środa, 27 lipca 2016

Przyjęcie Króla do sfory, Kiur i Król (Lokacja: Ciemna Uliczka)

Król
Wokół panowała całkowita, dosyć niepokojąca cisza. Król nigdy nie przechodził tą uliczką, bo raczej nie było takie potrzeby, gdy polował w innych miejscach. Tego dnia to się zmieniło. Słońce powoli znikało za horyzontem, niebo wkrótce miało stać się ciemniejsze i gwiazdy miały się pokazać. Młody pies, rozglądając się uważnie i nasłuchując, szedł przez uliczkę z nadzieją, że zdąży znaleźć jakąś kryjówkę zanim zapadnie ciemność. Nie chciał być widoczny, bardzo nie chciał. W jego brązowych oczach widać było strach. Słysząc nawet najcichszy odgłos, pies patrzył wokół, gotowy do obrony, lecz kiedy nie widział niczego niepokojącego, dalej szedł.

Kiur
A ciemność zapadała sobie w spokoju, barwiąc miejską okolicę na bardziej szare barwy. Kiur patrolował teren, a raczej włóczył się, czekając aż jego zastępca (Szpon) przekaże mu wiadomość, że wszystko jest zrobione, a łowcy wrócą z polowania. Nie lubił pracy, ale kochał zbierać laury i świetnie wyglądać. Zmarszczył nos, zatrzymawszy się, gdy tylko poczuł zapach obcego psa, samca - bez wątpienia. Na suczki nie narzekał, mogły się kręcić w pobliżu o ile nie kradły. Przepadał za ich towarzystwem. W każdym razie kilkoma szybszymi krokami trafił w tę uliczkę z tym właśnie psem, niczym cień, który wyrósł z podziemi, zagradzając mu drogę wielkim cielskiem.
- Kogo to moje piękne oczy widzą? - mruknął, przekrzywiwszy łeb. - Czyje to terytorium, nieznajomy?


Król
Nadal szukał, wciąż bardzo ostrożny. Chciał tylko znaleźć jakąś kryjówkę na jedną noc, żeby po obudzeniu się pójść dalej. Ale ktoś mu przeszkodził. Król akurat usłyszał coś obok siebie, więc popatrzył w tamtym kierunku nadal idąc. Niczego tam nie było. Usłyszał coś przed sobą. Kiedy odwrócił łebek z powrotem do przodu, zobaczył sierść. Zatrzymał się, kiedy jego pyszczek był wręcz kilka centymetrów od starszego psa. Król, przestraszony, natychmiast cofnął się kilka kroków do tyłu i popatrzył na nieznajomego.
- Terytorium? Nie wiem. - odpowiedział, ale kiedy bardziej przemyślał to, co powiedział pies, zrozumiał, o co chodzi. - Jeśli to twoje terytorium, bardzo przepraszam! Nie wiedziałem... ja... chciałem tylko znaleźć jakieś miejsce, żeby spać tam chociaż jedną noc. - próbował wytłumaczyć, ale wiedział, że jeśli ten pies będzie chciał, w każdej chwili może go bardzo zranić ignorując jego słowa.


Kiur
Biały chart polizał się po łapie, nie spuszczając wzroku zielonozłotych ślepi z przybysza. Powąchał powietrze, nie zdołał wyczuć żadnego innego nieznajomego zapachu, dobrze. Psy odpowiedzialne za patrole chociaż raz się spisały. Odsunął się od Króla, gdy tylko nos jegomościa prawie styknął się z jego ciałem.
- Zgadłeś, brawo. - rzekł Kiur po chwili ciszy, którą przeznaczył na sztuczne namysły i przemierzenie kundelka wzrokiem.
Młodziak, szczenię prawie. Usiadł na ziemi, oplatając puchatym ogonem łapy na tyle, na ile było to możliwe.
- Nie interesuje mnie jeszcze twoje imię - stwierdził, oblizując się. - ale z chęcią dowiem się, skąd przyszedłeś.


Król
Podczas, gdy Król spodziewał się ataku ze strony psa, ten usiadł. Właściwie to kundelek powinien się z tego powodu cieszyć. Popatrzył na nieznajomego lekko zdziwionym spojrzeniem.
- Ja... nie mieszkam w żadnym konkretnym miejscu. Chodzę po mieście i czasami lesie. Śpię w różnych miejscach. - odpowiedział. - Sam. - dodał, gdyby pies chciał wiedzieć. Postanowił już milczeć, żeby przypadkiem nie powiedzieć czegoś źle. Lepiej uważać. Nie zna tego psa, nie wie jaki on jest, tak jak zawsze, kiedy spotyka kogoś nowego.


Pierwiastek z grupy aktynowców
- Nazywam się Kiur - przedstawił się chart, mimowolnie biorąc głębszy oddech, co poskutkowało chwilowym napuszeniem futra. - Lider okolicznej sfory. Lepiej byś to zapamiętał. A teraz... jak ci na imię?
Mówienie każdemu "na ty" było w stu procentach okej dla Kiura, ale czymś trzeba było wypełnić ciszę. Ponownie przyjrzał się mieszańcowi. Wyglądał na wystraszonego, nic dziwnego. Kiur był ogromnym psem. W końcu jego przodkowie,co przed zniknięciem ludzi z okolicznych terenów, z pewnością posiadali długie i przepiękne rodowody, pierwotnie mieli służyć do polowań na wilki.


Król
Król tylko skinął głową, kiedy pies się przedstawił. No dobrze, zna już jego imię. Może jednak nie zostanie zaatakowany? Albo Kiur po prostu czeka na odpowiedni moment by się na niego rzucić? I do tego jest liderem jakiejś sfory! Z tego co wiedział Król, liderzy są silni. On najwyraźniej też taki był. To oznaczało niebezpieczeństwo, więc młody pies czuł się bardziej przestraszony, choć starał się, by nie było tego po nim widać. Chyba mu się nie udawało.
- Mam na imię Król. - powiedział. Czyli przedstawił się jako KRÓL do LIDERA. Cóż, ten pies nieco starszy od szczeniaka nie wiedział kim był ,,król'', więc nie zwrócił na to nawet uwagi.


Cm
Król, ciekawe czego, pomyślał Kiur, mrużąc oczy.
- Chodzenie samemu po mieście nie należy do najbezpieczniejszych czynności - stwierdził jakby od niechcenia. - Masz szczęście, że trafiłeś na mnie. Księżyc, Słońce i wszystkie gwiazdy na niebie uśmiechają się do ciebie, bo jestem bardzo pomocnym psem.
Poprawił nosem futro na piersi.
- Młode psy są mile widziane w mojej sforze - dodał, prostując się wreszcie i przypatrując prawie-szczeniakowi.


Król
Pies miał nadzieję, że za chwilę nie poczuje bólu ugryzienia ani drapania, że nie usłyszy warczenia. Na całe szczęście tak się nie stało. Czyżby był bezpieczny?
- Wiem. - westchnął. Chciałby mieć jakiegoś towarzysza, który by z nim podróżował po różnych miejscach i mu pomagał. Prawdziwego przyjaciela, na którego mógłby zawsze liczyć. Ale czy w tym świecie pełnym walki to jest możliwe?
- Czyli... mogę dołączyć do twojej sfory? - zapytał, patrząc na psa z nadzieją w oczach, choć równocześnie był nieco niepewny. W końcu nie ma pojęcia o tym, jak wygląda życie w takiej sforze. Miał tylko nadzieję, że nie trzeba tam dużo walczyć... Walka jest dla niego okropna!


Curium
- Jasne - odpowiedział Kiur, posyłając mu krótki uśmiech, po chwili jednak wrócił do swego zwyczajowego wyrazu pyska - neutralnego, bez widocznej radości czy też gniewu lub agresji. - Za mną.
Wstał, przeciągnął się i patrząc czy pies ruszył za nim, wskazał kierunek i zaczął iść. Do swoistego miejsca zamieszkania sfory nie było daleko, może 20 minut. Po drodze nie spodziewał się spotkać nikogo ze swoich podopiecznych. Łamagi pewnie już poszły spać, pomyślał.
- Jakieś pytania? - zapytał, by przerwać sztywną ciszę.


Jego Wysokość
Król uśmiechnął się lekko, zdając sobie sprawę z tego, że teraz może mu być o wiele łatwiej niż dotąd było. Poszedł za Kiurem, nadal patrząc wokół, ale już nie w poszukiwaniu kryjówki, tylko tak po prostu.
- Jak wygląda życie w sforze? - zapytał. - Nigdy do żadnej nie należałem. - żył samotnie z matką, a potem już całkowicie bez nikogo. Miał nadzieję, że w sforze będzie dobrze i że życie stanie się dla niego lepsze. Było ciężko, ale już nie musi tak być, prawda? W tamtej chwili myślał raczej pozytywnie.


Kiur
Polujesz, pracujesz, ja cię za to oceniam, ładnie wyglądam i świecę przykładem, pomyślał Kiur. No, dobra... Mimo wszystko bycie liderem grupy polegało na czymś więcej niż tylko świeceniu przykładem, świadczyły o tym między innymi blizny na kufie białasa. Młodego trza było zachęcić, więc postanowił podzielić się z nim tylko najważniejszymi i najwygodniejszymi informacjami, obietnice, kwestię posłuszeństwa i swoje inne widzimisie zostawiając na koniec.
- Wszystkie psy wspierają siebie nawzajem w celu stworzenia jak najsilniejszej i spójnej grupy - zaczął chart mimo swoich wcześniejszych przemyśleń. - Każdy ma swoje obowiązki i zadania, które wyznaczam ja.


Król
Król nie chciał walki z nikim, więc już wtedy postanowił, że będzie słuchał tego psa. Bo o to właśnie chodzi, prawda? To lider tu rządzi. Na całe szczęście młody pies to zrozumiał i może nie będzie miał kiedyś problemów. Sfora na pewno musi sobie ufać. On czuł się gotowy do poznania innych.
- Ile jest tu psów? - zaciekawiło go. Dużo czy mało? Król chciałby tylko, żeby byli mili. To według niego ważne. Bo jak inaczej miałby się z nimi dogadać? Spojrzał na niebo, gdzie pojawiały się już pierwsze gwiazdy. Cieszył się, że będzie mógł być w sforze. Tak będzie mu o wiele łatwiej, wiedział to. Tak jak myślał, że będzie, kiedy zamieszka w lesie. Teraz jakby wiedział, że będzie tylko lepiej...


Kiur
- Dużo - odpowiedział krótko Kiur, zwiększając nieco tempo.
Mili. Część była miła, a kilku... well. Nawet wśród psów zdarzają się chamy, a o brutali w okolicy nietrudno. W sforze jednak przez większość czasu panował pokój, okazjonalnie jakieś walki o przywództwo, ale chart poza ładnym wyglądaniem znał się na bijatyce dość dobrze, więc jak dotąd, to on sprawował pieczę nad stanowiskiem przywódcy i nie wyglądało na to, by szybko się to miało zmienić.
- Powiedziałeś, że jesteś sam, ale wróćmy tam na moment... w okolicy na ziemiach nie należących do sfory widziałeś jakieś psy kręcące się po okolicy? - zapytał, chcąc wiedzieć czy nie czeka go przypadkiem jakaś potyczka z samotnikami w najbliższym czasie.


Król
Czyli psów jest dużo. To chyba dobrze, prawda? Pewnie tak jest łatwiej. Mogą sobie pomagać, polować razem, pilnować swoje kryjówki w nocy... To musi być naprawdę wspaniałe życie! Król nie chciał z nikim walczyć o bycie przywódcą, wolał żyć w spokoju i przyjaźnić się z innymi. Ale czy jest to niemożliwe również w sforze? W każdym razie młody pies nie wiedział jak to jest żyć w sforze i dopiero się przekona.
- Widziałem jednego psa. Ale to było już jakiś czas temu. Nie był niebezpieczny. - oczywiście Król miał na myśli Smugę. Nie sądził, by ten miał przez to jakieś problemy, bo Kiur nawet nie wie, jak on wygląda. Oby tylko o to nie zapytał!


Kiur
- Dobrze - stwierdził przywódca, wysłuchawszy w spokoju tego, co Król miał do powiedzenia. - Nie możemy sobie pozwolić, by po okolicy kręciły się obce psy, bo jest to konkurencja i zawsze jakieś niebezpieczeństwo, dlatego zaznaczamy terytoria i ich pilnujemy każdego dnia.
Powoli wdrażał go w sposoby i zwyczaje znane w sforze. Więcej na pewno dowie się od jej innych członków.


Król
Na całe szczęście o to nie zapytał. Nie byłoby dobrze, gdyby Smuga, który pomógł Królowi, miał przez niego kłopoty.
- Życie w sforze brzmi wspaniale. - stwierdził, patrząc przed siebie. Ciekawe, ile jeszcze będą iść? Gwiazdy były już widoczne na niebie, słońce już zaszło. Było ciemno i cicho. Przynajmniej nikt ich nie atakuje, a Król może czuć się w miarę bezpiecznie w towarzystwie starszego psa.


Kiur
- Na pewno jest dużo lepsze niż życie samotnika - stwierdził Kiur, strzygąc uszami w poszukiwaniu odgłosów zapadających nocy.
Po chwili zatrzymał się na moment, wskazując stary, opuszczony budynek, który zaczynał się monumentalnym wejściem (drzwi były oczywiście wyłamane z zawiasów - ich pozostałości można było dostrzec, przechodząc obok) i zdawał się nie kończyć w odległości możliwej do dostrzeżenia dla psiego oka. W sekrecie wyjawię wam jako autor, że był to kiedyś dworzec. Chart bez wahania pokonał wejście, patrząc czy Król nadal za nim podąża i zachęcając go skinieniem łba w stronę wnętrza budynku. Pomieszczenie było bardzo przestronne, o wiele dłuższe niż szersze, ale wciąż bardzo szerokie. Przez środek niczym oś symetrii biegły pozostałości płaskich ławek, gdzieniegdzie stał wywrócony kosz na śmieci. Gdyby przybysz zwrócił łeb mocno ku górze, to po jednej stronie tam, gdzie normalnie byłaby ściana, wisiały dziwne, czarne tablice, od których odchodziły kable - w większości zerwane. Centralnie pod nimi znajdowały się "mini" pomieszczenia przyzdobione okienkami, nad którymi znajdował się napis, którego żaden pies nie byłby w stanie przeczytać. Gdy tylko pojawili się na miejscu, to z łatwością mogli dostrzec kilka cieni przemykających wśród zbudowanych dawno temu dziwactw: część psów kończyło kolację, niektóre w postaci zwiniętych w kłębek kształtów spały oparte o coś lub o kogoś, a czasem w samotności lub na stercie zatarganych z dworu szmat.


Król
- Pewnie tak... - szepnął.
Król z zaciekawieniem patrzył na wszystko wokół. Równocześnie był ostrożny i starał się nie nadepnąć na żadne leżące na ziemi przedmioty. To miejsce było wielkie i niesamowite! Pies nigdy wcześniej tutaj nie był, ani w żadnym podobnym miejscu, więc coś takiego go zachwycało. Cały czas się uśmiechał. W końcu zobaczył inne psy. Niepewny tego, jak na niego zareagują, patrzył na nich.
Czy miał coś już powiedzieć? A może potem? On ma się przedstawić, czy Kiur to zrobi? Co, jeśli go nie polubią? Miał w głowie tyle pytań, ale wolał nic nie mówić. Może po prostu będzie milczał i czekał na to, co będzie miało się wydarzyć.


Kiur
- Uwaga, pyski! - zawołał Kiur, wskakując zgrabnie na jedno z ciasnych (jak on się tam zmieścił z łapami, to pozostaje tajemnicą) siedzeń, które kiedyś służyło ludziom zmuszonym do długiego czekania na pociąg lub przyjaciół czy też rodzinę wracającą z podróży. - Ten szczeniak jest nowy, wziąłem go do nas, więc niech nikomu do łba nie przyjdzie, by go przeganiać. Zrozumiano?
Pytań nie było ku aprobacie charta. Nie chciał zanadto strzępić języka, gdy równie dobrze mógł iść zwinąć się w kulkę i spać.
- Starczy pytań na dzisiaj, dobranoc. - zwrócił się do Króla i poszedł w kierunku swojego legowiska, które znajdowało się w jednym z tych dziwacznych pomieszczeń z okienkami pod wyblakłym napisem nad rzędem czarnych, potłuczonych tablic, z których zwisały przewody. Gdy tylko tam dotarł, przeciągnął się i ułożył na kocyku, który jeszcze jako szczenię znalazł w jednym z porzuconych, ludzkich mieszkań podczas samotnej wędrówki po mieście.
/dajesz ostatni odpis i wstawiam w osobnym poście :)


Król
Ucieszył się, że nikt go nie zaatakował. Na całe szczęście go nie przegnają, bo w końcu ich lider im tego zakazał! Pies popatrzył na wszystkie psy i uśmiechnął się trochę niepewnie, ale zamachał ogonem.
- Jestem Król. Miło mi was poznać. - powiedział, na chwilę patrząc, jak Kiur stamtąd odchodzi, a potem przenosząc wzrok na psy. Teraz już na pewno nie będzie samotny! Oby szybko się z nimi zaprzyjaźnił.
Potem znalazł sobie jakieś w miarę wygodne miejsce i się tam położył, zamykając oczy i jakoś nie mogąc przestać się uśmiechać. Nareszcie należy do jakiejś sfory! Teraz będzie naprawdę wspaniale! Był tego pewny. Ale nie myślał o tym, jakie miał szczęście długo, bo już za chwilę zasnął.


Ufff, jestem wykończona. Jutro reszta, kocham was <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz