Chcecie się podzielić jakimś offscreenowym fragmentem z życia Waszej postaci? A może znudzili Wam się inni gracze i wolicie popisać sami ze sobą. Takie samodzielne opowiadanka są mile widziane tutaj. Wstawiajcie, a ja wkleję je w osobny post. Zezwalam też na wymyślanie drugoplanowych postaci.
:)
>>art zrobiony przez użytkownika Deviant Arta oOLuccianaOo<<
W rocznicę Powstania...
OdpowiedzUsuńKiedy Ildiko była w dużym mieście, gdzie ludzie żyli w najlepsze i nie martwiąc się o swoją egzystencję, zorganizowano spotkania z prezydentem, urzędnikami itp. Dla bezpańskich psów, w tym dla Ildiko nie było dobrych wiadomości. Wg miejskich władz i porządkowych służb było to niedobro narodowe, które błaga o resztki jedzenia i zaśmieca trawniki. Nie było innej drogi, trzeba było się ich jakoś pozbyć. Tylko jak?
Kiedy sunia znalazła swoją ,,pierwszą miłość" i wyszla z Lolkiem, dla ciekawskich, na schadzkę, dowiedziała się kilku nieprzyjemnych faktów. Lolo jest potomkiem największej psiej plotkary w okolicy, więc dowiedział się od mamy, że jeśli w jakimś czasie zwierzęta nie znikną z ulic miasta, będzie wystawiona trutka prawie za każdym winklem...
-Ale jak to?-zdziwiła się Ildiko.
-Tak to, że lepiej się stąd zwijać -odpowiedział Lolek
-Przecież nigdzie nie znajdziemy lepszego schronienia niż w naszym Mieście.
-Lepiej żyć w szałasie niż paść trupem.
-W sumie prawda, ale ciężko jest opuszczać rodzinne ziemie.
-Zgadza się, musimy coś z tym zrobić, tylko jak przemówić do rozumu tych dwumetrowych dziadów?
-Tjaa...już widzę speców od psiej mowy-odparła suczka.
Gadka trwała jeszcze długo, a tym czasem w Mieście ginęły dziesiątki czworonogów. Ludzie uciekali się po ,,stare sprawdzone metody", jak:bicie na śmierć, zakopywanie żywcem, pranie w pralce, a urzędasy się tylko cieszyły i płaciły porywaczom-oprawawcom forsę. Jednak miejscowy TOZ uznał te metody za niehumanitarne, ale nie zorganizował psom schronienia. Była więc wystawiona trutka. Psy ginęły jeden po drugim, jak muchy, w tym zwierzaki z klanu plotkary.
Po tych zdarzeniach w sforach wybuchło powstanie. Watahy, choć gryzły i zabijały małych ludzi, padały martwe. Zwierzęta ogarnęło przerażenie i bezsilność, jednak walczyły do upadłego. I kiedyś jeden z nich odkrył wyryty w piachu szyfr: To była ich jedyna nadzieja, zakopano tam bowiem Atomowego Psa, którego należy szybko odkopać. Poszukiwania już się zaczęły, ale co dalej, opowiem w następnej części:)
Karolina! To już jest łamanie Regulaminu. Przecież pod każdym postem piszę Ci, co jest nie tak i że trzeba zajrzeć do zasad i do opisu fabuły. Ludzi na terenie naszej rozgrywki NIE ma. Miasto i okolica są opuszczone od wielu pokoleń po zdarzeniu określanym jako Kataklizm, które doprowadziło do zniknięcia mieszkańców. Owe wydarzenie jest sprawą jeszcze niewyjaśnioną zarówno dla graczy jak i postaci. Poza tym specjalnie umieściłam w Regulaminie zasadę, by ograniczyć brutalność, a katowanie, zakopywanie żywcem, topienie w pralce i ataki na ludzi (!!!) to duża, BARDZO DUŻA przesada, a nikt przecież nie chce, by blogowe opowiadania były jakimś konkursem kto zrobi straszniejsze... Proszę, bez creepypast.
UsuńCzytajcie regulamin. Nie mogę udostępnić tego opowiadania.