Król
Wokół panowała całkowita, dosyć niepokojąca cisza. Król nigdy nie
przechodził tą uliczką, bo raczej nie było takie potrzeby, gdy polował w
innych miejscach. Tego dnia to się zmieniło. Słońce powoli znikało za
horyzontem, niebo wkrótce miało stać się ciemniejsze i gwiazdy miały się
pokazać. Młody pies, rozglądając się uważnie i nasłuchując, szedł przez
uliczkę z nadzieją, że zdąży znaleźć jakąś kryjówkę zanim zapadnie
ciemność. Nie chciał być widoczny, bardzo nie chciał. W jego brązowych
oczach widać było strach. Słysząc nawet najcichszy odgłos, pies patrzył
wokół, gotowy do obrony, lecz kiedy nie widział niczego niepokojącego,
dalej szedł.
Kiur
A ciemność zapadała sobie w spokoju, barwiąc miejską okolicę na bardziej
szare barwy. Kiur patrolował teren, a raczej włóczył się, czekając aż
jego zastępca (Szpon) przekaże mu wiadomość, że wszystko jest zrobione, a
łowcy wrócą z polowania. Nie lubił pracy, ale kochał zbierać laury i
świetnie wyglądać. Zmarszczył nos, zatrzymawszy się, gdy tylko poczuł
zapach obcego psa, samca - bez wątpienia. Na suczki nie narzekał, mogły
się kręcić w pobliżu o ile nie kradły. Przepadał za ich towarzystwem. W
każdym razie kilkoma szybszymi krokami trafił w tę uliczkę z tym właśnie
psem, niczym cień, który wyrósł z podziemi, zagradzając mu drogę
wielkim cielskiem.
- Kogo to moje piękne oczy widzą? - mruknął, przekrzywiwszy łeb. - Czyje to terytorium, nieznajomy?
Król
Nadal szukał, wciąż bardzo ostrożny. Chciał tylko znaleźć jakąś kryjówkę
na jedną noc, żeby po obudzeniu się pójść dalej. Ale ktoś mu
przeszkodził. Król akurat usłyszał coś obok siebie, więc popatrzył w
tamtym kierunku nadal idąc. Niczego tam nie było. Usłyszał coś przed
sobą. Kiedy odwrócił łebek z powrotem do przodu, zobaczył sierść.
Zatrzymał się, kiedy jego pyszczek był wręcz kilka centymetrów od
starszego psa. Król, przestraszony, natychmiast cofnął się kilka kroków
do tyłu i popatrzył na nieznajomego.
- Terytorium? Nie wiem. -
odpowiedział, ale kiedy bardziej przemyślał to, co powiedział pies,
zrozumiał, o co chodzi. - Jeśli to twoje terytorium, bardzo przepraszam!
Nie wiedziałem... ja... chciałem tylko znaleźć jakieś miejsce, żeby
spać tam chociaż jedną noc. - próbował wytłumaczyć, ale wiedział, że
jeśli ten pies będzie chciał, w każdej chwili może go bardzo zranić
ignorując jego słowa.
Kiur
Biały chart polizał się po łapie, nie spuszczając wzroku zielonozłotych
ślepi z przybysza. Powąchał powietrze, nie zdołał wyczuć żadnego innego
nieznajomego zapachu, dobrze. Psy odpowiedzialne za patrole chociaż raz
się spisały. Odsunął się od Króla, gdy tylko nos jegomościa prawie
styknął się z jego ciałem.
- Zgadłeś, brawo. - rzekł Kiur po chwili ciszy, którą przeznaczył na sztuczne namysły i przemierzenie kundelka wzrokiem.
Młodziak, szczenię prawie. Usiadł na ziemi, oplatając puchatym ogonem łapy na tyle, na ile było to możliwe.
- Nie interesuje mnie jeszcze twoje imię - stwierdził, oblizując się. - ale z chęcią dowiem się, skąd przyszedłeś.
Król
Podczas, gdy Król spodziewał się ataku ze strony psa, ten usiadł.
Właściwie to kundelek powinien się z tego powodu cieszyć. Popatrzył na
nieznajomego lekko zdziwionym spojrzeniem.
- Ja... nie mieszkam w
żadnym konkretnym miejscu. Chodzę po mieście i czasami lesie. Śpię w
różnych miejscach. - odpowiedział. - Sam. - dodał, gdyby pies chciał
wiedzieć. Postanowił już milczeć, żeby przypadkiem nie powiedzieć czegoś
źle. Lepiej uważać. Nie zna tego psa, nie wie jaki on jest, tak jak
zawsze, kiedy spotyka kogoś nowego.
Pierwiastek z grupy aktynowców
- Nazywam się Kiur - przedstawił się chart, mimowolnie biorąc głębszy
oddech, co poskutkowało chwilowym napuszeniem futra. - Lider okolicznej
sfory. Lepiej byś to zapamiętał. A teraz... jak ci na imię?
Mówienie
każdemu "na ty" było w stu procentach okej dla Kiura, ale czymś trzeba
było wypełnić ciszę. Ponownie przyjrzał się mieszańcowi. Wyglądał na
wystraszonego, nic dziwnego. Kiur był ogromnym psem. W końcu jego
przodkowie,co przed zniknięciem ludzi z okolicznych terenów, z pewnością
posiadali długie i przepiękne rodowody, pierwotnie mieli służyć do
polowań na wilki.
Król
Król tylko skinął głową, kiedy pies się przedstawił. No dobrze, zna już
jego imię. Może jednak nie zostanie zaatakowany? Albo Kiur po prostu
czeka na odpowiedni moment by się na niego rzucić? I do tego jest
liderem jakiejś sfory! Z tego co wiedział Król, liderzy są silni. On
najwyraźniej też taki był. To oznaczało niebezpieczeństwo, więc młody
pies czuł się bardziej przestraszony, choć starał się, by nie było tego
po nim widać. Chyba mu się nie udawało.
- Mam na imię Król. -
powiedział. Czyli przedstawił się jako KRÓL do LIDERA. Cóż, ten pies
nieco starszy od szczeniaka nie wiedział kim był ,,król'', więc nie
zwrócił na to nawet uwagi.
Cm
Król, ciekawe czego, pomyślał Kiur, mrużąc oczy.
- Chodzenie samemu
po mieście nie należy do najbezpieczniejszych czynności - stwierdził
jakby od niechcenia. - Masz szczęście, że trafiłeś na mnie. Księżyc,
Słońce i wszystkie gwiazdy na niebie uśmiechają się do ciebie, bo jestem
bardzo pomocnym psem.
Poprawił nosem futro na piersi.
- Młode psy są mile widziane w mojej sforze - dodał, prostując się wreszcie i przypatrując prawie-szczeniakowi.
Król
Pies miał nadzieję, że za chwilę nie poczuje bólu ugryzienia ani
drapania, że nie usłyszy warczenia. Na całe szczęście tak się nie stało.
Czyżby był bezpieczny?
- Wiem. - westchnął. Chciałby mieć jakiegoś
towarzysza, który by z nim podróżował po różnych miejscach i mu pomagał.
Prawdziwego przyjaciela, na którego mógłby zawsze liczyć. Ale czy w tym
świecie pełnym walki to jest możliwe?
- Czyli... mogę dołączyć do
twojej sfory? - zapytał, patrząc na psa z nadzieją w oczach, choć
równocześnie był nieco niepewny. W końcu nie ma pojęcia o tym, jak
wygląda życie w takiej sforze. Miał tylko nadzieję, że nie trzeba tam
dużo walczyć... Walka jest dla niego okropna!
Curium
- Jasne - odpowiedział Kiur, posyłając mu krótki uśmiech, po chwili
jednak wrócił do swego zwyczajowego wyrazu pyska - neutralnego, bez
widocznej radości czy też gniewu lub agresji. - Za mną.
Wstał,
przeciągnął się i patrząc czy pies ruszył za nim, wskazał kierunek i
zaczął iść. Do swoistego miejsca zamieszkania sfory nie było daleko,
może 20 minut. Po drodze nie spodziewał się spotkać nikogo ze swoich
podopiecznych. Łamagi pewnie już poszły spać, pomyślał.
- Jakieś pytania? - zapytał, by przerwać sztywną ciszę.
Jego Wysokość
Król uśmiechnął się lekko, zdając sobie sprawę z tego, że teraz może mu
być o wiele łatwiej niż dotąd było. Poszedł za Kiurem, nadal patrząc
wokół, ale już nie w poszukiwaniu kryjówki, tylko tak po prostu.
-
Jak wygląda życie w sforze? - zapytał. - Nigdy do żadnej nie należałem. -
żył samotnie z matką, a potem już całkowicie bez nikogo. Miał nadzieję,
że w sforze będzie dobrze i że życie stanie się dla niego lepsze. Było
ciężko, ale już nie musi tak być, prawda? W tamtej chwili myślał raczej
pozytywnie.
Kiur
Polujesz, pracujesz, ja cię za to oceniam, ładnie wyglądam i świecę
przykładem, pomyślał Kiur. No, dobra... Mimo wszystko bycie liderem
grupy polegało na czymś więcej niż tylko świeceniu przykładem,
świadczyły o tym między innymi blizny na kufie białasa. Młodego trza
było zachęcić, więc postanowił podzielić się z nim tylko najważniejszymi
i najwygodniejszymi informacjami, obietnice, kwestię posłuszeństwa i
swoje inne widzimisie zostawiając na koniec.
- Wszystkie psy
wspierają siebie nawzajem w celu stworzenia jak najsilniejszej i spójnej
grupy - zaczął chart mimo swoich wcześniejszych przemyśleń. - Każdy ma
swoje obowiązki i zadania, które wyznaczam ja.
Król
Król nie chciał walki z nikim, więc już wtedy postanowił, że będzie
słuchał tego psa. Bo o to właśnie chodzi, prawda? To lider tu rządzi. Na
całe szczęście młody pies to zrozumiał i może nie będzie miał kiedyś
problemów. Sfora na pewno musi sobie ufać. On czuł się gotowy do
poznania innych.
- Ile jest tu psów? - zaciekawiło go. Dużo czy mało?
Król chciałby tylko, żeby byli mili. To według niego ważne. Bo jak
inaczej miałby się z nimi dogadać? Spojrzał na niebo, gdzie pojawiały
się już pierwsze gwiazdy. Cieszył się, że będzie mógł być w sforze. Tak
będzie mu o wiele łatwiej, wiedział to. Tak jak myślał, że będzie, kiedy
zamieszka w lesie. Teraz jakby wiedział, że będzie tylko lepiej...
Kiur
- Dużo - odpowiedział krótko Kiur, zwiększając nieco tempo.
Mili.
Część była miła, a kilku... well. Nawet wśród psów zdarzają się chamy, a
o brutali w okolicy nietrudno. W sforze jednak przez większość czasu
panował pokój, okazjonalnie jakieś walki o przywództwo, ale chart poza
ładnym wyglądaniem znał się na bijatyce dość dobrze, więc jak dotąd, to
on sprawował pieczę nad stanowiskiem przywódcy i nie wyglądało na to, by
szybko się to miało zmienić.
- Powiedziałeś, że jesteś sam, ale
wróćmy tam na moment... w okolicy na ziemiach nie należących do sfory
widziałeś jakieś psy kręcące się po okolicy? - zapytał, chcąc wiedzieć
czy nie czeka go przypadkiem jakaś potyczka z samotnikami w najbliższym
czasie.
Król
Czyli psów jest dużo. To chyba dobrze, prawda? Pewnie tak jest łatwiej.
Mogą sobie pomagać, polować razem, pilnować swoje kryjówki w nocy... To
musi być naprawdę wspaniałe życie! Król nie chciał z nikim walczyć o
bycie przywódcą, wolał żyć w spokoju i przyjaźnić się z innymi. Ale czy
jest to niemożliwe również w sforze? W każdym razie młody pies nie
wiedział jak to jest żyć w sforze i dopiero się przekona.
- Widziałem
jednego psa. Ale to było już jakiś czas temu. Nie był niebezpieczny. -
oczywiście Król miał na myśli Smugę. Nie sądził, by ten miał przez to
jakieś problemy, bo Kiur nawet nie wie, jak on wygląda. Oby tylko o to
nie zapytał!
Kiur
- Dobrze - stwierdził przywódca, wysłuchawszy w spokoju tego, co Król
miał do powiedzenia. - Nie możemy sobie pozwolić, by po okolicy kręciły
się obce psy, bo jest to konkurencja i zawsze jakieś niebezpieczeństwo,
dlatego zaznaczamy terytoria i ich pilnujemy każdego dnia.
Powoli wdrażał go w sposoby i zwyczaje znane w sforze. Więcej na pewno dowie się od jej innych członków.
Król
Na całe szczęście o to nie zapytał. Nie byłoby dobrze, gdyby Smuga, który pomógł Królowi, miał przez niego kłopoty.
-
Życie w sforze brzmi wspaniale. - stwierdził, patrząc przed siebie.
Ciekawe, ile jeszcze będą iść? Gwiazdy były już widoczne na niebie,
słońce już zaszło. Było ciemno i cicho. Przynajmniej nikt ich nie
atakuje, a Król może czuć się w miarę bezpiecznie w towarzystwie
starszego psa.
Kiur
- Na pewno jest dużo lepsze niż życie samotnika - stwierdził Kiur, strzygąc uszami w poszukiwaniu odgłosów zapadających nocy.
Po
chwili zatrzymał się na moment, wskazując stary, opuszczony budynek,
który zaczynał się monumentalnym wejściem (drzwi były oczywiście
wyłamane z zawiasów - ich pozostałości można było dostrzec, przechodząc
obok) i zdawał się nie kończyć w odległości możliwej do dostrzeżenia dla
psiego oka. W sekrecie wyjawię wam jako autor, że był to kiedyś
dworzec. Chart bez wahania pokonał wejście, patrząc czy Król nadal za
nim podąża i zachęcając go skinieniem łba w stronę wnętrza budynku.
Pomieszczenie było bardzo przestronne, o wiele dłuższe niż szersze, ale
wciąż bardzo szerokie. Przez środek niczym oś symetrii biegły
pozostałości płaskich ławek, gdzieniegdzie stał wywrócony kosz na
śmieci. Gdyby przybysz zwrócił łeb mocno ku górze, to po jednej stronie
tam, gdzie normalnie byłaby ściana, wisiały dziwne, czarne tablice, od
których odchodziły kable - w większości zerwane. Centralnie pod nimi
znajdowały się "mini" pomieszczenia przyzdobione okienkami, nad którymi
znajdował się napis, którego żaden pies nie byłby w stanie przeczytać.
Gdy tylko pojawili się na miejscu, to z łatwością mogli dostrzec kilka
cieni przemykających wśród zbudowanych dawno temu dziwactw: część psów
kończyło kolację, niektóre w postaci zwiniętych w kłębek kształtów spały
oparte o coś lub o kogoś, a czasem w samotności lub na stercie
zatarganych z dworu szmat.
Król
- Pewnie tak... - szepnął.
Król z zaciekawieniem patrzył na wszystko
wokół. Równocześnie był ostrożny i starał się nie nadepnąć na żadne
leżące na ziemi przedmioty. To miejsce było wielkie i niesamowite! Pies
nigdy wcześniej tutaj nie był, ani w żadnym podobnym miejscu, więc coś
takiego go zachwycało. Cały czas się uśmiechał. W końcu zobaczył inne
psy. Niepewny tego, jak na niego zareagują, patrzył na nich.
Czy miał
coś już powiedzieć? A może potem? On ma się przedstawić, czy Kiur to
zrobi? Co, jeśli go nie polubią? Miał w głowie tyle pytań, ale wolał nic
nie mówić. Może po prostu będzie milczał i czekał na to, co będzie
miało się wydarzyć.
Kiur
- Uwaga, pyski! - zawołał Kiur, wskakując zgrabnie na jedno z ciasnych
(jak on się tam zmieścił z łapami, to pozostaje tajemnicą) siedzeń,
które kiedyś służyło ludziom zmuszonym do długiego czekania na pociąg
lub przyjaciół czy też rodzinę wracającą z podróży. - Ten szczeniak jest
nowy, wziąłem go do nas, więc niech nikomu do łba nie przyjdzie, by go
przeganiać. Zrozumiano?
Pytań nie było ku aprobacie charta. Nie chciał zanadto strzępić języka, gdy równie dobrze mógł iść zwinąć się w kulkę i spać.
-
Starczy pytań na dzisiaj, dobranoc. - zwrócił się do Króla i poszedł w
kierunku swojego legowiska, które znajdowało się w jednym z tych
dziwacznych pomieszczeń z okienkami pod wyblakłym napisem nad rzędem
czarnych, potłuczonych tablic, z których zwisały przewody. Gdy tylko tam
dotarł, przeciągnął się i ułożył na kocyku, który jeszcze jako szczenię
znalazł w jednym z porzuconych, ludzkich mieszkań podczas samotnej
wędrówki po mieście.
/dajesz ostatni odpis i wstawiam w osobnym poście :)
Król
Ucieszył się, że nikt go nie zaatakował. Na całe szczęście go nie
przegnają, bo w końcu ich lider im tego zakazał! Pies popatrzył na
wszystkie psy i uśmiechnął się trochę niepewnie, ale zamachał ogonem.
-
Jestem Król. Miło mi was poznać. - powiedział, na chwilę patrząc, jak
Kiur stamtąd odchodzi, a potem przenosząc wzrok na psy. Teraz już na
pewno nie będzie samotny! Oby szybko się z nimi zaprzyjaźnił.
Potem
znalazł sobie jakieś w miarę wygodne miejsce i się tam położył,
zamykając oczy i jakoś nie mogąc przestać się uśmiechać. Nareszcie
należy do jakiejś sfory! Teraz będzie naprawdę wspaniale! Był tego
pewny. Ale nie myślał o tym, jakie miał szczęście długo, bo już za
chwilę zasnął.
Ufff, jestem wykończona. Jutro reszta, kocham was <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz