Blask
Zbliżał się wieczór. Blask wracał z udanego polowania, niosąc złowioną
łasicę w pysku i myśląc o czekającym go niebawem posiłku. Nie miał
stałego domu, więc ucieszył się, zauważywszy po drodze niewielką chatkę,
która kiedyś zapewne należała do leśniczego. Dziki kot nie miał jednak
prawa o tym wiedzieć. Nie miał kontaktu z ludźmi.
/zapraszam kogokolwiek na pisanie <3
Srebrna
Srebrna szła, otoczona wieczorną ciemnością. Las nie był tego dnia zbyt
zimny, dlatego nie musiała się martwić o chłód, lub ciepłe miejsce do
snu. Wręcz przeciwnie, mogła spać nawet gdzieś na ziemi, zakopując się w
liściach, lub zwyczajnie chowając się w trawie. Nagle wyczuła zapach
krwi, a tuż po nim woń kota. Skradała się w tamtą stronę powoli, choć
wiedziała, że w razie czego jej szybkość pozwoli jej na ucieczkę.
Blask
Kocur zastrzygł uszami, podnosząc łeb znad posiłku, gdy dotarły do niego
odgłosy spoza schronienia. Po chwili dobiegła do niego woń kota. Ufff,
po okolicy kręciło się ostatnio dużo psów, a wierzcie mi, że będąc
kotem, nie spotyka się ich przyjemnie. Położył łasicę na ziemi, wdrapał
się na parapet, a potem na okno, z którego nie pozostało więcej niż
tylko kawałki rozbitej szyby. Ostrożnie ominął ostre krawędzie i stanął w
oko w oko z przybyszką.
Srebrna
Niebieskooka wskoczyła na resztki parapetu i zobaczyła puszystego, burego kocura. Zmierzyła go wzrokiem.
-
Kim jesteś? - spytała. Oczekiwała odpowiedzi, w końcu kocur nie
wyglądał na typowego mordercę, który rozerwie cię na strzępy za jedno
słowo.
- Jestem Srebrna. Zamierzam stworzyć wędrowną grupę. Chciałbyś
może dołączyć? Jest parę zasad, ale myślę, że nie są jakieś straszne. -
spróbowała się uśmiechnąć. Rzadko to robiła.
Blask
- Blask - rzekł krótko grubasek, wychodząc Srebrnej naprzeciwko. - Wędrowną grupę? Skąd jesteś? Z miasta?
Uśmiechnął
się do siebie. Była dość szybka w swoich decyzjach jeśli jeszcze przed
poznaniem jego imienia proponowała mu włączenie się w jakąś inicjatywę.
Najpierw jednak chciał wiedzieć więcej. Nie tylko na temat samej
'inicjatywy', ale i kotki. Skąd przybywa, dokąd idzie... Te sprawy.
Ostatnimi czasy sporo się słyszało o kocich gangach powstających w
pobliskim miasteczku. Blask nie był jakoś specjalnie samotniczym typem,
ale wiedział, że nie wszystkie miejskie koty są godne zaufania.
Dowodziły temu blizny na jego pysku.
Srebrna
- Tak, wędrowną grupę. Chodzi tylko o to, żebyśmy pomagali sobie w
przeżyciu. I nie jestem z miasta, urodziłam się w lesie i tam żyłam
przez długi czas. - odpowiedziała srebrna kotka. Obeszła kocura dookoła.
Był troszkę gruby, miał długie futro. Właśnie, był gruby - czyli albo
dobrze polował, albo dobrze walczył i odbierał pożywienie innym
zwierzętom. Cokolwiek, ważne, że umie przetrwać i jak widać nie jest w
tym najgorszy.
Blask
- Hej, strasznie się spieszysz. Ledwo co poznałaś moje imię. - z
uśmiechem polizał się po łapie, na której widniała smuga krwi z jego
ostatniego posiłku. - I nie wiesz czy jestem kotem godnym zaufania.
Typowy
młodziak. Gdy w jego głowie zakiełkuje jakaś myśl, to chce zrobić to
jak najszybciej, czasem zapominając o wcześniejszym przygotowaniu. Inna
sprawa, że pomysł kotki wydawał mu się dość ciekawy.
Srebrna
- Może i się spieszę, ale nie mam zamiaru tu długo siedzieć. W mieście
znalazłam idealne miejsce na pierwszy obóz. - spojrzała w stronę
wysokich, zawalonych budynków, widniejących między drzewami. - Raczej
jesteś, skoro od początku nie zacząłeś warczeć i drapać w co popadnie,
aby mnie dorwać. - mruknęła. Usiadła, nadal będąc gotowa, aby w każdej
chwili móc uciec, lub się bronić.
Blask
- W mieście grasują kocie gangi - dodał Blask nieco poważniejszym tonem,
machnąwszy puszystym ogonem. - I psie sfory. Nie są to stworzenia godne
zaufania. Żeby tam przeżyć, to trzeba być w silnej i dobrze
zorganizowanej grupie. Coś o tym wiem. Trzeba byłoby ustalić terytorium i
mieć wolne łapy do pilnowania go.
Srebrna
- Właśnie dlatego kogoś szukam. Jeszcze żadnych gangów nie spotkałam,
więc jest w porządku. Ale koty się znajdzie w miarę wędrowania. Na razie
wystarczy to, żeby były koty, które umieją zdobywać jedzenie i w razie
czego się bronić. - rozejrzała się. Wyczuła jakiś dziwny zapach. Nie
znała go, prawdopodobnie to inne zwierzę.
Blask
- Wchodzę w to - odpowiedział Blask. - Nie jestem tu zbyt produktywny, nie mam zbyt wiele do roboty.
Uśmiechnął się, zerkając w tą samą stronę, w którą obejrzała się kotka. Teren czysty.
- Masz kogoś oprócz mnie?
Srebrna
Kotka uśmiechnęła się lekko do siebie na słowa kocura.
- Nikogo
jeszcze oprócz ciebie nie spotkałam. Założę się, że w mieście spotkamy
parę chętnych kotów. Miejmy tylko nadzieję, że nie będziemy musieli
walczyć z innymi kotami, lub co gorsza z psami. - ostatnie słowo wręcz
wypluła. Nienawidziła tych stworzeń. Zapchlone worki futra z wiecznie
zwisającym językiem, biegające w tę i z powrotem, machające ogonem tak,
jakby miał im zaraz odpaść. Może czasem zdarzały się wyjątki, ale
takiego psa widziała tylko raz.
Blask
- Psy - mruknął długowłosy kocur. - W mieście się od nich roi, a co
gorsza tworzą sfory. Kot, który zamierza tam przeżyć, potrzebuje
kryjówki, której nie dosięgną pyskiem.
Wskazał nosem w kierunku wystającej gałęzi jednego z drzew.
-
Tutaj jest gdzie uciec, a tam niekoniecznie. - dodał po chwili,
strzygąc uszami. - Chyba, że w opuszczonych mieszkaniach... na wyższych
piętrach.
Srebrna
- Nie martw się, spędziłam trochę czasu w mieście, wiem, jak się
schronić. Na początek można wykorzystać park, jest tam sporo drzew, w
dodatku jedno z nich tak ładnie opiera się o drugie, że jakby wyłożyć
jeszcze mchem, to bez problemu można chodzić jak na stabilnej ziemi.
Jest jeszcze jedno miejsce, które można by wziąć za pierwszy obóz.
Pośrodku jednej ulicy jest taki jednopiętrowy budynek, do którego żadne
zwierzę oprócz kota się nie dostanie. Pierwsze piętro jest zawalone i
przedzielone na takie jakby dwie części, jedna to prawie płaska
przestrzeń, z której wszystko widać, druga jest zawalona, ale jakby
powyciągać kamienie i dobrze wszystko poukładać, to nawet dobre
legowisko by było. - uśmiechnęła się do siebie.
Blask
- Brzmi nieźle, idziemy? - zaproponował w końcu kocur, gramoląc się niezgrabnie na cztery łapy.
Przynajmniej
znała swój cel, on nie miał tego komfortu. Żył dla siebie i żył chwilą
głównie po to, by przeżyć. Nigdy nie myślał o wstąpieniu do jakiejś
grupy, ale nie był też zamknięty na świat, więc gdy pojawiła się nowa
szansa (w postaci całkiem uroczej i powabnej samiczki), to postanowił
poważnie rozważyć propozycję, a przynajmniej zobaczy to, co ta chciała
mu pokazać.
Srebrna
- Moment, wydaje mi się, że coś poczułam. - powiedziała, rozglądając się
i wypatrując jakiegoś kształtu. - Idziesz zapolować, czy od razu
idziemy znaleźć schronienie? - spytała, nadal czujnie przeszukując teren
wzrokiem. Szukała jakiegoś innego kota, w końcu tylko te zwierzęta
powinny należeć do jej grupy.
Blask
- Co? - kocur zastrzygł uszami raz jeszcze, nosem spijając otaczające go zapachy. - Czyżby kot?
Być może kolejny wędrowiec stykał się z nimi na wspólnej ścieżce, a zatem kolejna szansa na poszerzenie inicjatywy Srebrnej.
- A może po prostu jesteś zbyt podekscytowana - mruknął z rozbawieniem w jej stronę.
Piołun
Jednak koty nie myliły się co do tego że coś wyczuły. Na szczęście dla
nich nie był to żaden pies lub inne dziadostwo które czai się w lesie,
tylko w ich stronę zmierzał Piołun. Kocur co jakiś czas z niepokojem
odwracał swój łepek w stronę z której przyszedł. Dosłownie przed chwilą
musiał uciekać z miasta pogoniony przez pojedynczego psa. Niestety czasu
na myślenie wtedy było mało, a pierwsze co rudemu przyszło na myśl to
drzewa, no i tak właśnie znalazł się w lesie. Parszywce na szczęście
odpuściły i na tę chwilę kocur był bezpieczny, uspokoił swój oddech i
zaczął pielęgnować swoje futro jednak nie mógł tam siedzieć cały dzień.
Oczywiście jak to miał w zwyczaju najpierw pomyślał jakie będą korzyści
jeśli pójdzie w stronę innych kotów. Piołun jednak zaufał swojej
szybkości w razie niebezpieczeństwa.
Spokojnym krokiem przemierzał ciemny las idąc w stronę zapachu kotów, aż po chwili do nich trafił.
- Witam - powiedział spokojnym głosem uważnie przyglądając się nieznajomym.
Srebrna
Srebrna wreszcie zobaczyła kota, którego wyczuła. Rudo-biały kocur
zbliżał się powoli w ich stronę. Niebieskooka zeskoczyła z parapetu i
przyjrzała się nieznajomemu.
- Witaj, jestem Srebrna. Jak brzmi twoje
imię? - jej oczy nadal patrzyły niespokojnie w jego stronę. W razie
ataku może się obronić, słabą kotką nie jest. Jednak kocur nie wyglądał
na agresywnego, więc raczej nie miała się czego bać.
Blask
- Miastowy, nie? - dołożył Blask, podchodząc do przybysza.
Wyglądał
na takiego, co ma za sobą niezły pościg. Na pewno miastowy, tam
niebezpieczeństwo czaiło się na każdym kroku. Jednak grubasek nic do
mieszczuchów nie miał, nie zdążył sobie narobić wystarczającej ilości
wrogów, by zacząć ich zauważać. Do Piołuna podszedł zatem z uśmiechem.
Piołun
Pomimo iż koty nie rzuciły się na Piołuna z kłami i pazurami ten cały
czas nie oddychał z ulgą, przecież nie można tak od razu być pewnym
zamiarów innych. Rudzielec spojrzał na Srebrną, i zawahał się przed
powiedzeniem imienia. Przecież zawsze można skłamać... pomyślał jednak
nie! On kłamcą nie jest, kłamcami mogą być te kundle.
- Jestem
Piołun - powiedział wyzbywając się niepewności, a potem przeniósł wzrok
na drugiego - grubego kota. No proszę, proszę komuś się nieźle wiedzie.
-
Trochę tu, trochę tam, ale zazwyczaj w mieście. - Piołun myślał że
wyzbył się wszelkich oznak mówiących o tym że przed czymś uciekał a
tu... klapa.
Srebrna
- Jesteś sam? - spytała kotka, siadając jak gdyby nigdy nic. Nie było to
mądre, bo zawsze mogło się okazać, że kocur tylko na to czekał, aby móc
rozszarpać ją na strzępy przez chwilę nieuwagi, ale miała przecież
siłę. I Blaska, który w razie czego pewnie by jej pomógł, co nie? Jednak
już zauważyła pierwszą jego cechę - dużo wędruje. Skoro mówi, że był
"trochę tu, trochę tam", to znaczy, że nie przeszkadza mu zmiana miejsca
zamieszkania. Świetnie.
Blask
- Przed czym uciekałeś? - zapytał Blask, rozglądając się na około. - Bo widać po tobie, że przed czymś uciekałeś.
Zaśmiał się serdecznie, machnąwszy łapą w kierunku, z którego przybył kocur.
-
Moja znajoma zapewne ma ci coś do powiedzenia... - dopowiedział po
chwili, wiedząc iż niedługo nie powstrzyma kotki przed wdrożeniem
"nowego" w swój karkołomny plan.
Niech przynajmniej ma szansę na ucieczkę, zażartował w myślach.
Piołun
Czy jest sam, a po co tej kotce była taka wiedza? To wszystko sprawiało
że kocur stawał się jeszcze bardziej nieufny i zrobił mały krok w tył.
-
Tak - odparł spoglądając na kotkę, jednak kątem oka spoglądał w stronę z
której przybył. Czy jednak zrobił błąd przychodząc tutaj? Przecież tuż
po pościgu mógł wrócić do miasta, ale tam też czaiło się
niebezpieczeństwo w postaci psów.
- Wspólny wróg - powiedział, mając
nadzieje że leśne koty zrozumią to o co Piołunowi chodzi. Przecież
każdy zna największego wroga kotów - psa, to było takie oczywiste. A cóż
takiego ta kotka która go wypytywała o dziwne rzeczy chciała powiedzieć
nieznajomemu? Żółte oczy spoczęły na niej.
Srebrna
- Właśnie, wspólny wróg... - szepnęła trochę do siebie. No przecież,
uciekał przed psem! - Nie chciałbyś może przestać wałęsać się sam i
dołączyć do nas? Mamy zamiar stworzyć grupę kotów, gdzie każdy będzie
pomagał każdemu. Nie ma podziału na najważniejszych i na koty, które nic
nie znaczą. Każdy ma prawo zabrać głos. - wytłumaczyła dokładnie,
próbując wyglądać jak najbardziej poważnie. Nie chciała go przecież
przestraszyć. - Żebyśmy nie dali się łatwo znaleźć i rozszarpać, byłaby
to grupa wędrowna. Kryjówkę byśmy zmieniali co parę dni, tak dla
bezpieczeństwa.
Blask
- Przeciwko "wspólnemu wrogowi" - dopowiedział z radością grubasek.
Trzy
koty w drużynie to już coś. Zawsze więcej łap do pomocy i więcej pysków
do rozmowy. Jedyna wada dużego towarzystwa to chyba fakt iż trzeba
dzielić się żarciem, ale jeżeli dobrze się poluje, to mały problem.
- Idziemy się zakwaterować w mieście - dodał Blask, by zgasić ciszę.
Piołun
Piołun nie wiedział co dokładnie ma odpowiedzieć. Nie spodziewał się że
ktoś wypali do niego z propozycją dołączenia do gangu, grupy, drużyny.
Znali się dopiero od kilku godzin i od razu takie coś. Równie dobrze to
on mógł mieć jakieś złe zamiary, jeszcze raz przyjrzał się kotą. Jeden
grubas zapewnię niezbyt szybki jednak silny, a druga kotka, możliwe że
również silna, ale też naiwna. No chyba że to on jest naiwny.
- I
jest was tylko dwójka? - spytał, jednak możliwe że odpowiedzi nie zdołał
usłyszeć bo już w jego głowie powstał nielubiany rozgardiasz. Jeżeli
pójdę z nimi możliwe że częściej będę coś jadł... mówił jeden głos, ale
ich jest tylko dwójką! Podpowiadał drugi. I tak przez dłuższy czas dwa
głosy dyskutowały w główce Piołuna, aż jeden - możliwe że ten
nierozsądny wygrał.
- Będziesz tego żałował, zobaczysz - mruknął
cicho do siebie a potem uniósł łeb i spojrzał na dwójkę kotów. - A więc
niech będzie, mogę dołączyć do tej waszej - niedorzecznej dodał w głowie
- grupy...
Srebrna
- Na razie jest nas dwójka, ale mam nadzieję, że będzie więcej. -
odpowiedziała na jego pytanie. Ucieszyła się, słysząc pozytywną
odpowiedź. Skoro dołączył, to trzeba albo iść na polowanie, albo
przygotować pseudo-obóz do snu, w końcu jest późno.
- Teraz jest
pierwsza decyzja, idziemy najpierw zapolować, czy przygotować obóz i
polujemy jutro? - spojrzała na księżyc i przymknęła oczy. Nie świecił
szczególnie jasno, jednak wystarczająco, aby na chwilę oślepić
niebieskooką liderkę grupy trzech kotów.
Blask
- Idziemy spać - zadecydował Blask, wskazując łapą chatkę. - W tym
miejscu nic nie powinno nas niepokoić. Jutro idziemy do miasta, tam
znajdziemy jakiejś schronienie wśród tych gruzów, a na razie jedyne, co
mi pozostaje, to zaprosić was na kilka kęsów łasicy, którą złapałem
rano.
Może ci dziwni goście wyjdą mi na dobre, pomyślał, schudnę
chociaż. Nie żeby czuł się jakoś przytłoczony swoją posturą noale...
wiecie. Różnie bywa. Drugą połówkę też trza sobie kiedyś znaleźć.
Poprowadził zatem gości do znalezionego przez siebie miejsca...
/koniec sesji, dajcie po odpisie i wkleję to w osobny post
Piołun
Decyzje, decyzje i jeszcze więcej decyzji no jak tak można? Piołun
klapnął swoim tyłkiem na ziemi i znów zaczął robić to co umie najlepiej -
rozmyślać. Przecież niebezpiecznie byłoby polować o tej porze, przecież
o zmroku w lesie jest jeszcze gorzej! Znów zaczął zliczać argumenty a z
jego rozmyślań wyrwał go głos jednego ze swoich znajomych.
-
Zgadzam się z... - i tutaj spojrzał swoimi żółtymi oczyskami w stronę
kocura, którego imienia nawet nie znał. Jakie to niedorzeczne... Piołun
wstał na swoje łapy i powlókł się powoli za innymi kotami. Kto wie co
jutro nadejdzie
Czy powinnam podawać nicki autorów, a może imiona wystarczą?
Imiona wystarczą ^^
OdpowiedzUsuńZgadzam się :D
OdpowiedzUsuń