piątek, 22 lipca 2016
Park
Zaniedbana fontanna na środku niewielkiego stawu, wydeptane niegdyś ścieżki zakryte teraz gałęziami i tknięte zębem czasu ławeczki. Niegdyś zielone "płuca" miasta, miłe urozmaicenie wśród bloków i najróżniejszych domostw. Teraz opustoszałe i ciche. W centralnym miejscu parku położony jest plac zabaw.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Cisza i spokój tamtego miejsca zniknęły w moment, kiedy przybiegł Król. Biegł wokół i skakał, patrząc wokół. Przerwał ucztę jakiejś grupie ptaków, wręcz w nie wpadając, przez co zmuszone były odlecieć. Przez chwilę szczekał, patrząc, jak się oddalają. Potem, dysząc, usiadł przy jakiejś już niezbyt ładnej ławeczce, żeby chociaż troszkę odpocząć. Nie trwało to długo, bo po chwili zobaczył pewien przedmiot. Piłka! Pewnie jakiś młody człowiek ją tu zostawił! Król zaczął pędzić w tamtym kierunku i skoczył na piłkę. Chwilę się nią bawił. Przerwał, czując głód. Wtedy położył się, patrząc na piłkę leżącą tuż przed nim. Faktycznie, nie jadł już od jakiegoś czasu. Musi coś znaleźć, albo będzie coraz gorzej!
OdpowiedzUsuńSmuga właśnie spokojnie przechadzał się po parku kontrolując okolicę. Robił to codziennie, żeby dowiedzieć się czy czasami jakiś pies nie wykluczając że agresywny tędy przechodził lub co gorsza zadomowił się tutaj. Jakże czujne uszy oraz nos Czarnego wyłapał obecność młodzika. Cóż nie było to trudne ponieważ szczeniak najwyraźniej nie ukrywał się ze swoją obecnością szczekając w niebo głosy i bawiąc w najlepsze piłką. Smuga przykucnął nieopodal w krzakach starając się aby wiatr wiał w jego pysk. Nie chciał zostać zauważony. Starał się obserwować to c zrobi młodzik.
OdpowiedzUsuńTymczasem Król nie miał pojęcia o obecności innego psa. Leżał tak nadal, patrząc na piłkę, którą jeszcze przed chwilą się bawił. Powinien wreszcie czegoś poszukać. No dobrze... Po chwili wstał, rozglądając się. Machał ogonem i nadal był wesoły pomimo głodu. Jego nos zaczął pracować jeszcze bardziej. Niestety nie poczuł żadnego jedzenia. Wiedział, że nie będzie tak łatwo. Zaczął chodzić sobie po Parku, węsząc. Nie wiedział, że raz zbliża się do Smugi, raz się od niego oddała. Czasami lądowały tu ptaki i jednego z nich zobaczył młody pies. Skoczył w jego kierunku, lecz ten odleciał. Król warknął cicho, widocznie niezadowolony z tego, że mu się nie udało.
OdpowiedzUsuńCo w ogóle robi tutaj taki szczeniak... sam? To była jedna z wielu myśli które aktualnie kłębiły się w głowie psa. Gdzie była jego matka? Czyżby zostawiła go samego bo tak samo jak Smuga rozrabiał i nie robił niczego pożytecznego. Całkiem możliwe. Czarny cały czas nie ruszał się patrząc co niedoświadczony wyrabia, czasem musząc przesunąć się w bok tak, by młodzik go nie zauważył. Widząc nieudaną próbę złapania jakiegoś ptaka pies postanowił się ujawnić. Wyszedł z krzaków i wyprostował swoje zastałe od krycia się kości.
OdpowiedzUsuń- A co ty właściwie robisz? - spytał szorstko, patrząc swoimi bladoniebieskimi ślepiami w stronę drugiego osobnika, który jednak nie musiał się martwić, Czarna Smuga nic mu nie zrobi.
Stał tak jeszcze chwilę, lecz nagle usłyszał głos. Popatrzył na starszego psa i otworzył lekko pysk, jakby chciał coś powiedzieć, lecz nie wydał ani jednego odgłosu. Nie za bardzo wiedział co robić. Nie zna tego psa. Co, jeśli za chwilę zaatakuje? Po chwili Król wyprostował się. Nie chciał wyglądać jakby się bał.
OdpowiedzUsuń- Ja... poluję. - powiedział, patrząc kątem oka w miejsce, gdzie wcześniej był ptak, który mu uciekł. - Jestem Król. - przedstawił się. Teraz stał tak patrząc na psa i w myślach prosił, żeby ten okazał się kimś przyjaznym i niemającym ochoty na walkę.
Poluje, no proszę to akurat już Smuga sam zgadł. Czarny pies parsknął na jego odpowiedź, mrużąc swoje oczyska. Czy Król miał go za jakiegoś głupka czy coś?
OdpowiedzUsuń- Akurat tyle to już wiem, od dawna cię obserwowałem - no może nie aż od tak dawna ale w końcu śledził go a to już się liczy. Czy Król z taką wiedzą postanowi się oddalić od Smugi? Czarny nie zdziwiłby się jakby tak było, przecież wiedział że wygląda na psa agresywnego. Skrócony ogon tylko to potwierdzał.
- Jestem Smuga, a dla ciebie Czarna Smuga, gdzie jest twoja matka skoro nie umiesz polować? - rzekł na następnie spostrzegł grupkę gołębi lądujących nieopodal starej fontanny. Mając nadzieje że szczeniak ich nie wypłoszy zaczął powoli, na ugiętych łapach skradać się w ich stronę.Miał kilka lat by nauczyć się dobrze podchodzić ptaki, które były najczęstsza zwierzyną. Kiedy był już blisko niczego nieświadomej zwierzyny wybiegł i zaczął kłapać zębami próbując złapać jednego z nich i nagle poczuł na swoim języku metaliczny smak krwi, a z jego czarnego pyska zwisało bezwładne ciało pierzastego. Smuga ułożył je blisko swoich przednich łap.
- To wszystko jest kocim jedzeniem.
Cóż, Król nie rozmawiał z żadnym psem już od jakiegoś czasu. Nadal nie za bardzo wiedział jak się zachować.
OdpowiedzUsuń- Czemu? - zapytał, robiąc zdziwioną minę. Dlaczego ten pies miałby go obserwować? Czy to jest jego terytorium? Jeśli tak, pewnie to powie. W końcu Król jest jeszcze młody i mógł go nie wyczuć czy coś...
- Moja matka? - młody pies widocznie stał się smutny. - Nie żyje. Uczyła mnie jak polować, ale po jakimś czasie zraniłem się w łapę i nie mogłem biegać. A potem... Nie mogła mnie już nauczyć bo jej nie było. Ale umiem polować! - zamachał ogonem. - Trochę... - mruknął. Nadal bardzo tęsknił za swoją matką, lecz wiedział, że nie może się zasmucać, tylko powinien skupić się na przetrwaniu.
- Czemu? - powtórzył głupawo, przekręcając swój wielki łeb, jednak nie spuszczał młodzika z oczu, oczywiście nie żeby się bał, tylko po prostu lubił obserwować reakcję innych. - A temu, że o wiele lepiej jest obserwować po cichu, niż od razu wyskakiwać nie wiadomo skąd i pytać się o różne rzeczy. Po co mieliby przecież odpowiadać? A, ty najwyraźniej z nikim nie rozmawiasz... - odpowiedział powoli. Oczywiście, nie miał własnego terytorium, ale to była myśl! Może by tak się gdzieś zadomowić, zamiast łazić codziennie tą samą ścieżką szukając szczęścia, lub guza.
OdpowiedzUsuńOch jaka smutna historia, jednak wydawałoby się że na Smudze nie zrobiła większego wrażenia. Jego matka wyrzuciła bez żadnego ostrzeżenia. Śmierć również nadchodzi bez ostrzeżenia.
- Coś nieskuteczne te twoje ,,łowy" - odpowiedział krótko, a następnie spojrzał na gołębia. W sumie... pies nachylił się i popchnął truchło w stronę Króla. - Jakoś nie jestem głodny.
Właściwie to nawet dobrze, że ktoś tutaj przyszedł. Chyba każdy musi czasami pogadać, a zwłaszcza ten przyjacielski szczeniak. Może przyszedł tutaj również z nadzieją, że kogoś spotka? Tak właściwie to jest nawet możliwe, bo, no cóż, żyje sobie tak całkowicie sam już od jakiegoś czasu. Ale teraz udało mu się spotkać kogoś, kto najwyraźniej nie chce go zabić. To dobrze, bo Król nie wygrałby walki z takim psem jak ten. Mógłby najwyżej uciekać, ale również nie miałby całkowitych szans na przetrwanie.
OdpowiedzUsuń- Mieszkasz tu? - zapytał po chwili milczenia i patrzenia na swoje łapy. Wiedział, że możliwe jest to, że nawet dużo zwierząt wybrało ten Park na swój dom. Nie jest to zadziwiające, młodemu psu się tutaj bardzo podobało. Ale on tu nie mieszkał.
- Co... co? Mogę to zjeść? - na jego pysku pojawił się lekki uśmiech. Miał nadzieję, że ten pies sobie nie żartuje, bo to byłoby okropne. Król postanowił, że poczeka na odpowiedź zanim dotknie gołębia.
- Nie, nic mnie nie trzyma z tym miejscem. Raczej nie mam swojego "domu" - odpowiedział, co było całkowicie związane z prawdą. Smuga nie miał już domu od dawna, jednak nie wyglądał jakby był mocno przybity tą stratą. Fakt, czasami brakuje mu swojego własnego kąta, gdzie mógłby się schować, jednak na razie na szczęście nie miał takiej potrzeby. Nie wiedział że mogą nadejść gorsze czasy, gdzie każdy bałby się o własne bezpieczeństwo.
OdpowiedzUsuń- Tak, tak możesz... nie żartuje - taak... to było nierozsądne ze strony Smugi, tak marnować jedzenie które on sam upolował i należało tylko i wyłącznie dla niego. Pomimo swojego wyglądu Czarny był jednak dobroduszny w niektórych wypadkach.
- Ja też. - odpowiedział. Raczej nie interesowało go szukanie stałego schronienia. Według niego lepiej jest chodzić sobie tam, gdzie się chce i chować tylko, kiedy ktoś cię goni lub jest jakieś inne niebezpieczeństwo, na przykład bardzo zła pogoda. Gdzie w takim razie spał Król? Zwykle udawało mu się znaleźć jakieś miejsce na jedną lub kilka nocy, a jeśli nie, albo nie spał, albo ryzykował odpoczywając w miejscu, gdzie jest raczej widoczny. To drugie zdarzyło się tylko kilka razy, kiedy pies był już zbyt zmęczony by dalej szukać. Przetrwanie nie jest łatwe.
OdpowiedzUsuń- Dziękuję! - chwilę machał ogonem, od razu zaczynając jeść ptaka. Zaspokoi głód i będzie miał spokój na jakiś czas. Może i nie był jakoś bardzo głodny, ale do najedzonych zwierząt nie należał. Teraz nie musi już polować, przynajmniej na razie.
- Jak... miałbym się odwdzięczyć? - zapytał, kiedy skończył już jeść i oblizał pysk. Ten pies mu pomógł, przydałoby się coś dla niego zrobić. Ale co? Król niezbyt dobrze umie polować...
Pies nie odpowiadał, tylko cały czas rozglądał się po parku z uszami nastroszonymi, szukającymi jakiegoś odgłosu, który miałby świadczyć o przyjściu nieprzyjaciół, którzy zostali zwabieni krwią gołębia jak razowe piranie. Oczywiście, przez większość czasu starał się widzieć kontem oka Króla który w spokoju zjadał zdobycz. Smuga zdziwił się, kiedy młodzik powiedział że chciałby się odwdzięczyć. Szczerze, gdyby ktoś podarował coś Czarnemu temu nawet przez chwilę na myśl by nie przyszło by się odwdzięczyć.
OdpowiedzUsuń- A czy ja mówiłem coś o odwdzięczaniu? - parsknął spoglądając swoimi niebieskimi oczyma na biało czarną sylwetkę psa. - Dziwny jesteś, ja nigdy nie chciałbym się za coś odwdzięczać, no chyba że chodzi o uratowanie życia... honor, jeśli wiesz o czym mówię.
Drugi pies nie jadł, mógł zauważyć niebezpieczeństwo, gdyby to się zbliżało, więc Król był raczej spokojny jedząc. Wreszcie zaspokoił głód, nie musi się teraz martwić polowaniem. Czuł, że samo podziękowanie starszemu psu nie wystarczy, lecz nadal nie wymyślił, co mógłby dla niego zrobić.
OdpowiedzUsuń- Moja mama opowiadała, że kiedyś pomogła jednemu kotu coś upolować i jakiś czas potem przyniósł jej upolowaną mysz. Powiedział, że się w ten sposób odwdzięcza. Tamta mysz nie była duża, ale jej pomogła. I... ja też chciałbym się odwdzięczyć, tak jak tamten kot, ale... nie chcesz tego, tak? - zapytał. Tak właściwie to może nawet lepiej dla Króla, bo nie musiałby nic zrobić. Raczej nie upoluje nic dużego. Postanowił, że będzie pomagał tak jak jego matka kiedyś robiła. Ale najwyraźniej nie wszyscy chcą pomocy.
Na szczęście żadne niebezpieczeństwo nie zmierzało w stronę dwóch korespondujących psów, dlatego mogli czuć się bezpiecznie, o ile w tym świecie można być bezpiecznym... nigdy nic nie wiadomo. Przecież z każdej chwili zza krzaków mógł wyskoczyć jakiś brytan, co ma poprzewracane w swoim dużym łbie.
OdpowiedzUsuń- No to najwyraźniej bardzo dobrze z jego strony, że pomagał twojej matce, ale ja umiem sam o siebie zadbać bez niczyjej pomocy, i tak nie chce tego - Czarną Smugę już powoli zaczęło irytować ciągłe powtarzanie wypowiedzi. Czarny pies uważał że wyrażał się dosyć jasno by szczeniak mógł dokładnie rozumieć to co chciał przekazać Smuga.
- Dobrze. - powiedział. Skoro ten pies nie chce pomocy, to Król nie będzie mu pomagał. Oczywiście nie wiedział, czym miałaby być ta pomoc. Ale to jest już w końcu nieważne. Dostał tego gołębia tak właściwie za nic, co powinno go cieszyć, lecz pies nadal czuł, że najlepiej by było gdyby się odwdzięczył. Ale tego nie zrobi. Skoro Smuga nie chce...
OdpowiedzUsuń- Masz jakiś sposób na polowanie? Czy po prostu atakujesz, bez planu? - zapytał. Skoro już spotkał starszego psa, może dowiedzieć się wielu potrzebnych rzeczy i czegoś nauczyć. Głupio byłoby nie wykorzystać takiej okazji.
Król wcale nie dostał gołębia za nic, dostał go za niestety, dobre serce Smugi i to co jest zakodowane w jego jakże niedostępnym umyśle. Czy miał jakiś sposób na polowanie? Owszem miał, oczywiście dla upartych brak sposobu to też sposób. Czarny odchrząknął i lekko usiadł no zielonej trawie, która wraz z innymi roślinami tworzyła florę parku w którym obecnie się znajdywali. Nawet mech już porósł jedną część fontanny, która w niektórych miejscach była popękana jednak konstrukcja była nadal w jednym, jedynym kawałku, jednak woda już pewnie dawno w niej nie płynęła, jednak Czarna Smuga nawet nie wiedział że w tej dziwnej fontannie była woda.
OdpowiedzUsuń- Tak mam, ale technika zależy od zwierzyny na którą się poluje. Ja preferuje oczywiście kocie jedzenie - ptaki no i oczywiście szczury. Każdy wie że gołębie są głupie, ale mają skrzydła i mogą odlecieć przy pierwszej okazji, dlatego nie mogą cię widzieć i trzeba do nich się skradać od tyłu no oczywiście masz upatrzonego przez siebie ptaka. Tak się poluje formalnie... a ja po prostu skradam się i potem wyskakuje w chmarę ptaków i jeśli mi się uda któregoś złapie. A czasami dwa gołębie w locie o siebie uderzą i spadną. Wtedy jest jeszcze łatwiej. Z szczurami jest o dziwo trudniej, bo one mają dobry węch i potrafią się wcisnąć w małe szczeliny.
Król uważnie słuchał tego, co mówi pies. On, kiedy próbował polować, po prostu rzucał się na to zwierzę, nieważne, jakiego było gatunku. Najwyraźniej był to błąd i dlatego zwykle mu się nie udawało. Ale uważał to za swój plan. Czyli rzucanie się na gołębie niekoniecznie zadziała. Właściwie to one wzbijały się w powietrze zwykle zanim zdążał się do nich zbliżyć wystarczająco blisko, by je złapać. Prawdopodobnie widziały go długo przed tym, jak zaatakował. Czyli dowiedział się nowych rzeczy! Dobrze. Będzie to mógł wkrótce wykorzystać.
OdpowiedzUsuń- A masz jakiś sposób na... zające? - zapytał. Wiele razy próbował złapać te szybkie zwierzęta, lecz ani razu mu się nie udało. Czy Smuga umie na nie polować? A może nawet taki pies jak on nie da rady?
- Na zające? Zające są jeszcze szybsze od szczurów, myszy i innych takich małych stworzeń, ale żeby na nie polować musisz zapuścić się aż do lasu, albo przynajmniej na przedmieścia, a ja tam zwyczajnie nie chodzę - bo po co dodał sam do siebie. Wszystko, co potrzebował do życia znajdował w tym starym, brudnym, rozwalonym mieście.
OdpowiedzUsuń- Ale na pewno liczą się długie łapy by go dogonić... chyba jeszcze nigdy na nie nie polowałem, ale kilka razy je widziałem. - dodał podnosząc swój łeb i spoglądając na niebo, a raczej słońce zmierzające ku horyzontowi. Trzeba się zbierać inaczej Smuga będzie szukał po ciemku jakiegoś bezpiecznego zaułka, ale oprócz tego Czrny pomyślał również o Królu, przecież Smuga jeszcze jako tako się wykaraska o on?
- Dobra, koniec tego dobrego... idę gdzieś się schronić. Tobie radzę to samo - rzucił szybko i podniósł się chwiejnie na łapy. Zaczął truchtać w stronę z której przybył i po chwili już go nie było.
- Dobrze... Dziękuję za pomoc. - powiedział, próbując to wszystko zapamiętać. Dowiedział się rzeczy które mu się przydadzą, więc nie byłoby dobrze, gdyby o nich zapomniał. Teraz postara się mieć dobry plan podczas polowania, żeby były większe szanse na złapanie czegokolwiek. Uśmiechnął się lekko do Smugi. Miło, że mu tak pomógł.
OdpowiedzUsuń- Do zobaczenia! - krzyknął za odchodzącym psem. Ciekawe, czy jeszcze się zobaczą. To miasto jest takie duże, a świat poza nim jeszcze większy... Król stał tam jeszcze chwilkę, po czym odszedł w poszukiwaniu kryjówki. Był zmęczony.
********
OdpowiedzUsuńLilii nie obchodziła strata życia. Przecież i tak nic nie miała do roboty, nie miała dla kogo żyć, więc co to za strata? To Kiur straciłby łapy ze sfory. Ups!
Kiwnęłam głową i ruszyła dość szybkim krokiem w stronę parku. Gdy tylko dotarli, jej nos poprowadził ją w stronę stada gołębi. Były dość daleko od siebie, więc złapanie jednego raczej nie zaalarmuje wszystkich ptaków, ale trzeba będzie podejść do tego na spokojnie. Suczka zaczęła powoli kroczyć w stronę ptaków, zajętych poszukiwaniami pożywienia. Będąc dość blisko, zaczęła się skradać. Nagle wyskoczyła z prędkością pędzącego królika i dorwała cel. Połowa stada odleciała, lecz po chwili wróciła. Lilia zaś stała ze zdobyczą w pysku i obserwowała Kiura.
/ polowanie bez MG
OdpowiedzUsuńMało kogo faktycznie nie obchodzi strata życia. To głupota, brak rozwagi, brawura? Hmmm, trudno o cokolwiek z tych rzeczy podejrzewać Lilię. Zaraz, brawura, brak rozwagi. Kto normalny rzuca się na rozwścieczonego miśka? Kto kwestionuje rozkazy KIURA? Nieważne, nie teraz. Kiur licząc na to, że jego towarzyszka zacznie wreszcie stosować się do jego poleceń, zaczął węszyć w powietrzu, szukając zwierzyny. Co jak co, ale czasy były ciężkie, a każdy ochłap mięsa był na wagę złota. Obejrzał się na Lilię, badając wyraz jej pyska,a potem obserwując jak poluje. Nareszcie, pomyślał z ulgą i sam paroma susami złapał za czarne skrzydło jednego z gawronów przesiadających przy rozwalonej ławce. Zrobiwszy to, wrócił do suczki.
- Zakopmy - rzekł. - Idziemy dalej, potem wrócimy.
/Pamiętam przecież xd
OdpowiedzUsuńKto normalny walczy z niedźwiedziem, wiedząc, że nie ma szans? Można powiedzieć, że Kiur jest hipokrytą. Gdyby nie Lilia, to pewnie już by z niego została sama góra kości. I co, nadal taki pewny swego?
Patrzyła na psa, który wręcz zignorował stadko gołębi na rzecz gawrona. Trudno się dziwić, w końcu jego zdobycz była większa. Mimo wszystko mogli tu jeszcze parę ptaków złapać.
- Nie wolisz jeszcze tu spróbować? Gołębie są tak durne, - jak szanowny pan Kiur, dodała w myśli. - że prawie nie zauważyły, że jednego zabrakło. Moglibyśmy tu złapać jeszcze ze trzy, cztery sztuki. - zmrużyła oczy, patrząc w stronę ptaków. Szybko wykopała dół i wrzuciła tam zdobycz, po czym jeszcze raz spojrzała na przywódcę. Pff.
- Dobrze ci idzie - skomentował krótko Kiur, dalej rozglądając się za zdobyczą. - Może i masz rację, może.
OdpowiedzUsuńSpojrzał w kierunku gołębi. Lilia mogła się zdziwić, że tak bezczynnie stoi... w bezruchu. Naprawdę. Tylko ogon białego charta powoli majtnął na boki raz i dwa, by po chwili całkowicie znieruchomieć. Minęły niecałe trzy uderzenia serca, a paroma susami wyskoczył w kierunku ptaków, by w ostatniej chwili dopaść jednego z odlatujących za ogon, pociągnąć go i zmiażdżyć zębami. Ptak chwilę szamotał się, próbując się uwolnić, ale Kiur sprowadził go do parteru i jednym kłapnięciem szczęk pozbawił go życia. Reszta ptaków odleciała.
Spojrzał na Lilię.
- Teraz możemy iść - uśmiechnął się i bez zbędnych komentarzy wskazał kierunek.
Łoł. Kiur powiedział COŚ MIŁEGO. KIUR. COŚ MIŁEGO. Coś musiało być nie tak. Czyżby próbował ją podejść inaczej? O nie, panie Kiurze, Lilia nie da się tak łatwo omamić. Nie jest kolejnym słabym kundlem, który da sobą pomiatać.
OdpowiedzUsuńPatrzyła, jak przywódca sfory kamienieje i już chciała coś powiedzieć, gdy nagle pies wystrzelił i upolował gołębia, jednocześnie przeganiając resztę. Zmarnował świetną okazję, aby wykarmić jego "poddanych". A sam stwierdził, że zdobyczy brakuje. Hipokryta. Otworzyła pysk ze zdumienia i chciała mu wręcz wygarnąć. Zawarczała cicho i ruszyła w kierunek wskazany przez chara.
Węszyła, próbując złapać jakąś woń. Wyczuła zgubionego zająca. Idealnie...
Prychnął, gdy usłyszał jej warknięcie.
OdpowiedzUsuńBezczelna jędza, pomyślał, obserwując polującą suczkę. Ale nareszcie się na coś przydaje, uśmiechnął się, unosząc ciemne wargi. Także wyczuł zająca: idealna zwierzyna. Nie minęło dziesięć sekund, a już rzucił się za nim w pościg, by w końcu pochwycić go przed Lilią. Uniósł upolowaną i martwą ją zdobycz do góry, wyglądając zupełnie jakby miał na myśli: "patrz jaki jestem wielki i silny"... i upuścił ją na ziemię, by zaczerpnąć powietrza.
- Starczy - zadecydował. - Wracamy. I tak więcej nie zmieści nam się w pyski.
Zmrużyła oczy, gdy Kiur pochwycił kicające stworzenie przed nią. Przywódca cały czas zdobywał w jej oczach cech, przybliżających go do rozwydrzonego, głupiego szczeniaka, który chce mieć wszystko dla siebie. Cóż... Oby się zmienił, bo Lilia nie ma zamiaru znosić tego żałosnego bachora ani dnia dłużej. Spojrzała, jak chwali się zdobyczą. Gdyby wybiegła chwilę wcześniej, to zdobycz byłaby jej. Trudno.
OdpowiedzUsuń- Dobra. - mruknęła dość niezadowolonym głosem. Ona nie da rady przenieść więcej? Halina, potrzymaj mi piwo! Podeszła do miejsca, gdzie wcześniej zakopali zdobycze i złapała w zęby dwie sztuki. Spojrzała na Kiura znudzonym wzrokiem i zanim zdążył podejść po ostatnią, wystrzeliły niczym motocykl (o którym przecież nie wiedziała, bo skąd) i popędziła w stronę dworca. Po chwili zatrzymała się, orientując się, że zgubiła przywódcę sfory. Rozejrzała się niepewnie, szukając czegokolwiek, co mogłoby ją doprowadzić do charta.
Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, ta już popędziła w drogę powrotną na dworzec. Chwilę obserwował ją, wiedząc, że i tak ją dogoni. Naprawdę? Chciała ścigać się z chartem? Minął kolejny moment, wziął do pyska upolowaną zdobycz, wystrzelił przed siebie jak strzała i dogonił ją w mgnieniu oka (sory, bejbe - staty :3). Od pewnego czasu zachowywała się zupełnie jakby chciała go totalnie wkurzyć lub po prostu zwrócić na siebie uwagę. Huhm, druga opcja była zdecydowanie ciekawsza od pierwszej noale była w sforze od niedawna (1), nie lubiła go (2), nie miała cieczki (3). Więc, o co tak naprawdę c'mon? Kiur był aż nazbyt dobrze świadomy, że podobał się suczkom... Phi! On podobał się każdemu. Był taki silny, puchaty, wielki... Eeee? O czym tu my?
OdpowiedzUsuńDobra. W każdym razie zbliżali już się do dworca.
Nagle chart wręcz pojawił się obok niej. Chwila, czemu uważasz, że nr. 3 jest prawdą, co? Nie znasz jej, więc nie wiesz! Kiur się Lilii mało podobał, co innego niektóre psy ze sfory. Ale nimi też się nie interesowała, bo co jej przyjdzie po głupiej zabawce przywódcy sfory? No raczej nic, prócz zmarnowanego życia. Kiura chciała tylko wkurzyć, bo było to najlepsze zajęcie na świecie. A głupota jej celu tylko to ułatwiała. Nawet, gdyby mogła, to nie zamieniłaby tej roboty za nic. ZA NIC. Ale wróćmy do tego, co się teraz działo...
OdpowiedzUsuńLilia zmrużyła oczy, gdy tylko pojawił się obok niej Kiur. Była zawiedziona, że nie dał się zdenerwować. No ej, powinien się teraz wydrzeć, jak to głupia i nieodpowiedzialna jest, a wtedy suczka miała odpowiedzieć tak, żeby wkurzył się jeszcze bardziej! A tak, to wszystkie jej plany legły w gruzach.
Gdyby oba psy czytały w sobie w myślach, to mogłoby dość co najmniej do urwania uszu którejś ze stron. Lilię przed zarobieniem w pysk chroniła tylko przynależność do tak zwanej płci pięknej i rycerski honor zabraniający uderzać z mordą do damy. Wprawdzie Lilia ani szlachetna ani damulkowata nie była, ale nie zmieniało to faktu, że ano nie godzi się. O białym charcie na pewno nie można było powiedzieć, że jest mięczakiem, lizusem lub czymkolwiek innym w tych tonacjach, ale nie był też byle kundlem spod ławki: był ELEGANCKIM DŻENTELMENEM postawionym przez łaskawy los wyżej niż wszystkie inne psy. Był ich królem, emmm alfą, eee nieważne.
OdpowiedzUsuń- Po co się tak śpieszyć? - mruknął gładkim i pełnym dumy tonem, od którego Lilii mogła się co najwyżej zjeżyć sierść.
Ponownie zmrużyła oczy. Chyba jej trzeba jakieś okulary kupić. Meh.
OdpowiedzUsuń- A co? Wolisz wlec się jak kulawy kundel? - mruknęła bez żadnej nuty agresji. Co było dziwne, zważywszy na to, jak Lilia zachowywała się wcześniej. Może zmieniła zdanie, co do wysokiego chudzielca? Czy zwyczajnie jest zmęczona?
- Nie wiem, jak tobie, ale mi się nie chce powoli spacerować ze zdobyczą w pysku. - rzuciła mu jeszcze jedno spojrzenie i odwróciła głowę w przód, unosząc ją dumnie. Co mogło wyglądać dość zabawnie przez jej postawę i to, że zazwyczaj tak nie robi. I przez jej zimne, błękitne oczy.
W sumie, to Kiurowi też. Autorka nie ma na tyle pomysłu, że albo chart cały czas mruży oczy, macha ogonem lub cokolwiek, ale to już zupełnie inna historia. Przejdźmy do rzeczy. Zamiast wpatrywać się w te jej piękne, zimne, błękitne oczy po prostu poszedł dalej. Kierunek: Dworzec. W głębi serca liczył też, że Lilia pójdzie za nim bez kolejnych komentarzy.
OdpowiedzUsuńWkrótce dotarli w "miejsce docelowe". Park w końcu wcale nie był tak bardzo oddalony od Dworca. Przekraczając jego próg, Kiur poszedł jeszcze kawałek i nie minął moment, a upuścił zwierzynę, którą niósł.
- Zanieś tam, gdzie trzeba. - rzucił krótko i udał się "do siebie", zostawiając suczkę z nowym zadaniem.
Niech robi najwięcej jak się da, zanotowałby w swoim kalendarzyku, gdyby 1) miał go i 2) umiał pisać, a jak wiadomo u zwierząt z tą umiejętnością naprawdę ciężko.
/zt?
Gdy Kiur wydał jej kolejne POLECENIE, zmrużyła oczy i warknęła gdy tylko się oddalił. Spojrzała zimnym, nieznoszącym sprzeciwu wzrokiem na wchodzącego właśnie Pomruka i przyciszonym głosem poprosiła go, aby zaniósł zdobycze do reszty. Machnęła parę razy ogonem, a gdy kiwnął głową, uśmiechnęła się z wdzięcznością i odeszła. Widzisz, Kiurze? Gdybyś zachowywał się MIŁO, to tak samo piękna Lilia traktowałaby ciebie. No cóż, jego strata.
OdpowiedzUsuń//zt
Usuń