez psa, ale i poczuciem woni ulatującej z jego pyska. On chyba żywi się padliną lub, o zgrozo, gorzej - zdechłymi szczurami i odchodami, pomyślała Shy. W tej chwili lisicy przychodziło do głowy wiele rzeczy tak śmierdzących, jak oddech psa. Nie miała jednak czasu się nad tym rozwodzić, gdyż pies trzymał swoją ogromną łapę na jej klatce piersiowej, czym skutecznie uniemożliwiał jej wykonanie jakiegokolwiek ruchu, który sprawiłby, że nie musiałaby wąchać źródła odrażającego odoru z tak bliska. Była jednak lisem, a lisy cechują się sprytem. Toteż szybko wpadła nie pomysł. Jeśli ten plan by się nie udał, ryzykowała zabiciem przez psa, który teraz miał doskonałą do tego okazję. Jednakże Shel ryzykowała, jeśli miała chociażby niewielką pewność, że istnieje choć mała szansa na odniesienie przez tą lisicę polarną zwycięstwa. Shelby nie miała ochoty być dłużej przytrzymywaną przez psa, dlatego musiała zrealizować swój pomysł. Gdy pies przymknął oczy, uniosła głowę i ugryzła go w łapę. Może w tak młodym wieku lisiczka nie miała mocnych zębów, ale dzięki zaskoczeniu ruchem wykonanym przez Shy jego uścisk stał się mniej mocny, co umożliwiło lisiczce wysunięcie się spod jego łapy. Odbiegła trzy kroki do tyłu, po czym rzuciła psu tryumfujące spojrzenie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Zdezorientowany pies odsunął się do tyłu, po czym uniósł szczypiącą łapę na wysokość oczu. Wokół śladów po zębach samicy zbierały się drobne kropelki jego własnej posoki. Do wesela się zagoi. Może nie powinien do niej startować? Rozbawił go przebłysk wyższości w jej ślepiach. Zrozumiałby go, gdyby lisica miała rzeczywistą przewagę, ale... to on był tu większy, groźniejszy i miał aparycję wilka. - Źle zaczęliśmy - stwierdził po chwili, opuszczając zranioną kończynę na podłogę, tak jakby nic się nie stało. - Gremzan - przedstawił się, nie oczekując pozytywnej reakcji.

    OdpowiedzUsuń
  13. Lisica rzuciła psu krótkie spojrzenie, analizując wszystko, do czego mogło doprowadzić jego ''zagranie''. Shy była bardzo nie ufna, jednak psy darzyła największą nieufnością i podejrzliwością. I to po tymże gatunku spodziewała się najgorszych taktyk czy ruchów. W tej chwili w jej umyśle biły się ze sobą dwie myśli, o zwycięstwo, którym w tym przypadku była decyzja Shelby. Albo przedstawił mi się, bo chce zacząć od nowa, lepiej - albo zrobił to, bo chce mnie zmylić, myślała Shelby. W końcu postanowiła uznać, że pies powiedział jej swe imię, bo chciał, by ich spotkanie odbyło się w pokoju, przynajmniej od tego momentu. Mimo tej decyzji, lisica nie straciła swej czujności, gdyż nigdy tego nie zrobiła i nie zamierzała robić.
    - Jestem Shelby. - powiedziała po chwili milczenia. - Shy bądź Shel w skrócie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Natury niektórych nie zmienisz. Przychylił głowę na bok, próbując wyraźnien dostrzec stojącą dalej samicę. Po jej urwanym oddechu zrozumiał, że nadal była wobec niego nieufna i każdy zły krok mógł zakończyć ich spotkanie bardzo nieprzyjemnie. - Upolowałaś coś? - zapytał nie siląc się na życzliwość. Zgadywał, że po to tu przyszła. Z resztą dzisiaj nikt nie robił nic innego.

    OdpowiedzUsuń
  15. Shelby zmierzyła psa podejrzliwym wzrokiem, co zresztą robiła odkąd go spotkała. Była ciekawa, dlaczego spytał ją o wyniki jej polowania. Chociaż, jeśli mu nie odpowie, to się pewnie nie dowie... Taka już była logika Shy i jej tok myślenia oraz analizowania każdego nawet najmniejszego ruchu czy najkrótszego słowa. Lisica zmrużyła oczy i westchnęła.
    - Nie, nic. - odpowiedziała. - A ty? I w ogóle, po co pytasz?

    OdpowiedzUsuń
  16. Zacisnął mocniej kły, ale nie ze złości. Chciał sprawdzić jak oddycha się przez nos. Żartuję. Albo pies nie umiał prowadzić rozmowy, albo to coś z lisem było nie tak. W każdym razie ogromnie męczyła go ta wymiana zdań. Jeśli tamta nie chciała z nim grzecznie pomówić to proszę bardzo, nie będzie się napraszał. - Mysz - odparł, bo nie lubił nieszczerości. Miał jej wyjaśnić, że chciał jakoś nawiązać temat? Teraz wstał, naprężając mięśnie i wysoko unosząc głowę, tak że porządnie górował nad samicą. - Do zobaczenia - rzucił i po prostu wyszedł.

    zt

    OdpowiedzUsuń