piątek, 22 lipca 2016

Las

Okalający okolicę las mieszany, który od zawsze był domem najróżniejszych stworzeń. Dogłębny wygląd tego miejsca również pozostawiam Waszej inwencji twórczej. Możecie tworzyć sobie jeziorka, strumyki, ale z umiarem i z rozsądkiem. Wzgórz może być kilka, a nie pięćdziesiąt.

65 komentarzy:

  1. Zbliżał się wieczór. Blask wracał z udanego polowania, niosąc złowioną łasicę w pysku i myśląc o czekającym go niebawem posiłku. Nie miał stałego domu, więc ucieszył się, zauważywszy po drodze niewielką chatkę, która kiedyś zapewne należała do leśniczego. Dziki kot nie miał jednak prawa o tym wiedzieć. Nie miał kontaktu z ludźmi.
    /zapraszam kogokolwiek na pisanie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Srebrna szła, otoczona wieczorną ciemnością. Las nie był tego dnia zbyt zimny, dlatego nie musiała się martwić o chłód, lub ciepłe miejsce do snu. Wręcz przeciwnie, mogła spać nawet gdzieś na ziemi, zakopując się w liściach, lub zwyczajnie chowając się w trawie. Nagle wyczuła zapach krwi, a tuż po nim woń kota. Skradała się w tamtą stronę powoli, choć wiedziała, że w razie czego jej szybkość pozwoli jej na ucieczkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocur zastrzygł uszami, podnosząc łeb znad posiłku, gdy dotarły do niego odgłosy spoza schronienia. Po chwili dobiegła do niego woń kota. Ufff, po okolicy kręciło się ostatnio dużo psów, a wierzcie mi, że będąc kotem, nie spotyka się ich przyjemnie. Położył łasicę na ziemi, wdrapał się na parapet, a potem na okno, z którego nie pozostało więcej niż tylko kawałki rozbitej szyby. Ostrożnie ominął ostre krawędzie i stanął w oko w oko z przybyszką.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niebieskooka wskoczyła na resztki parapetu i zobaczyła puszystego, burego kocura. Zmierzyła go wzrokiem.
    - Kim jesteś? - spytała. Oczekiwała odpowiedzi, w końcu kocur nie wyglądał na typowego mordercę, który rozerwie cię na strzępy za jedno słowo.
    - Jestem Srebrna. Zamierzam stworzyć wędrowną grupę. Chciałbyś może dołączyć? Jest parę zasad, ale myślę, że nie są jakieś straszne. - spróbowała się uśmiechnąć. Rzadko to robiła.

    OdpowiedzUsuń
  5. - Blask - rzekł krótko grubasek, wychodząc Srebrnej na przeciwko. - Wędrowną grupę? Skąd jesteś? Z miasta?
    Uśmiechnął się do siebie. Była dość szybka w swoich decyzjach jeśli jeszcze przed poznaniem jego imienia proponowała mu włączenie się w jakąś inicjatywę. Najpierw jednak chciał wiedzieć więcej. Nie tylko na temat samej 'inicjatywy', ale i kotki. Skąd przybywa, dokąd idzie... Te sprawy. Ostatnimi czasy sporo się słyszało o kocich gangach powstających w pobliskim miasteczku. Blask nie był jakoś specjalnie samotniczym typem, ale wiedział, że nie wszystkie miejskie koty są godne zaufania. Dowodziły temu blizny na jego pysku.

    OdpowiedzUsuń
  6. - Tak, wędrowną grupę. Chodzi tylko o to, żebyśmy pomagali sobie w przeżyciu. I nie jestem z miasta, urodziłam się w lesie i tam żyłam przez długi czas. - odpowiedziała srebrna kotka. Obeszła kocura dookoła. Był troszkę gruby, miał długie futro. Właśnie, był gruby - czyli albo dobrze polował, albo dobrze walczył i odbierał pożywienie innym zwierzętom. Cokolwiek, ważne, że umie przetrwać i jak widać nie jest w tym najgorszy.

    OdpowiedzUsuń
  7. - Hej, strasznie się spieszysz. Ledwo co poznałaś moje imię. - z uśmiechem polizał się po łapie, na której widniała smuga krwi z jego ostatniego posiłku. - I nie wiesz czy jestem kotem godnym zaufania.
    Typowy młodziak. Gdy w jego głowie zakiełkuje jakaś myśl, to chce zrobić to jak najszybciej, czasem zapominając o wcześniejszym przygotowaniu. Inna sprawa, że pomysł kotki wydawał mu się dość ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
  8. - Może i się spieszę, ale nie mam zamiaru tu długo siedzieć. W mieście znalazłam idealne miejsce na pierwszy obóz. - spojrzała w stronę wysokich, zawalonych budynków, widniejących między drzewami. - Raczej jesteś, skoro od początku nie zacząłeś warczeć i drapać w co popadnie, aby mnie dorwać. - mruknęła. Usiadła, nadal będąc gotowa, aby w każdej chwili móc uciec, lub się bronić.

    OdpowiedzUsuń
  9. - W mieście grasują kocie gangi - dodał Blask nieco poważniejszym tonem, machnąwszy puszystym ogonem. - I psie sfory. Nie są to stworzenia godne zaufania. Żeby tam przeżyć, to trzeba być w silnej i dobrze zorganizowanej grupie. Coś o tym wiem. Trzeba byłoby ustalić terytorium i mieć wolne łapy do pilnowania go.

    OdpowiedzUsuń
  10. - Właśnie dlatego kogoś szukam. Jeszcze żadnych gangów nie spotkałam, więc jest w porządku. Ale koty się znajdzie w miarę wędrowania. Na razie wystarczy to, żeby były koty, które umieją zdobywać jedzenie i w razie czego się bronić. - rozejrzała się. Wyczuła jakiś dziwny zapach. Nie znała go, prawdopodobnie to inne zwierzę.

    OdpowiedzUsuń
  11. - Wchodzę w to - odpowiedział Blask. - Nie jestem tu zbyt produktywny, nie mam zbyt wiele do roboty.
    Uśmiechnął się, zerkając w tą samą stronę, w którą obejrzała się kotka. Teren czysty.
    - Masz kogoś oprócz mnie?

    OdpowiedzUsuń
  12. Kotka uśmiechnęła się lekko do siebie na słowa kocura.
    - Nikogo jeszcze oprócz ciebie nie spotkałam. Założę się, że w mieście spotkamy parę chętnych kotów. Miejmy tylko nadzieję, że nie będziemy musieli walczyć z innymi kotami, lub co gorsza z psami. - ostatnie słowo wręcz wypluła. Nienawidziła tych stworzeń. Zapchlone worki futra z wiecznie zwisającym językiem, biegające w tę i z powrotem, machające ogonem tak, jakby miał im zaraz odpaść. Może czasem zdarzały się wyjątki, ale takiego psa widziała tylko raz.

    OdpowiedzUsuń
  13. - Psy - mruknął długowłosy kocur. - W mieście się od nich roi, a co gorsza tworzą sfory. Kot, który zamierza tam przeżyć, potrzebuje kryjówki, której nie dosięgną pyskiem.
    Wskazał nosem w kierunku wystającej gałęzi jednego z drzew.
    - Tutaj jest gdzie uciec, a tam niekoniecznie. - dodał po chwili, strzygąc uszami. - Chyba, że w opuszczonych mieszkaniach... na wyższych piętrach.

    OdpowiedzUsuń
  14. - Nie martw się, spędziłam trochę czasu w mieście, wiem, jak się schronić. Na początek można wykorzystać park, jest tam sporo drzew, w dodatku jedno z nich tak ładnie opiera się o drugie, że jakby wyłożyć jeszcze mchem, to bez problemu można chodzić jak na stabilnej ziemi. Jest jeszcze jedno miejsce, które można by wziąć za pierwszy obóz. Pośrodku jednej ulicy jest taki jednopiętrowy budynek, do którego żadne zwierzę oprócz kota się nie dostanie. Pierwsze piętro jest zawalone i przedzielone na takie jakby dwie części, jedna to prawie płaska przestrzeń, z której wszystko widać, druga jest zawalona, ale jakby powyciągać kamienie i dobrze wszystko poukładać, to nawet dobre legowisko by było. - uśmiechnęła się do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  15. - Brzmi nieźle, idziemy? - zaproponował w końcu kocur, gramoląc się niezgrabnie na cztery łapy.
    Przynajmniej znała swój cel, on nie miał tego komfortu. Żył dla siebie i żył chwilą głównie po to, by przeżyć. Nigdy nie myślał o wstąpieniu do jakiejś grupy, ale nie był też zamknięty na świat, więc gdy pojawiła się nowa szansa (w postaci całkiem uroczej i powabnej samiczki), to postanowił poważnie rozważyć propozycję, a przynajmniej zobaczy to, co ta chciała mu pokazać.

    OdpowiedzUsuń
  16. - Moment, wydaje mi się, że coś poczułam. - powiedziała, rozglądając się i wypatrując jakiegoś kształtu. - Idziesz zapolować, czy od razu idziemy znaleźć schronienie? - spytała, nadal czujnie przeszukując teren wzrokiem. Szukała jakiegoś innego kota, w końcu tylko te zwierzęta powinny należeć do jej grupy.

    OdpowiedzUsuń
  17. - Co? - kocur zastrzygł uszami raz jeszcze, nosem spijając otaczające go zapachy. - Czyżby kot?
    Być może kolejny wędrowiec stykał się z nimi na wspólnej ścieżce, a zatem kolejna szansa na poszerzenie inicjatywy Srebrnej.
    - A może po prostu jesteś zbyt podekscytowana - mruknął z rozbawieniem w jej stronę.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jednak koty nie myliły się co do tego że coś wyczuły. Na szczęście dla nich nie był to żaden pies lub inne dziadostwo które czai się w lesie, tylko w ich stronę zmierzał Piołun. Kocur co jakiś czas z niepokojem odwracał swój łepek w stronę z której przyszedł. Dosłownie przed chwilą musiał uciekać z miasta pogoniony przez pojedynczego psa. Niestety czasu na myślenie wtedy było mało, a pierwsze co rudemu przyszło na myśl to drzewa, no i tak właśnie znalazł się w lesie. Parszywce na szczęście odpuściły i na tę chwilę kocur był bezpieczny, uspokoił swój oddech i zaczął pielęgnować swoje futro jednak nie mógł tam siedzieć cały dzień. Oczywiście jak to miał w zwyczaju najpierw pomyślał jakie będą korzyści jeśli pójdzie w stronę innych kotów. Piołun jednak zaufał swojej szybkości w razie niebezpieczeństwa.
    Spokojnym krokiem przemierzał ciemny las idąc w stronę zapachu kotów, aż po chwili do nich trafił.
    - Witam - powiedział spokojnym głosem uważnie przyglądając się nieznajomym.

    OdpowiedzUsuń
  19. Srebrna wreszcie zobaczyła kota, którego wyczuła. Rudo-biały kocur zbliżał się powoli w ich stronę. Niebieskooka zeskoczyła z parapetu i przyjrzała się nieznajomemu.
    - Witaj, jestem Srebrna. Jak brzmi twoje imię? - jej oczy nadal patrzyły niespokojnie w jego stronę. W razie ataku może się obronić, słabą kotką nie jest. Jednak kocur nie wyglądał na agresywnego, więc raczej nie miała się czego bać.

    OdpowiedzUsuń
  20. - Miastowy, nie? - dołożył Blask, podchodząc do przybysza.
    Wyglądał na takiego, co ma za sobą niezły pościg. Na pewno miastowy, tam niebezpieczeństwo czaiło się na każdym kroku. Jednak grubasek nic do mieszczuchów nie miał, nie zdążył sobie narobić wystarczającej ilości wrogów, by zacząć ich zauważać. Do Piołuna podszedł zatem z uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  21. Pomimo iż koty nie rzuciły się na Piołuna z kłami i pazurami ten cały czas nie oddychał z ulgą, przecież nie można tak od razu być pewnym zamiarów innych. Rudzielec spojrzał na Srebrną, i zawahał się przed powiedzeniem imienia. Przecież zawsze można skłamać... pomyślał jednak nie! On kłamcą nie jest, kłamcami mogą być te kundle.
    - Jestem Piołun - powiedział wyzbywając się niepewności, a potem przeniósł wzrok na drugiego - grubego kota. No proszę, proszę komuś się nieźle wiedzie.
    - Trochę tu, trochę tam, ale zazwyczaj w mieście. - Piołun myślał że wyzbył się wszelkich oznak mówiących o tym że przed czymś uciekał a tu... klapa.

    OdpowiedzUsuń
  22. - Jesteś sam? - spytała kotka, siadając jak gdyby nigdy nic. Nie było to mądre, bo zawsze mogło się okazać, że kocur tylko na to czekał, aby móc rozszarpać ją na strzępy przez chwilę nieuwagi, ale miała przecież siłę. I Blaska, który w razie czego pewnie by jej pomógł, co nie? Jednak już zauważyła pierwszą jego cechę - dużo wędruje. Skoro mówi, że był "trochę tu, trochę tam", to znaczy, że nie przeszkadza mu zmiana miejsca zamieszkania. Świetnie.

    OdpowiedzUsuń
  23. - Przed czym uciekałeś? - zapytał Blask, rozglądając się na około. - Bo widać po tobie, że przed czymś uciekałeś.
    Zaśmiał się serdecznie, machnąwszy łapą w kierunku, z którego przybył kocur.
    - Moja znajoma zapewne ma ci coś do powiedzenia... - dopowiedział po chwili, wiedząc iż niedługo nie powstrzyma kotki przed wdrożeniem "nowego" w swój karkołomny plan.
    Niech przynajmniej ma szansę na ucieczkę, zażartował w myślach.

    OdpowiedzUsuń
  24. Czy jest sam, a po co tej kotce była taka wiedza? To wszystko sprawiało że kocur stawał się jeszcze bardziej nieufny i zrobił mały krok w tył.
    - Tak - odparł spoglądając na kotkę, jednak kątem oka spoglądał w stronę z której przybył. Czy jednak zrobił błąd przychodząc tutaj? Przecież tuż po pościgu mógł wrócić do miasta, ale tam też czaiło się niebezpieczeństwo w postaci psów.
    - Wspólny wróg - powiedział, mając nadzieje że leśne koty zrozumią to o co Piołunowi chodzi. Przecież każdy zna największego wroga kotów - psa, to było takie oczywiste. A cóż takiego ta kotka która go wypytywała o dziwne rzeczy chciała powiedzieć nieznajomemu? Żółte oczy spoczęły na niej.

    OdpowiedzUsuń
  25. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  26. - Właśnie, wspólny wróg... - szepnęła trochę do siebie. No przecież, uciekał przed psem! - Nie chciałbyś może przestać wałęsać się sam i dołączyć do nas? Mamy zamiar stworzyć grupę kotów, gdzie każdy będzie pomagał każdemu. Nie ma podziału na najważniejszych i na koty, które nic nie znaczą. Każdy ma prawo zabrać głos. - wytłumaczyła dokładnie, próbując wyglądać jak najbardziej poważnie. Nie chciała go przecież przestraszyć. - Żebyśmy nie dali się łatwo znaleźć i rozszarpać, byłaby to grupa wędrowna. Kryjówkę byśmy zmieniali co parę dni, tak dla bezpieczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  27. - Przeciwko "wspólnemu wrogowi" - dopowiedział z radością grubasek.
    Trzy koty w drużynie to już coś. Zawsze więcej łap do pomocy i więcej pysków do rozmowy. Jedyna wada dużego towarzystwa to chyba fakt iż trzeba dzielić się żarciem, ale jeżeli dobrze się poluje, to mały problem.
    - Idziemy się zakwaterować w mieście - dodał Blask, by zgasić ciszę.

    OdpowiedzUsuń
  28. Piołun nie wiedział co dokładnie ma odpowiedzieć. Nie spodziewał się że ktoś wypali do niego z propozycją dołączenia do gangu, grupy, drużyny. Znali się dopiero od kilku godzin i od razu takie coś. Równie dobrze to on mógł mieć jakieś złe zamiary, jeszcze raz przyjrzał się kotą. Jeden grubas zapewnię niezbyt szybki jednak silny, a druga kotka, możliwe że również silna, ale też naiwna. No chyba że to on jest naiwny.
    - I jest was tylko dwójka? - spytał, jednak możliwe że odpowiedzi nie zdołał usłyszeć bo już w jego głowie powstał nielubiany rozgardiasz. Jeżeli pójdę z nimi możliwe że częściej będę coś jadł... mówił jeden głos, ale ich jest tylko dwójką! Podpowiadał drugi. I tak przez dłuższy czas dwa głosy dyskutowały w główce Piołuna, aż jeden - możliwe że ten nierozsądny wygrał.
    - Będziesz tego żałował, zobaczysz - mruknął cicho do siebie a potem uniósł łeb i spojrzał na dwójkę kotów. - A więc niech będzie, mogę dołączyć do tej waszej - niedorzecznej dodał w głowie - grupy...

    OdpowiedzUsuń
  29. - Na razie jest nas dwójka, ale mam nadzieję, że będzie więcej. - odpowiedziała na jego pytanie. Ucieszyła się, słysząc pozytywną odpowiedź. Skoro dołączył, to trzeba albo iść na polowanie, albo przygotować pseudo-obóz do snu, w końcu jest późno.
    - Teraz jest pierwsza decyzja, idziemy najpierw zapolować, czy przygotować obóz i polujemy jutro? - spojrzała na księżyc i przymknęła oczy. Nie świecił szczególnie jasno, jednak wystarczająco, aby na chwilę oślepić niebieskooką liderkę grupy trzech kotów.

    OdpowiedzUsuń
  30. - Idziemy spać - zadecydował Blask, wskazując łapą chatkę. - W tym miejscu nic nie powinno nas niepokoić. Jutro idziemy do miasta, tam znajdziemy jakiejś schronienie wśród tych gruzów, a na razie jedyne, co mi pozostaje, to zaprosić was na kilka kęsów łasicy, którą złapałem rano.
    Może ci dziwni goście wyjdą mi na dobre, pomyślał, schudnę chociaż. Nie żeby czuł się jakoś przytłoczony swoją posturą noale... wiecie. Różnie bywa. Drugą połówkę też trza sobie kiedyś znaleźć. Poprowadził zatem gości do znalezionego przez siebie miejsca...
    /koniec sesji, dajcie po odpisie i wkleję to w osobny post

    OdpowiedzUsuń
  31. Decyzje, decyzje i jeszcze więcej decyzji no jak tak można? Piołun klapnął swoim tyłkiem na ziemi i znów zaczął robić to co umie najlepiej - rozmyślać. Przecież niebezpiecznie byłoby polować o tej porze, przecież o zmroku w lesie jest jeszcze gorzej! Znów zaczął zliczać argumenty a z jego rozmyślań wyrwał go głos jednego ze swoich znajomych.
    - Zgadzam się z... - i tutaj spojrzał swoimi żółtymi oczyskami w stronę kocura, którego imienia nawet nie znał. Jakie to niedorzeczne... Piołun wstał na swoje łapy i powlókł się powoli za innymi kotami. Kto wie co jutro nadejdzie?

    OdpowiedzUsuń
  32. ***
    Pewnego dnia Kiur zadecydował, że odpocznie od miejskiego "zgiełku", a przeganianie obcych zostawi podwładnym i wybierze się na polowanie do lasu. Chart rozejrzał się i zaczął węszyć w powietrzu, licząc na coś, co zabije bez większego trudu. Mało było stworzeń, z którymi by sobie nie.poradził, ale kto wie? - los przynosi różne niespodzianki.

    OdpowiedzUsuń
  33. -_-Wiatr wiał lekko w nos charta. Przyniósł mu masę starych zapachów, gdy nagle szczęście się do niego uśmiechnęło. Powiew przyniósł mu woń zająca, prawdopodobnie zagubionego, który kicał sobie niedaleko między drzewami. Jego noga była ranna, więc prawdopodobnie niedawno uciekł innemu drapieżnikowi. Czy Kiur wykorzysta okazję, aby łatwo zdobyć tą mięsistą kupę futra? -_-

    OdpowiedzUsuń
  34. Tak! Szybko dostrzegł zwierzątko i pomknął za nim, zręcznie przemykając między drzewami. Zapach krwi go pobudził na tyle, że na moment otrząsnął się z wszelkich resztek lenistwa, chcąc po prostu jak najszybciej złapać kicające stworzenie w zęby.

    OdpowiedzUsuń
  35. _-_ Zwierzątko usłyszało odgłos łap psa. Rzuciło się do ucieczki, lecz krwawiąca łapa w tym nie pomagała. Użył więc innej techniki. Zakręcał dużo i szybko, na tyle, na ile pozwolił mu ból. Po chwili jednak Kiur pochwycił w zęby zająca i szybko zakończył jego życie. Do nosa dotarł jednak inny zapach. O wiele ostrzejszy od woni gryzonia, którego miał w zębach. Doszedł do tego jeszcze zapach krwi. Wielkiej ilości krwi. Tego chart się nie spodziewał. Co ma zamiar zrobić? _-_

    OdpowiedzUsuń
  36. Chart zatrzymał się, ściskając martwą już zwierzynę w pysku. Zmarszczył nos. Dotarła do niego ostra woń krwi, która nie należała do zająca, a czegoś innego, co znalazło się w pobliżu. Nie wypuszczając zdobyczy, pewnym krokiem ruszył w stronę, z której tajemniczy zapach był najintensywniejszy. Woń należała do dość rzadkich. Kiur nie przypominał jej sobie.

    OdpowiedzUsuń
  37. -_- Kiur zmierzał prosto do miejsca, gdzie czaiło się na niego coś większego. To on jest teraz zającem. Rozejrzał się ostrożnie i jego oczom ukazał się... Wielki niedźwiedź! Pies instynktownie chciał rzucić się do ucieczki, jednak misiek był szybszy. Uderzył go mocno przednią łapą, przez co pies na chwilę stracił orientację i upadł. Na ucieczkę raczej nie ma szans, ale walczyć również będzie trudno. Co robisz, Kiurze? -_-

    Ogłuszenie - przez dwie kolejki szansa na udany atak bądź ucieczkę zmniejszona o 50%

    OdpowiedzUsuń
  38. Zamarł w miejscu, ujrzawszy niedźwiedzia. Częściowo było to spowodowane siłą uderzenia. Wypuścił zająca z pyska, przez moment zataczając się i czując krew płynącą po boku. Jednak czasu nie było wiele. Mając za sobą drzewo, a przed sobą niewiele miejsca, by się rozbiec, skoczył ku szyi niedźwiedzia, chcąc załapać dodatkowe sekundy, gryząc go i pozbawiając na moment wzroku.

    OdpowiedzUsuń
  39. _-_ Niedźwiedź już chciał triumfować, gdy pies wgryzł mu się w szyję. Wiedział, że może tak zyskać chwilę, ale było to też bardzo ryzykowne.

    ~Atak Kiura udał się słabo:
    Niedźwiedź: + lekkie krwawienie; - 5 HP

    Pies wgryzł się w szyję niedźwiedzia, chcąc mocno go zranić, lub chociażby na chwilę rozkojarzyć. Jednak ten zamachnął się łapą, chcąc strącić psa z szyi.

    Atak niedźwiedzia udał się dobrze.
    Kiur: + średnie krwawienie; - 7 HP

    Jeśli pies nie zacznie atakować celniej, prawdopodobnie zginie w parę rund. Jednak nadal szanse na ucieczkę są nikłe. To co, atakujemy?

    Kiur:
    -Ogłuszenie - 1 runda - zmniejszone szanse na atak i ucieczkę o 50%
    -Średnie krwawienie - do końca walki - -2 HP co rundę
    50 HP - 2 HP - 7 HP = 41 HP

    Niedźwiedź:
    - Lekkie krwawienie - do końca walki - -1 HP co rundę
    75 HP - 5 HP - 1 HP = 69 HP

    OdpowiedzUsuń
  40. /określ w co on go trafił - jest różnica między grzbietem a brzuchem i muszę to wiedzieć, by pisać dalej
    Szanse były. No. Ale dla ogłoszonego psa, który biegnąc na full skręciłby sobie kark na którymś z drzew? Kiur wiedział, że musi walczyć, mimo że słabł od otrzymanych już ran. Czy wiedzieliście, że taki misiek za zwierzyną potrafi biec z prędkością konia wyścigowego podczas gonitwy płaskiej na średnim dystansie? Ha! To teraz już wiecie. Ogłoszony Kiur warknął wściekle, próbując wczepić się zębami w skórę miśka tak, by złapać ją, równocześnie chroniąc się w ten sposób przed zasięgiem zębów i pazurów wroga.

    OdpowiedzUsuń
  41. -_- Niedźwiedź był już rozwścieczony, ale wiedział, że lepiej się nie wycofywać. Pies słabł w oczach i mógł być niezłą przekąską. Nagle wgryzł mu się w skórę na brzuchu, chroniąc się przed jego atakami.

    Atak Kiura udał się.
    Niedźwiedź: +średnie krwawienie; -9 HP

    Mimo, że pies ugryzł mocno i misiek osłabł, to nie dawał za wygraną. Próbował strącić psa łapą, chodź w tymczasowym ustawieniu było to ciężkie. Zamachnął się łapą, celując w bok.

    Atak niedźwiedzia nieudany.
    Kiur: -Ogłuszenie

    Kiur dobrze się trzymał i uniknął pazurów przeciwnika. Wciąż jednak były szanse na atak. Ogłuszenie już minęło, może warto byłoby spróbować uciec? Podwyższyła się też szansa udanego ataku.

    Kiur:
    - Średnie krwawienie - do końca walki - -2 HP co rundę
    41 HP - 2 HP = 39HP

    Niedźwiedź:
    - Średnie krwawienie - do końca walki - -2 HP co rundę
    - Lekkie krwawienie - do końca walki - -1 HP co rundę
    69 HP - 9 HP - 2 HP - 1 HP = 57 HP

    OdpowiedzUsuń
  42. Kiur zsunął się z miśka i z zamiarem ucieczki skierował w stronę wolną (przynajmniej na tę chwilę) od drapieżników. Najpierw jednak musi wydostać się z zasięgu groźnego stworzenia, a z tym może być problem zważywszy osłabienie. No! Był za piękny, by umierać! Wcale nie planował tak umrzeć, no. Być zatłuczonym i zeżartym przez miśka!? To niefajna śmierć dla przywódcy sfory. Miał jeszcze tyle do zrobienia... W tejże chwili jednak naprawdę bał się i.myślał tylko o przeżyciu.

    OdpowiedzUsuń
  43. _-_ Kiur rzucił się do ucieczki, jednak misiek zagrodził mu drogę i zamachnął się.

    Ucieczka Kiura skończyła się na uniku. Niedźwiedź nie zadał obrażeń w tej rundzie.

    Kiur:
    - Średnie krwawienie - do końca walki - -2 HP co rundę
    39 HP - 2 HP = 37 HP

    Niedźwiedź:
    - Średnie krwawienie - do końca walki - -2 HP co rundę
    - Lekkie krwawienie - do końca walki - -1 HP co rundę
    57 HP - 2 HP - 1 HP = 54 HP

    OdpowiedzUsuń
  44. Nagle z za pleców miśka rozległo się warczenie. Lilia nie zamierzała patrzyć obojętnie na krzywdę innego psa i rzuciła się na kark niedźwiedzia.

    Atak Lilii udał się dobrze.
    Niedźwiedź: + średnie krwawienie; -9 HP

    Niedźwiedź próbował zrzucić z siebie suczkę, kręcąc łbem i wierzgając.

    Atak niedźwiedzia nie udał się.

    Niedźwiedź:
    - Średnie krwawienie x2 - do końca walki - -4 HP co rundę
    - Lekkie krwawienie - do końca walki - -1 HP co rundę
    54 HP - 9 HP - 4 HP - 1 HP = 40 HP

    Kiur:
    - Średnie krwawienie - do końca walki - -2 HP co rundę
    37 HP - 2 HP = 35 HP

    Lilia:
    - Brak efektów
    50 HP

    OdpowiedzUsuń
  45. Kiurowi nie pozostało nic innego jak znowu podjąć próbę ucieczki. Od tego zależało w końcu jego życie. Z nadzieją, że uda mu się wygrać, popędził, a przynajmniej spróbował popędzić w przeciwną stronę.

    OdpowiedzUsuń
  46. -_- Kiur znów rzucił się do ucieczki, ale z krwawiącymi ranami nie było to łatwe. Niedźwiedź jednak nie chciał go wypuścić i pacnął go łapą w bok, przewracając zdezorientowanego psa. Jednak nie otrzymał żadnych obrażeń.
    Lilia zaś dalej gryzła z całych sił kark miśka, który wciąż nie uwolnił się z jej zębów.

    Ucieczka Kiura nieudana, unik udany. (Sry, takie kostki :v)
    Atak Lilii udał się słabo.
    Niedźwiedź: + lekkie krwawienie; - 5 HP

    Niedźwiedź uznał, że pora się zmywać. Łatwy posiłek okazał się mało łatwy.

    Ucieczka niedźwiedzia udała się.

    Kiur:
    - Średnie krwawienie
    35 HP - 2 HP = 33 HP

    Lilia:
    -Brak efektów
    50 HP

    Niedźwiedź:
    - Średnie krwawienie x2
    - Lekkie krwawienie x2
    40 HP - 5 HP - 4 HP - 2 HP = 29 HP

    Kiur i Lilia wygrali!

    OdpowiedzUsuń
  47. Suczka odczepiła się od futra niedźwiedzia, gdy ten wydał z siebie ryk zrezygnowania i zaczął pędzić w stronę głębi lasu. Lilia spojrzała jeszcze za nim, po czym podeszła do poharatanego psa i obwąchała go.
    - Wszystko w porządku? Wyglądasz, jakby ten niedźwiedź chciał cię zjeść. - przechyliła łeb i spojrzała na jego rany. Nie są aż tak głębokie, raczej przeżyje.

    OdpowiedzUsuń
  48. /podczas wklejania sesji w osobne posty nie wklejamy obliczeń MG, ok? ;)
    Jak się okazało, pech nie może być wieczny. W natłoku walki nie zauważył suni, która przybyła mu z odsieczą. Całe szczęście ten cholerny niedźwiedź sobie odpuścił, bo byłoby cienko z oboma psami. Kiur podniósł się do siadu, spojrzał na ranę na boku (nie ma tragedii - mogło być gorzej), na tę na głowie siłą rzeczy nie miał jak spojrzeć, dopiero potem zerknął krytycznyn okiem w stronę suni. Wyglądała na zmartwieną.
    - A nie chciał? - rzekł z pyskiem skrzywionym w ironicznym grymasie. - Dobry pomysł: wieszać się na niedźwiedziu! Cóż, twój brak rozsądku przynajmniej uratował mi skórę, więc raczej wypada bym podziękował.
    Potrząsnął łbem, czując na nim krople krwi.
    - Dziękuję - mruknął po chwili niechętnym tonem.
    Bycie ratowanym przez kogoś to nie jest sytuacja komfortowa dla przywódcy.

    OdpowiedzUsuń
  49. /Spoko. A ilość HP trzeba wstawiać? :v
    Lilia wiedziała, że jakby walka potrwała dłużej, to prawdopodobnie oboje by zginęli z łap niedźwiedzia. Dziękowała więc w myśli siłom wyższym, które skierowały drapieżnika do odwrotu. Słysząc słowa charta zmrużyła oczy.
    - Dobry pomysł: walczyć w pojedynkę z niedźwiedziem! - odpowiedziała, imitując głos psa. Nie był zbyt sprytny, bo każdy wiedziałby, że lepiej choć spróbować ucieczki, zamiast gryźć na ślepo. Przecież taki niedźwiedź zmiażdżyłby mu głowę jednym kłapnięciem!
    - Nie ma sprawy. Wolałabym nie być następna. - mówiła dość poważnym tonem, ale w jej głosie drżało rozbawienie. W końcu który normalny pies wdaje się w walkę z niedźwiedziem, w dodatku sam?

    OdpowiedzUsuń
  50. /nie robimy systemu leczenia, więc nie
    - Nie pozwalaj sobie na zbyt wiele - warknął cicho Kiur. - Nawet z ranami doścignę cię w mgnieniu oka.
    Tak. Ale twoim słabym punktem jest to, że gdy się rozpędzisz, to na byle pniaku skręcisz sobie kark. Dlatego potrzebujesz otwartych przestrzeni i dlatego musiałeś atakować, licząc na dezorientację tego miśka, przypomniał sobie biały przywódca sfory.
    - I założę się, że nie wiesz z kim rozmawiasz. Jeszcze nie. Jestem Kiur - przywódca okolicznej sfory. - dodał dumnym głosem, ignorując kapiącą krew.

    OdpowiedzUsuń
  51. /Okej
    - Pff. Z tymi ranami, to najwyżej się wykrwawisz. - mruknęła rozbawiona. On serio myśli, że Lilia jest głupia? On jest ranny, w walce szybko by się wykrwawił. Tym bardziej, że sunia ma dobrze wyćwiczony refleks. Mogłaby jeszcze dołożyć mu parę ran i w nogi!
    - Przywódca sfory? To gdzie twoja flota, gotowa oddać życie za lidera? - dogryzła mu. Chart mówił poważnie i ona to wiedziała, ale można jeszcze trochę go podenerwować. - Jestem Lilia.

    OdpowiedzUsuń
  52. /idź za nim! xD
    - Lilia - powtórzył Kiur i bez zbędnych słów ruszył przed siebie - w drogę powrotną.
    Nie miał o czym z nią rozmawiać. Czuł, że najlepszym wyjściem było po prostu wycofać się z godnością i iść wylizać rany w miejscu dalekim od ciekawiskich oczu. Nie miał ani siły ani chęci użerać się z... no, całkiem ładna była - to trzeba przyznać, ale i tak, miał jeszcze ehm dużo do zrobienia.
    - Ał - mruknął do siebie, czując ranę w boku.
    Szybko jednak otrząsnął się, by iść dalej. Dosyć przygód na dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń
  53. - Ej, gdzie idziesz, panie przywódco? - mruknęła rozbawiona i lekkim krokiem dogoniła go. Wiedziała, że możliwe, że miał jej dość, ale trudno. Jakże przyjemnie było go denerwować. Ale cóż...
    - Widzisz? Było się bić z niedźwiedziem? - spojrzała na nim wzrokiem "jesteś serio bardzo głupi". Las był miejscem, gdzie Lilia nie mogła czuć się bezpiecznie, ale mimo to uwielbiała go. Uważała, że jest to najlepsze miejsce świata i nic tego nie zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  54. - W miejsce, gdzie znajdują się psy, dla których wystarczy jedno moje słowo, a skoczą ci do szyi. - odpowiedział krótko.
    Nie chciał atakować psa, który dopiero co uratował mu życie, ale powoli zaczynał tracić resztki cierpliwości. Jeszcze nigdy nikt nie ucierał mu nosa!
    - Jesteś samotnikiem, prawda? - bardziej stwierdził niż zapytał.
    Dawno już nie spotkał innej sfory, z którą mógłby iść na wojnę. Lilia była bardzo zuchwała i pewna siebie. No, zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
  55. - Ooooh, to tak się odpłacasz za uratowanie twojego nierozważnego tyłka? - bardziej stwierdziła, niż spytała. Nadal sprawiało jej radość denerwowanie Kiura. Nie wiedziała, czemu. Ale miała zamiar jeszcze chwilę go podenerwować.
    - Tak, jestem samotnikiem. I szczerze, nie pogardzę jakimś towarzystwem. - zarzuciła sugestią tak oczywistą, że zdziwiłaby się, jakby nie zrozumiał. Pan przywódca sfory ma dług u samotnego psa. To aż się prosi o to, aby ją do tej sfory przygarnął, no proszę was!

    OdpowiedzUsuń
  56. - Mam ci zapłacić? - zapytał biały chart, ziewając. - Gdybym przyjął cię to sfory, to może nauczyłabyś się pokory. Tylko taką zapłatę mogę - nie! - CHCĘ ci oferować. Nic nie sprawi mi chyba takiej przyjemności jak patrzenie na CIEBIE wykonującą rozkazy.
    Przyśpieszył kroku, krzywiąc się z bólu. Ta sunia... niech zna swoje miejsce. Była tylko samotniczką, on przywódcą sfory. Niedźwiedź nie ma tu nic do rzeczy. Przynajmniej tak starał się myśleć Kiur. Co innego, że każde nowe łapy w sforze się do czegoś przydadzą. Nawet gdyby jedynym pożytkiem z niej, było patrzenie jak musi zrezygnować z ciętego języka.

    OdpowiedzUsuń
  57. Pff. Płacić? Nie, wystarczyłoby właściwie...
    - Oj, nie oczekuj zbyt wiele. Nie będę ci codziennie usługiwać jak jakiś mały piesek, panie przywódco. - miała wrażenie, jakby chart się przełamał i zachowywał trochę bardziej w jej stylu. Czyżby wreszcie zaczął ją tolerować?
    Lilia nie miała zamiaru być spokojna i z radością wykonywać każdego rozkazu. O nie, taka ona nie jest. Jakby nie patrzeć, to pies nawet jej o pomoc nie prosił, to ONA uratowała mu życie. Nie jakaś tam sfora, tylko właśnie ta suczka, której on miał dość. Ale sfora jest bardzo dobrą opcją. Tylko ona nie miała zamiaru być kolejnym, bezmózgim mięsem armatnim.
    - Dołączę do tej twojej sfory, panie przywódco. - znów ostatnie słowa wypowiedziała z lekkim rozbawieniem. No cóż, będzie musiał ją znosić. Swoich słów nie cofnie.

    OdpowiedzUsuń
  58. - Zobaczymy, kociuś, zobaczymy. - stwierdził borzoi z lekceważeniem wymalowanym na pobliźnionym pysku. - Idziemy na dworzec. Zobaczysz jakie brudy pozbierałem z ulicy.
    Miał tu na myśli oczywiście psy. Nie należał przecież do tych, co w celu zdobycia pożywienia grzebią w kubłach na śmieci. Wkrótce dotarl do miasta. Na dworzec był jeszcze kawał drogi, ale ranny chart zamierzał ją wytrzymać mimo bólu i nadwątlonych walką sił. A Lilia niech się trzyma na baczności. Kochaniutka jeszcze nie wie za kim poszła.
    /odpisz i kończymy

    OdpowiedzUsuń
  59. On na serio uważa, że Lilia zrezygnuje ze swojego zachowania na rzecz sfory? Phi! Chyba śni. Ale cóż, każdy woli co innego. Wydała z siebie ciche "pff" i przytaknęła lekko. Czyli pozna psy, które pozwoliły się traktować jak śmiecie przez jakiegoś rozpuszczonego charta? Matko, ratuj. Ona taką nie będzie, o nie. Nie da się tak łatwo zagiąć. Wytrzyma, już chociażby nawet na złość Kiurowi. Jeszcze zobaczymy, kto kogo ustawi.
    /koniec

    OdpowiedzUsuń
  60. Brązowy, olbrzymi kształt poruszał się nieśpiesznie po lesie. Bo po co się spieszyć w taki ładny poranek jak ten, kiedy to ptaszki nagle cichną na widok Lawendy a robaczki i myszki z prędkością nie gorszą od geparda znikają w trawach. Nie było to potrzebne, bo nie dość, że niedźwiedzica nie miała najmniejszej ochoty nikogo straszyć, to jeszcze jadła parę chwil wcześniej. Teraz rozglądała się w poszukiwaniu czegokolwiek, co jest na tyle odważne, by stanąć przed miśką.
    //Zapraszam Magnetę c:

    OdpowiedzUsuń
  61. A Magenta, z uśmiechem na pyszczku, biegła wśród traw, omijając co jakiś czas drzewa. Miała dobry humor i nadzieję, że nic go nie zepsuje. Ale niestety, nie zawsze wszystko idzie idealnie i tak, jakby się tego chciało. Otóż w pewnym momencie zamiast wielkiego drzewa, przed sobą zobaczyła wielkiego niedźwiedzia. Momentalnie się zatrzymała, z przerażeniem patrząc na ogromne zwierzę. Mogłaby uciec, ale jakby nie mogła się ruszyć. Wiedziała doskonale, że ten niedźwiedź mógłby ją zabić z wielką łatwością. Ale postanowiła, że nigdy więcej nie będzie oceniać nikogo po wyglądzie. Jeśli niedźwiedź okaże się niezbyt przyjacielski, kuna rzuci się do ucieczki. Wyprostowała się.
    - Witam. - powiedziała trochę głośno, jakby uważała, że niedźwiedzica może jej nie usłyszeć.

    OdpowiedzUsuń
  62. I bum, proszę bardzo, bardzo przyjemna... kunołasicofretka czy coś w tym rodzaju na zawołanie. I się przywitała! Lawenda spojrzała na przybyłą istotkę brązowymi oczami i usiadła, powodując tym samym chmury kurzu, pyłu i liści unoszące się przez chwilę dookoła niej.
    - Dzień dobry. - Odpowiedziała. - Miło mi ciebie poznać, nazywam się Lawenda i jestem niedźwiedziem brunatnym. Co sprowadza taką miłą... - Tutaj niedźwiedzica spojrzała na Magnetę badawczo - kunę?

    OdpowiedzUsuń
  63. Na całe szczęście Magenta nie została zabita. Jak miło ze strony tej niedźwiedzicy. Kuna nieco się rozluźniła, ale postanowiła na razie zachować ostrożność i się bardziej nie zbliżać. Również usiadła.
    - Ja jestem Magenta. Również miło mi cię poznać. - odpowiedziała, uśmiechając się lekko. - Ładny dziś dzień, więc postanowiłam pobiegać i poszukać jedzenia. A co ty tutaj robisz, Lawendo? - zapytała.

    OdpowiedzUsuń
  64. Niedźwiedzica chrząknęła. Kuna była miła, zawsze uważała te małe stworzonka za fałszywe i chciwe. Ale lepiej jeszcze jej nie ufać.
    - Ja spaceruję sobie, i szukam jakiejś żywej duszy, która nie zamierza przede mną uciekać. Jeśli cię to ciekawi, to mój szlak zaznaczam tajemniczą ciszą i bezpodstawnym strachem. Nie wiem dlaczego każdy się mnie boi. To tak samo jak twierdzić, że każdy pies żyje w sforze.

    OdpowiedzUsuń
  65. Magenta starała się być miła, naprawdę. Czy jej to wychodziło? Ona nie wiedziała, ale miała taką nadzieję.
    - Wiesz... jesteś bardzo duża, a kiedy ktoś jest duży, może też wyglądać na niebezpiecznego. Ale kiedy ktoś jest mały, jak ja, niektórzy mogą uważać go za bezbronnego. Uwierz mi, to nie jest dobre uczucie, kiedy ktoś ciągle próbuje na ciebie zapolować. - westchnęła. Życie kuny w takim miejscu bywa naprawdę bardzo trudne.

    OdpowiedzUsuń