Król
Cisza i spokój tamtego miejsca zniknęły w moment, kiedy przybiegł Król.
Biegł wokół i skakał, patrząc wokół. Przerwał ucztę jakiejś grupie
ptaków, wręcz w nie wpadając, przez co zmuszone były odlecieć. Przez
chwilę szczekał, patrząc, jak się oddalają. Potem, dysząc, usiadł przy
jakiejś już niezbyt ładnej ławeczce, żeby chociaż troszkę odpocząć. Nie
trwało to długo, bo po chwili zobaczył pewien przedmiot. Piłka! Pewnie
jakiś młody człowiek ją tu zostawił! Król zaczął pędzić w tamtym
kierunku i skoczył na piłkę. Chwilę się nią bawił. Przerwał, czując
głód. Wtedy położył się, patrząc na piłkę leżącą tuż przed nim.
Faktycznie, nie jadł już od jakiegoś czasu. Musi coś znaleźć, albo
będzie coraz gorzej!
Smuga
Smuga właśnie spokojnie przechadzał się po parku kontrolując okolicę.
Robił to codziennie, żeby dowiedzieć się czy czasami jakiś pies nie
wykluczając że agresywny tędy przechodził lub co gorsza zadomowił się
tutaj. Jakże czujne uszy oraz nos Czarnego wyłapał obecność młodzika.
Cóż nie było to trudne ponieważ szczeniak najwyraźniej nie ukrywał się
ze swoją obecnością szczekając w niebo głosy i bawiąc w najlepsze piłką.
Smuga przykucnął nieopodal w krzakach starając się aby wiatr wiał w
jego pysk. Nie chciał zostać zauważony. Starał się obserwować to c zrobi
młodzik.
Król
Tymczasem Król nie miał pojęcia o obecności innego psa. Leżał tak nadal,
patrząc na piłkę, którą jeszcze przed chwilą się bawił. Powinien
wreszcie czegoś poszukać. No dobrze... Po chwili wstał, rozglądając się.
Machał ogonem i nadal był wesoły pomimo głodu. Jego nos zaczął pracować
jeszcze bardziej. Niestety nie poczuł żadnego jedzenia. Wiedział, że
nie będzie tak łatwo. Zaczął chodzić sobie po Parku, węsząc. Nie
wiedział, że raz zbliża się do Smugi, raz się od niego oddała. Czasami
lądowały tu ptaki i jednego z nich zobaczył młody pies. Skoczył w jego
kierunku, lecz ten odleciał. Król warknął cicho, widocznie niezadowolony
z tego, że mu się nie udało.
Smuga
Co w ogóle robi tutaj taki szczeniak... sam? To była jedna z wielu myśli
które aktualnie kłębiły się w głowie psa. Gdzie była jego matka? Czyżby
zostawiła go samego bo tak samo jak Smuga rozrabiał i nie robił niczego
pożytecznego. Całkiem możliwe. Czarny cały czas nie ruszał się patrząc
co niedoświadczony wyrabia, czasem musząc przesunąć się w bok tak, by
młodzik go nie zauważył. Widząc nieudaną próbę złapania jakiegoś ptaka
pies postanowił się ujawnić. Wyszedł z krzaków i wyprostował swoje
zastałe od krycia się kości.
- A co ty właściwie robisz? - spytał
szorstko, patrząc swoimi bladoniebieskimi ślepiami w stronę drugiego
osobnika, który jednak nie musiał się martwić, Czarna Smuga nic mu nie
zrobi.
Król
Stał tak jeszcze chwilę, lecz nagle usłyszał głos. Popatrzył na
starszego psa i otworzył lekko pysk, jakby chciał coś powiedzieć, lecz
nie wydał ani jednego odgłosu. Nie za bardzo wiedział co robić. Nie zna
tego psa. Co, jeśli za chwilę zaatakuje? Po chwili Król wyprostował się.
Nie chciał wyglądać jakby się bał.
- Ja... poluję. - powiedział,
patrząc kątem oka w miejsce, gdzie wcześniej był ptak, który mu uciekł. -
Jestem Król. - przedstawił się. Teraz stał tak patrząc na psa i w
myślach prosił, żeby ten okazał się kimś przyjaznym i niemającym ochoty
na walkę.
Smuga
Poluje, no proszę to akurat już Smuga sam zgadł. Czarny pies parsknął na
jego odpowiedź, mrużąc swoje oczyska. Czy Król miał go za jakiegoś
głupka czy coś?
- Akurat tyle to już wiem, od dawna cię obserwowałem -
no może nie aż od tak dawna ale w końcu śledził go a to już się liczy.
Czy Król z taką wiedzą postanowi się oddalić od Smugi? Czarny nie
zdziwiłby się jakby tak było, przecież wiedział że wygląda na psa
agresywnego. Skrócony ogon tylko to potwierdzał.
- Jestem Smuga, a
dla ciebie Czarna Smuga, gdzie jest twoja matka skoro nie umiesz
polować? - rzekł na następnie spostrzegł grupkę gołębi lądujących
nieopodal starej fontanny. Mając nadzieje że szczeniak ich nie wypłoszy
zaczął powoli, na ugiętych łapach skradać się w ich stronę.Miał kilka
lat by nauczyć się dobrze podchodzić ptaki, które były najczęstsza
zwierzyną. Kiedy był już blisko niczego nieświadomej zwierzyny wybiegł i
zaczął kłapać zębami próbując złapać jednego z nich i nagle poczuł na
swoim języku metaliczny smak krwi, a z jego czarnego pyska zwisało
bezwładne ciało pierzastego. Smuga ułożył je blisko swoich przednich
łap.
- To wszystko jest kocim jedzeniem.
Król
Cóż, Król nie rozmawiał z żadnym psem już od jakiegoś czasu. Nadal nie za bardzo wiedział jak się zachować.
-
Czemu? - zapytał, robiąc zdziwioną minę. Dlaczego ten pies miałby go
obserwować? Czy to jest jego terytorium? Jeśli tak, pewnie to powie. W
końcu Król jest jeszcze młody i mógł go nie wyczuć czy coś...
- Moja
matka? - młody pies widocznie stał się smutny. - Nie żyje. Uczyła mnie
jak polować, ale po jakimś czasie zraniłem się w łapę i nie mogłem
biegać. A potem... Nie mogła mnie już nauczyć bo jej nie było. Ale umiem
polować! - zamachał ogonem. - Trochę... - mruknął. Nadal bardzo tęsknił
za swoją matką, lecz wiedział, że nie może się zasmucać, tylko powinien
skupić się na przetrwaniu.
Smuga
- Czemu? - powtórzył głupawo, przekręcając swój wielki łeb, jednak nie
spuszczał młodzika z oczu, oczywiście nie żeby się bał, tylko po prostu
lubił obserwować reakcję innych. - A temu, że o wiele lepiej jest
obserwować po cichu, niż od razu wyskakiwać nie wiadomo skąd i pytać się
o różne rzeczy. Po co mieliby przecież odpowiadać? A, ty najwyraźniej z
nikim nie rozmawiasz... - odpowiedział powoli. Oczywiście, nie miał
własnego terytorium, ale to była myśl! Może by tak się gdzieś zadomowić,
zamiast łazić codziennie tą samą ścieżką szukając szczęścia, lub guza.
Och
jaka smutna historia, jednak wydawałoby się że na Smudze nie zrobiła
większego wrażenia. Jego matka wyrzuciła bez żadnego ostrzeżenia. Śmierć
również nadchodzi bez ostrzeżenia.
- Coś nieskuteczne te twoje
,,łowy" - odpowiedział krótko, a następnie spojrzał na gołębia. W
sumie... pies nachylił się i popchnął truchło w stronę Króla. - Jakoś
nie jestem głodny.
Król
Właściwie to nawet dobrze, że ktoś tutaj przyszedł. Chyba każdy musi
czasami pogadać, a zwłaszcza ten przyjacielski szczeniak. Może przyszedł
tutaj również z nadzieją, że kogoś spotka? Tak właściwie to jest nawet
możliwe, bo, no cóż, żyje sobie tak całkowicie sam już od jakiegoś
czasu. Ale teraz udało mu się spotkać kogoś, kto najwyraźniej nie chce
go zabić. To dobrze, bo Król nie wygrałby walki z takim psem jak ten.
Mógłby najwyżej uciekać, ale również nie miałby całkowitych szans na
przetrwanie.
- Mieszkasz tu? - zapytał po chwili milczenia i
patrzenia na swoje łapy. Wiedział, że możliwe jest to, że nawet dużo
zwierząt wybrało ten Park na swój dom. Nie jest to zadziwiające, młodemu
psu się tutaj bardzo podobało. Ale on tu nie mieszkał.
- Co... co?
Mogę to zjeść? - na jego pysku pojawił się lekki uśmiech. Miał nadzieję,
że ten pies sobie nie żartuje, bo to byłoby okropne. Król postanowił,
że poczeka na odpowiedź zanim dotknie gołębia.
Smuga
- Nie, nic mnie nie trzyma z tym miejscem. Raczej nie mam swojego "domu"
- odpowiedział, co było całkowicie związane z prawdą. Smuga nie miał
już domu od dawna, jednak nie wyglądał jakby był mocno przybity tą
stratą. Fakt, czasami brakuje mu swojego własnego kąta, gdzie mógłby się
schować, jednak na razie na szczęście nie miał takiej potrzeby. Nie
wiedział że mogą nadejść gorsze czasy, gdzie każdy bałby się o własne
bezpieczeństwo.
- Tak, tak możesz... nie żartuje - taak... to było
nierozsądne ze strony Smugi, tak marnować jedzenie które on sam upolował
i należało tylko i wyłącznie dla niego. Pomimo swojego wyglądu Czarny
był jednak dobroduszny w niektórych wypadkach.
Król
- Ja też. - odpowiedział. Raczej nie interesowało go szukanie stałego
schronienia. Według niego lepiej jest chodzić sobie tam, gdzie się chce i
chować tylko, kiedy ktoś cię goni lub jest jakieś inne
niebezpieczeństwo, na przykład bardzo zła pogoda. Gdzie w takim razie
spał Król? Zwykle udawało mu się znaleźć jakieś miejsce na jedną lub
kilka nocy, a jeśli nie, albo nie spał, albo ryzykował odpoczywając w
miejscu, gdzie jest raczej widoczny. To drugie zdarzyło się tylko kilka
razy, kiedy pies był już zbyt zmęczony by dalej szukać. Przetrwanie nie
jest łatwe.
- Dziękuję! - chwilę machał ogonem, od razu zaczynając
jeść ptaka. Zaspokoi głód i będzie miał spokój na jakiś czas. Może i nie
był jakoś bardzo głodny, ale do najedzonych zwierząt nie należał. Teraz
nie musi już polować, przynajmniej na razie.
- Jak... miałbym się
odwdzięczyć? - zapytał, kiedy skończył już jeść i oblizał pysk. Ten pies
mu pomógł, przydałoby się coś dla niego zrobić. Ale co? Król niezbyt
dobrze umie polować...
Smuga
Pies nie odpowiadał, tylko cały czas rozglądał się po parku z uszami
nastroszonymi, szukającymi jakiegoś odgłosu, który miałby świadczyć o
przyjściu nieprzyjaciół, którzy zostali zwabieni krwią gołębia jak
razowe piranie. Oczywiście, przez większość czasu starał się widzieć
kontem oka Króla który w spokoju zjadał zdobycz. Smuga zdziwił się,
kiedy młodzik powiedział że chciałby się odwdzięczyć. Szczerze, gdyby
ktoś podarował coś Czarnemu temu nawet przez chwilę na myśl by nie
przyszło by się odwdzięczyć.
- A czy ja mówiłem coś o odwdzięczaniu?
- parsknął spoglądając swoimi niebieskimi oczyma na biało czarną
sylwetkę psa. - Dziwny jesteś, ja nigdy nie chciałbym się za coś
odwdzięczać, no chyba że chodzi o uratowanie życia... honor, jeśli wiesz
o czym mówię.
Król
Drugi pies nie jadł, mógł zauważyć niebezpieczeństwo, gdyby to się
zbliżało, więc Król był raczej spokojny jedząc. Wreszcie zaspokoił głód,
nie musi się teraz martwić polowaniem. Czuł, że samo podziękowanie
starszemu psu nie wystarczy, lecz nadal nie wymyślił, co mógłby dla
niego zrobić.
- Moja mama opowiadała, że kiedyś pomogła jednemu kotu
coś upolować i jakiś czas potem przyniósł jej upolowaną mysz.
Powiedział, że się w ten sposób odwdzięcza. Tamta mysz nie była duża,
ale jej pomogła. I... ja też chciałbym się odwdzięczyć, tak jak tamten
kot, ale... nie chcesz tego, tak? - zapytał. Tak właściwie to może nawet
lepiej dla Króla, bo nie musiałby nic zrobić. Raczej nie upoluje nic
dużego. Postanowił, że będzie pomagał tak jak jego matka kiedyś robiła.
Ale najwyraźniej nie wszyscy chcą pomocy.
Smuga
Na szczęście żadne niebezpieczeństwo nie zmierzało w stronę dwóch
korespondujących psów, dlatego mogli czuć się bezpiecznie, o ile w tym
świecie można być bezpiecznym... nigdy nic nie wiadomo. Przecież z
każdej chwili zza krzaków mógł wyskoczyć jakiś brytan, co ma
poprzewracane w swoim dużym łbie.
- No to najwyraźniej bardzo dobrze
z jego strony, że pomagał twojej matce, ale ja umiem sam o siebie
zadbać bez niczyjej pomocy, i tak nie chce tego - Czarną Smugę już
powoli zaczęło irytować ciągłe powtarzanie wypowiedzi. Czarny pies
uważał że wyrażał się dosyć jasno by szczeniak mógł dokładnie rozumieć
to co chciał przekazać Smuga.
Król
- Dobrze. - powiedział. Skoro ten pies nie chce pomocy, to Król nie
będzie mu pomagał. Oczywiście nie wiedział, czym miałaby być ta pomoc.
Ale to jest już w końcu nieważne. Dostał tego gołębia tak właściwie za
nic, co powinno go cieszyć, lecz pies nadal czuł, że najlepiej by było
gdyby się odwdzięczył. Ale tego nie zrobi. Skoro Smuga nie chce...
-
Masz jakiś sposób na polowanie? Czy po prostu atakujesz, bez planu? -
zapytał. Skoro już spotkał starszego psa, może dowiedzieć się wielu
potrzebnych rzeczy i czegoś nauczyć. Głupio byłoby nie wykorzystać
takiej okazji.
Smuga
Król wcale nie dostał gołębia za nic, dostał go za niestety, dobre serce
Smugi i to co jest zakodowane w jego jakże niedostępnym umyśle. Czy
miał jakiś sposób na polowanie? Owszem miał, oczywiście dla upartych
brak sposobu to też sposób. Czarny odchrząknął i lekko usiadł no
zielonej trawie, która wraz z innymi roślinami tworzyła florę parku w
którym obecnie się znajdywali. Nawet mech już porósł jedną część
fontanny, która w niektórych miejscach była popękana jednak konstrukcja
była nadal w jednym, jedynym kawałku, jednak woda już pewnie dawno w
niej nie płynęła, jednak Czarna Smuga nawet nie wiedział że w tej
dziwnej fontannie była woda.
- Tak mam, ale technika zależy od
zwierzyny na którą się poluje. Ja preferuje oczywiście kocie jedzenie -
ptaki no i oczywiście szczury. Każdy wie że gołębie są głupie, ale mają
skrzydła i mogą odlecieć przy pierwszej okazji, dlatego nie mogą cię
widzieć i trzeba do nich się skradać od tyłu no oczywiście masz
upatrzonego przez siebie ptaka. Tak się poluje formalnie... a ja po
prostu skradam się i potem wyskakuje w chmarę ptaków i jeśli mi się uda
któregoś złapie. A czasami dwa gołębie w locie o siebie uderzą i spadną.
Wtedy jest jeszcze łatwiej. Z szczurami jest o dziwo trudniej, bo one
mają dobry węch i potrafią się wcisnąć w małe szczeliny.
Król
Król uważnie słuchał tego, co mówi pies. On, kiedy próbował polować, po
prostu rzucał się na to zwierzę, nieważne, jakiego było gatunku.
Najwyraźniej był to błąd i dlatego zwykle mu się nie udawało. Ale uważał
to za swój plan. Czyli rzucanie się na gołębie niekoniecznie zadziała.
Właściwie to one wzbijały się w powietrze zwykle zanim zdążał się do
nich zbliżyć wystarczająco blisko, by je złapać. Prawdopodobnie widziały
go długo przed tym, jak zaatakował. Czyli dowiedział się nowych rzeczy!
Dobrze. Będzie to mógł wkrótce wykorzystać.
- A masz jakiś sposób
na... zające? - zapytał. Wiele razy próbował złapać te szybkie
zwierzęta, lecz ani razu mu się nie udało. Czy Smuga umie na nie
polować? A może nawet taki pies jak on nie da rady?
Smuga
- Na zające? Zające są jeszcze szybsze od szczurów, myszy i innych
takich małych stworzeń, ale żeby na nie polować musisz zapuścić się aż
do lasu, albo przynajmniej na przedmieścia, a ja tam zwyczajnie nie
chodzę - bo po co dodał sam do siebie. Wszystko, co potrzebował do życia
znajdował w tym starym, brudnym, rozwalonym mieście.
- Ale na pewno
liczą się długie łapy by go dogonić... chyba jeszcze nigdy na nie nie
polowałem, ale kilka razy je widziałem. - dodał podnosząc swój łeb i
spoglądając na niebo, a raczej słońce zmierzające ku horyzontowi. Trzeba
się zbierać inaczej Smuga będzie szukał po ciemku jakiegoś bezpiecznego
zaułka, ale oprócz tego Czarny pomyślał również o Królu, przecież Smuga
jeszcze jako tako się wykaraska o on?
- Dobra, koniec tego
dobrego... idę gdzieś się schronić. Tobie radzę to samo - rzucił szybko i
podniósł się chwiejnie na łapy. Zaczął truchtać w stronę z której
przybył i po chwili już go nie było.
Król
- Dobrze... Dziękuję za pomoc. - powiedział, próbując to wszystko
zapamiętać. Dowiedział się rzeczy które mu się przydadzą, więc nie
byłoby dobrze, gdyby o nich zapomniał. Teraz postara się mieć dobry plan
podczas polowania, żeby były większe szanse na złapanie czegokolwiek.
Uśmiechnął się lekko do Smugi. Miło, że mu tak pomógł.
- Do
zobaczenia! - krzyknął za odchodzącym psem. Ciekawe, czy jeszcze się
zobaczą. To miasto jest takie duże, a świat poza nim jeszcze większy...
Król stał tam jeszcze chwilkę, po czym odszedł w poszukiwaniu kryjówki.
Był zmęczony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz