piątek, 22 lipca 2016
Opuszczona szkoła
Rozległy budynek tknięty czasem jak wszystkie inne w okolicy - kiedyś służył dorosłym ludziom do pozbycia się swoich dzieci na kilka godzin (czyt. edukacji xD), a teraz stanowi przystań i skupisko zwierząt przemierzających okolicę. Pełen najróżniejszych sal i zakamarków. Okolony jest skrawkiem zieleni. Jako, że jest to dość duże miejsce, to można tu prowadzić kilka sesji na raz.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Srebrna przechadzała się korytarzami wielkiego, starego, lekko zawalonego budynku ludzi. Nie wiedziała, po co ich młode tu chodziły, ale widocznie musiały. Może uczyli je tu czegoś? Przeżycia, polowania? Może. Ale kogo to obchodzi? Ludzi już tam nie ma od dawna, więc po co sobie tym zaprzątać głowę?
OdpowiedzUsuńPrzeszła jeszcze raz zawalonym korytarzem i położyła się wśród gruzów. A nuż kogoś spotka?
- Czego tu szukasz? - rozległo się warknięcie, gdy tylko usadowiła się między zniszczeniami.
OdpowiedzUsuńNie minęła chwilka, a pojawił się przed nią wielki kocur o grubym, szarym futrze. Gdy tylko obrócił się w jej stronę pyskiem, mogła spostrzec, że jeden z jego oczodołów jest pusty i częściowo zarośnięty futrem, a jego głowę przecina dawno już zasklepiona blizna.
- Czego tu szukasz? - powtórzył kocur nerwowo łypiąc zimnym wzrokiem na przybysza, trzepnął ogonem, zagradzając wielkim cielskiem miejsce, z którego doszedł do nich kolejny i równie ciężki tupot kocich łap.
Z jednego z dużych pudeł, które leżały porozwalane na podłodze, wygramoliła się biała kotka, by zobaczyć, co zakłóciło ich spokój. Uszy miała położone po sobie, ale nie wyglądała tak nieprzyjemnie jak jej towarzysz. Kocur spojrzał w jej stronę, skinieniem łba dając znak, by wróciła do legowiska. Niechętnie zrobiła jak jej polecono, ale w ostatniej chwili Srebrna mogła spostrzec, że brzuch białaski był wielki, a jej ruchy przez to ociężałe i powolne.
- Nie gap się - przerwał kocur zimnym tonem, cofając się tak, by zagrodzić Srebrnej drogę do legowiska kotki. - Nie potrzebujemy tu intruzów. Najpierw psy, a potem nieproszeni goście. To nasz dom.
Kotka, słysząc czyjś głos, drgnęła. Spojrzała na kocura i wstała, ale nie zjeżyła się. Jedynie patrzyła lekko zdziwionym wzrokiem na szarego kocura. Gdy ten ponowił pytanie, Srebrna skinęła głową i odezwała się:
OdpowiedzUsuń- Nie chcę wam zrobić krzywdy. Przeszłam tędy, aby szukać miejsca odpowiedniego, na legowisko dla mojej kociej grupy. - jej głos brzmiał pewnie i spokojnie, choć wewnątrz czaił się niepokój. A co, jeśli kocur nie będzie chciał słuchać wyjaśnień i zaatakuje? Miał co najmniej dwukrotną przewagę, zważywszy na to, że jest z nim inna kotka. Mimo tego, że wygląda na ciężarną, to prawdopodobnie choć trochę umie walczyć. Byli więc zagrożeniem, jednak Srebrna nie uległa.
- Dobrze. W takim razie daję wam propozycję. Możecie dołączyć do mojej grupy, która będzie was chronić, a w szczególności ciebie, - zwróciła się do białej kotki z lekkim uśmiechem - albo mogę stąd odejść bez zbędnych słów. Ale zapewniam, że nie jesteście tu długo bezpieczni. Jeśli psy tu były, to również wrócą. A fakt, że w mieście pojawiła się sfora, jeszcze potęguje zagrożenie. - jej spojrzenie było stanowcze, ale nie zimne. Nie chciała przecież zrazić do siebie kotów, a tym bardziej ich wystraszyć.
- Co to za dziecina...
OdpowiedzUsuń- Daj jej spokój, Zmrok. - przerwała mu biała kotka, ponownie wychylając łeb z legowiska, ale tym razem z pozycji leżącej.
Zerknęła przyjaźnie w stronę przybyszki. Jej partner potrafił być naprawdę namolny, a nawet agresywny i niebezpieczni wobec obcych ze swojej nadopiekuńczości. Owy fakt spotęgowała w dodatku jej ciąża. Kocięta miały przyjść na świat lada dzień.
- Sfora - powtórzył Zmrok. - A więc uciekamy przed tym samym wrogiem. Owszem, pojawiła się sfora. Większa niż pozostałe, a jej przywódca jest ponoć na tyle zuchwały, by stale poszerzać terytorium. Na czym się to skończy? Zdobyciu całego miasta i wypędzeniu z niego wszystko, co żyje i nie szczeka?
- Wybacz niemiłe powitanie - miauknęła ponownie białaska. - Widzisz, nie wszystkie koty są przyjaźnie nastawione. Zmrok w przeszłości należał do gangu.
Kocur zmarszczył nos, gdy tylko podjęła te kwestię.
- Myślę, że powinniśmy dołączyć do tej grupy. - zwróciła się do niego.
- Sama wiesz, że grupy... - łypnął na nią jedynym okiem, a potem na Srebrną.
- Jestem Jaskółka i uważam, że jeśli w mieście da się jakoś przeżyć, to tylko w grupie. - powiedziała do Srebrnej, po chwili posyłając jej delikatny uśmiech. - A to jest Zmrok, wybacz mu kłapanie zębami. Tutaj jest bezpiecznie, psy tu nie chodzą. Weź swoje koty, przyprowadź je. Co nam szkodzi?
Zmrok skinął tylko łbem i westchnął. Wiedział, że termin przyjścia na świat kociąt zbliża się niemiłosiernie, a wybranka jego serca, co nigdy nie znała smaku bycia w gangu, łaknęła bezpiecznego domu, który zapewnić mogły tylko inne koty. Przetrwanie w mieście zależało na tym kogo ma się u boku...
Srebrna już była gotowa do odparcia możliwego ataku ze strony negatywnie nastawionego kocura, ale powstrzymała go jego towarzyszka. Przywódczyni grupy kotów złapała przyjazne spojrzenie ciężarnej i odwzajemniła je. Przytaknęła na słowa Zmroka.
OdpowiedzUsuń- Nic nie szkodzi. Wiem, że niektóre koty z zewnątrz mogą być źle nastawione. - odparła spokojnym głosem. Gdy kotka przedstawiła siebie i towarzysza, szara kotka skinęła głową z wdzięcznością.
- Dziękuję. Przyjdziemy, jak tylko weźmiemy wszystko z obozu. Nie ma sensu zostawiać upolowanego jedzenia. - spojrzała w bok na dziurę w ścianie, chcąc zobaczyć, czy nadal świeci słońce. - Uważajcie na siebie, proszę. - ruszyła dość szybkim krokiem w stronę jednej z większych dziur i wyskoczyła na zewnątrz. Dobrze, że było to ledwie pierwsze piętro, więc nie zrobiła sobie nic poważniejszego. Tylko trochę zabolały ją łapy. Truchtała w stronę parku, tam, gdzie był ich tymczasowy obóz. Gdy przyprowadzi resztę, będzie łatwiej przetrwać. Co jak co, ale cztery koty zdolne do walki to więcej, niż trzy, czyż nie? Poza tym jeśli kotka spodziewa się kociąt, to już niedługo będzie pierwsze pokolenie kociaków grupowych. Znając życie będą co najmniej dwa, więc gdy wyrosną na silne koty, będą nawet lepsze, niż losowe koty z ulicy.
Gdy tylko Srebrna potruchtała w kierunku obozowiska odprowadzana nieufnym wzrokiem jednookiego, to jeden z psów znajdujących się na zewnątrz podjął jej trop. Szpon został wysłany na zwiady. Chcąc wyrwać się choć na moment z dworca, entuzjastycznie przyjął propozycję, a raczej ROZKAZ Kiura. Wielokrotnie zastanawiał się nad opuszczeniem sfory. Biały chart strasznie się rządził, nie miał szacunku do żadnego innego psa, a wszystkich obcych kazał przeganiać lub jeśli stawiali opór... lub robić to siłą - w ten czy inny sposób. Miał dosyć słuchania rozkazów i bycia pod presją, ale wiedział, że jeśli sfora rzeczywiście zawładnie całym miastem, to jako zdrajcę czekałaby go pewna śmierć z łap Kiura lub innego z członków sfory. A poza tym trzymała go tam Trzask, ale to już inna historia. Nie teraz, proszę. W każdym razie zwietrzywszy kotkę, pobiegł ku niej.
OdpowiedzUsuń- Czego tu szukasz? - zapytał, ale bez większej agresji w głosie, nie polował na koty. - Tu nie czeka cię nic oprócz śmierci.
Srebrna truchtała w stronę wielkiego drzewa, na którym tymczasowo zatrzymała się jej grupka, gdy nagle usłyszała odgłos łap, po czym do jej nosa dotarł zapach... Psa! Po chwili powietrze przeciął jego głos. Kotka ze spokojną miną stanęła i spojrzała na kundla, który odważył się przerwać jej wyprawę.
OdpowiedzUsuń- Dobrze. Nie zamierzam wchodzić wam w drogę. Daj mi przejść, a przysięgam, że moja łapa nigdy więcej tu nie stanie. - mówiła z miną spokojną i kamienną, ale jej serce mówiło WIEJ! UCIEKAJ! JUŻ! Jednak ona nie chciała wyjść na tchórza, więc wolała wyjaśnić tą sprawę na spokojnie. Wyczuła w głosie psa brak agresji, więc może da jej odejść w spokoju.
- Nie zrobię ci krzywdy - odezwał się Szpon cicho, wiedział że kotka może się go bać. - Nie jem kotów. To tylko rada. Po prostu nie chcę przyczynić się do śmierci większej ilości stworzeń niż muszę, by sam przeżyć. W mieście jest sfora, do której mam nieprzyjemność należeć. Jej przywódca nienawidzi obcych i zamierza wkrótce zająć całe miasto. Jeśli chcesz żyć spokojnie, to odejdź.
OdpowiedzUsuńPrzełknął ślinę. W tym tygodniu lider kazał mu - nie, zmusił go! Tak... zmusił do zabicia agresywnego intruza za to, że tamten nie opuścił terenu, nie oddał "skradzionej" zwierzyny i zagroził, że rozpruje gardło każdemu psu, który będzie próbował go przegonić. Wprawdzie był agresywny, ale... Szpon wierzył, że to nie było konieczne. Nienawidził zabijać i od tego momentu zaczął nienawidzić bycia w sforze.
Kotka z zaciekawieniem przyjrzała się psu po pierwszym zdaniu. Nie zamierza jej zabić, rozszarpać i zjeść? Łoł. Dziwne? Ale nie zamierzała się nad tym rozwodzić. Reszta wypowiedzi zaciekawiła ją bardziej. Nie chce należeć do sfory?
OdpowiedzUsuń- Skoro nie lubisz być w sforze, to czemu nie odejdziesz? Możesz uciec, przecież jest masa miejsc, gdzie cię nie znajdą... - Łoł. Łoł. Łoooooł. Pomagała psu. A przynajmniej próbowała... Nienawidziła tych istot, ale gdy czasem trafił się taki miły, to czemu by nie porozmawiać?
- Zawsze możesz poszukać innego psa, albo jakiejś grupy zwierząt silniejszych, niż psy. Może chcieliby ci pomóc? - kto wie? Ale Srebrna nie zamierzała przyjmować do grupy żadnych psów. Tym bardziej, jakby swoim zniknięciem sprowadzały niebezpieczeństwo na jej grupę. O nie. Może jakby był samotny, nikt nie chciałby go zabić za odejście, to MOŻE by go przyjęła, ale nie w takim stanie. Szkoda jej było zwierzaka, bo widziała, jak cierpi, ale co mogła zrobić? Tylko współczuć.
- Bo niedługo zajmą całe miasto? I miłość mojego życia tak tam jest? Tak trochę. - na wpół na poważnie i na wpół na żarty. - Kiur rozszarpie każdego zdrajcę. Jest nie tylko silny, ale i ma kontakty. W całym mieście, bywa wszędzie. Nie będzie tu spokojnie póki on się nie wycofa.
OdpowiedzUsuńTaka prawda. A na dodatek z każdą chwilą niepewności skundlonego rottweilera zaufanie charta do niego malało.
- Widziałem jednookiego i tę ciężarną kotkę. Uciekali przed jednym z członków sfory. Wiem, że poszłaś do nich. Bo po co innego? Mogę was kryć, ale nie obiecuję sukcesu.
Kotka zmartwiła się. Nie ma szans w pięć kotów z wielką sforą psów. Ale słowa psa martwiły ją bardziej. On się tam męczy z dwóch powodów, nie do końca szczęśliwych. Meh.
OdpowiedzUsuńNagle spojrzała na niego z przerażeniem. Widział ich? O nie... Chwila...
- Jakbyś mógł, to serio, dziękuję. Jestem twoją dłużniczką. Jakbyś kiedyś potrzebował pomocy, to wytarzaj się w czymś, co zamaskuje twój zapach, aby cię nie znaleźli i wiesz, gdzie nas szukać. - uśmiechnęła się krzywo. Źle było, w końcu sfora grasuje w pobliżu, ale ma szczęście, że trafiła na tak miłego psa.
- Więc... Życzę powodzenia. I w sforze, i w miłości. - skinęła głową i chciała odejść.
Szpon uśmiechnął się w odpowiedzi i skinął łbem. Pies życzący dobrze kotu? A w dodatku rottweiler? Nie, nie może być. W każdym razie dał jej odejść, a sam powlókł się z powrotem na dworzec. Jednakże Srebrną czekała kolejna przeszkoda w drodze do obozowiska.
OdpowiedzUsuń- RATUNKU! - usłyszała głośny pisk.
W miejscu, gdzie studzienka kanalizacyjna była otwarta znajdowała się naciągnięta do granic szmata zaczepiona o jakiś słup. Natomiast w środku otworu zwisał za nią ciemnobrązowy kociak.
- POMOCY! - zaskrzeczał ponownie.
Srebrna, znów truchtem kroczyła w stronę drzewa. Nagle usłyszała pisk. Prawdopodobnie należał do kociaka. Szybko zlokalizowała źródło dźwięku i zajrzała do studzienki. Wisiał tam... Brązowy kociak. Zaczepiony był na szmatce, która wyglądała, jakby zaraz miała pęknąć.
OdpowiedzUsuń- Nie szarp się, wyciągnę cię. - powiedziała dość spokojnym głosem, choć drżała w nim nutka strachu. Złapała tylną łapą materiał i odciągnęła go trochę od studzienki, wciągając malucha bliżej i schyliła się, aby złapać kociaka za kark. Ostrożnie wyciągnęła go i postawiła na asfalcie obok.
- Wszystko w porządku?
Mały kociak zapiszczał przeraźliwie, gdy działania Srebrnej doprowadziły do gwałtownego poruszenia szmatką. Gdy tylko znalazł się na powierzchni, wbił pazurki w podłoże jakby to miało chronić go przed upadkiem.
OdpowiedzUsuń- M-usisz pomóc m-amie - wyjąkał, podnosząc łebek i patrząc z nadzieją na kotkę. - Ja b-biegłem po pomoc. Mama była ranna. O, tutaj.
To mówiąc, wskazał łapą szyję, rozmazując przy okazji osiadłe na futrze błoto.
- I... Od kilku godzin nie mogłem jej obudzić! - dodał, trzęsąc się. - Mama walczyła z lisem! Uratowała mnie. I.powiedziała bym był... dzielny. Musisz pomóc, proszę.
- Prowadź. - rozkazała, ale głosem w miarę spokojnym, aby nie przestraszyć dzieciaka. Jednak kolejne jego słowa ją przeraziły. Czyli... Jego matka prawdopodobnie nie żyje... Nie chciała mu tego mówić teraz, wolała, aby maluch mógł się z nią pożegnać sam na sam. Do jej oczu chciały napłynąć łzy, ale zacisnęła powieki i puściła łapą materiał. Chciała powiedzieć coś więcej, ale jakby powiedziała, że pomoże, to kociak mógłby uznać ją za kłamcę. Ale jeśli nic nie powie, to raczej będzie lepiej. No cóż... Była to bardzo przykra sytuacja... To nie powinno się tak kończyć.
OdpowiedzUsuńPo chwili dotarli w miejsce, gdzie leżało ciało kotki. Była biała, ale jej futro zdążyło już pokryć się szarością kurzu. Jej szczęki były rozchylone, niewidzące ślepia wpatrywały się tępo przed siebie w bliżej nieokreślonym kierunku. Wokół szyi matki kociaka widniała przyschnięta już plama ciemnego brązu łamanego z poczerniałą lecz wyraźną czerwienią.
OdpowiedzUsuń- Mama! - pisnął kociak i zanim Srebrna zdążyłaby zareagować wtulił się w białe futro, wciskając w nie łebek. - Przyprowadziłem pomoc. Byłem dzielny jak kazałaś. Ona nam pomoże.
Kotka szła za kociakiem. Gdy dotarli, Srebrna była już pewna, że jego matka nie żyje. Spojrzała na białe futro smutnym wzrokiem i dotknęła nosem jej boku. Była zimna. Jej wzrok utkwił w jakimś krzaku. Jednak najgorsze było jedno... Jak ona wytłumaczy kociakowi, że jego rodzicielka nie żyje? To było bardzo przykre... Możliwe, że kociak nie będzie chciał w to uwierzyć, albo ją znienawidzi... Ale trzeba mu to jakoś przekazać...
OdpowiedzUsuń- Twoja mama na pewno byłaby dumna. Ale... Twoja mama... Zasnęła na zawsze... - wzrok Srebrnej był smutny, ale starała się patrzyć na kociaka pocieszająco. Sama prawdopodobnie by się rozpłakała, gdyby nie fakt, że musi być silna. Kociak musi widzieć w niej kogoś silnego, kto pomoże mu, a nie wiotką kluchę, która nawet nie umie powstrzymać łez.
- Jak to!?- zdziwił się kociak.- Zasypia się po to, by sie obudzić i urosnąć. Tak mówi mama. Mamo!
OdpowiedzUsuńKociak ponownie przytulił się do ciała kotki, nie zważając na to, co mówiła Srebrna.
- Obudź się - pisnął głosem bliskim płaczu.
Czemu mama nie wstawała? Przecież spanie tak długo nie jest fajne ani zdrowe... a poza tym mama nie mogła już urosnąć. Chyba.
- Pomóż - zwrócił się do Srebrnej ponownie.
Słysząc słowa malucha, dostała nowego pomysłu. Jednak nadal - sytuacja ta była bardzo przykra. Kociak, który stracił matkę, przez długi czas będzie czuł się samotny.
OdpowiedzUsuń- Wiesz... To jest taki inny sen. Sen, z którego się nie budzisz. Nastaje on wtedy, gdy zwierzę zostało zbyt mocno ranne, lub bardzo chore. Takie zwierzę nie może być tutaj, ale zawsze będzie nad tobą czuwać. Jestem pewna, że twoja mama chciałaby, abyś dla niej był silny. Abyś urósł, był dużym i silnym kotem. Najsilniejszym w mieście. - powiedziała to głosem spokojnym, aby nie sprawić kociakowi przykrości. Może gdy opowie mu to w taki sposób, to kociak zrozumie, że jego mama nie wróci. Choć sama nie chciałaby, aby ktoś jej bliski tak niespodziewanie umarł...
- I mama... będzie spać? Cały czas? - wyjąkał kociak, czując łzy w oczach i wciąż tuląc się do ciała matki. - Jak ja mam być silny, gdy teraz... j-jestem sam?
OdpowiedzUsuńUsiadł w bezradności, wpatrując się tym razem w Srebrną. No, co zrobisz, przywódczyni kociej grupy?
- Ja nie chcę - szepnął cichutko.
Kotka niechętnie przytaknęła na pierwsze pytania kociaka. Wysłuchała go. Był bardzo smutny, cała sytuacja była strasznie przykra. Co mogła zrobić?
OdpowiedzUsuń- Taka jest kolej rzeczy. Mama pewnie obserwuje cię i wierzy, że dasz sobie radę. Chodź ze mną. Nie możesz tu zostać, coś cię zje. Nie jesteś sam. - mówiła coraz ciszej. Ostatnie zdanie wręcz wyszeptała. Otuliła malucha ogonem.
- Dobrze - przyznał niechętnie maluch, ale po chwili znowu obrócił się w stronę rodzicielki. - Papa, mamo.
OdpowiedzUsuńNastępnie z powrotem skierował się w stronę przywódczyni kociej grupy, by iść tam, gdzie ona mu pokaże. Wciąż miał łzy w oczach, ale starał się tak bardzo tego nie okazywać. W końcu miał być silny.
- Dokąd idziemy? - zapytał, starając się nie patrzeć w stronę ciała.
Po chwili przypomniał sobie, że jeszcze się nie przedstawił przed starszą kotką.
- A tak w ogóle, to jestem Wrzos.
Srebrna lekko wstała na łapy i rzuciła spojrzenie na kociaka, który żegnał się z mamą. Było to bardzo przykre. O to, czy kociak przeżyje, nie trzeba się martwić. Gorzej będzie, jak nie będzie chciał się uczyć polowania i walki. Przecież jak dorośnie, nie może być kluchą, która nawet się obronić nie może. Na razie jednak trzeba poczekać, aż będzie starszy. Musi odpocząć po tym, co się stało.
OdpowiedzUsuń- Idziemy do moich... przyjaciół. Potem pójdziemy do takiego wielkiego budynku, w którym zostaniemy. - wytłumaczyła tak, żeby kociak mógł zrozumieć. W końcu to tylko kociak, mógł nie być nauczony niektórych słów.
- Ładne imię, Wrzos. Jestem Srebrna. - uśmiechnęła się ledwo zauważalnie. Dobrze, że maluch nie będzie wiecznie płakać. Przynajmniej może wróci do normalnego życia...
- Mama mówiła, że tu jest niebezpiecznie. - odpowiedział Wrzos, idąc za Srebrną. - Bo w okolicy mieszka dużo psów. Widziałem takiego dużego... był czarno-brązowy.
OdpowiedzUsuńWidział dużego psa w typie rottweilera węszącego w okolicy opuszczonej szkoły. Nie mógł znać tego psa z imienia, ale tak, był to Szpon patrolujący teren. Miał szczęście, że trafił akurat na tego psa. Inny mógłby pogonić go bez gadania. Wzjaemna niechęć obu gatunków była przecież znana od wielu pokoleń.
- Oni mogą nam zrobić krzywdę, prawda? - zapytał, ale przynajmniej już nie płakał.
- Bo jest niebezpiecznie. Ale tam nam nic nie grozi. - odparła spokojnie, zerkając co chwila, czy maluch idzie za nią. Słysząc opis psa, wręcz zamarła. Szła dalej, ale przestraszyła się. Czyżby napotkał tego psa, z którym widziała się wcześniej? Możliwe. Miał szczęście, że trafił akurat na niego, bo mogłoby go już tutaj nie być.
OdpowiedzUsuń- Mogą. Na psy trzeba bardzo uważać. Mogą być przyjazne, ale zazwyczaj takich nie ma. Więc jak zobaczysz jakiegoś psa, to mi powiedz. - odpowiedziała. Dobrze, że kociak już nie płakał, ale dziura w sercu pozostanie mu na długo. W końcu to strata rodziny...
Po jakimś czasie w końcu dotarli do prowizorycznego obozowiska grupy Srebrnej. Wędrówka przebiegła w miarę sprawnie i bezpiecznie bez nowych niespodzianek. Cóż, niespodzianek dla młodej przywódczyni wystarczy na jakiś czas. Przynajmniej w jej grupie pojawiły się nowe koty. Teraz tylko czekała ich przeprowadzka do gmachu szkoły. Grupa rozrastała się, było dobrze. Ale w okolicy była sfora i póki ona nie zniknie dla kotów nie będzie bezpiecznie...
OdpowiedzUsuń/KONIEC!