środa, 27 lipca 2016

Dworzec: siedziba sfory Kiura

"...stary, opuszczony budynek, który zaczynał się monumentalnym wejściem (drzwi były oczywiście wyłamane z zawiasów - ich pozostałości można było dostrzec, przechodząc obok) i zdawał się nie kończyć w odległości możliwej do dostrzeżenia dla psiego oka. W sekrecie wyjawię wam jako autor, że był to kiedyś dworzec. Chart bez wahania pokonał wejście, patrząc czy Król nadal za nim podąża i zachęcając go skinieniem łba w stronę wnętrza budynku. Pomieszczenie było bardzo przestronne, o wiele dłuższe niż szersze, ale wciąż bardzo szerokie. Przez środek niczym oś symetrii biegły pozostałości płaskich ławek, gdzieniegdzie stał wywrócony kosz na śmieci. Gdyby przybysz zwrócił łeb mocno ku górze, to po jednej stronie tam, gdzie normalnie byłaby ściana, wisiały dziwne, czarne tablice, od których odchodziły kable - w większości zerwane. Centralnie pod nimi znajdowały się "mini" pomieszczenia przyzdobione okienkami, nad którymi znajdował się napis, którego żadne zwierzę nie byłoby w stanie przeczytać."
~ fragment sesji Kiura i Króla

25 komentarzy:

  1. Lilia zwiedzała tajemniczą siedzibę sama. Kiur niby czasem mruknął, gdzie co jest, ale raczej niewiele. Najgorszą rzeczą w sforze było zachowanie lidera względem obcych. Nie lubiła tego, ale udawała, że z chęcią ich zabija, czy choćby przegania. Była szybsza, niż większość psów, więc pogoń nie była niczym trudnym, jednak... To nie do końca było to. Mimo wszystko jednak nie pokazywała, że jej się nie podobało. Wręcz przeciwnie, na złość panu przywódcy pokazywała, jak dobrą decyzją było dołączenie do sfory. Z docinek nie zrezygnowała, bo i po co? Czasem można było się pośmiać. Kiur był zbyt poważny, więc trzeba było to wykorzystać.
    W pewnym miejscu zatrzymała się. Na ziemi leżały uschłe liście. W górze była dziura, a tuż pod nią rosło sobie duże drzewo, ogrodzone kamiennym murkiem. Ludziom służyło do ozdoby jako malutkie, ładnie przycięte drzewko, ale teraz rozrosło się. Suczka położyła się na legowisku z liści i przymknęła oczy.
    //Zapraszam Kiura ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Obcych należy się pozbyć, bo są nie tylko zagrożeniem, ale i konkurencją na łowach szczególnie w ubogim w pożywienie mieście. A to, że każde szczęśliwe i najedzone kosztem sfory zwierzę było jak cierń w królewskim tyłku Kiura, to już zupełnie inna historia. Biały chart szybko wrócił do zdrowia po niefortunnym spotkaniu z niedźwiedziem. Co więcej ku jego satysfakcji Lilia zachowywała się ładnie, wykonywała polecenia bez większego szemrania i trzymała nadmiernie kłapliwy język w pysku, darując sobie słownych utarczek z (miss mia...) miejską arystokracją. Zresztą pierwiastek z grupy aktynowców miał większe 'problemy' na głowie niż zadowolenie, niezadowolenie czy też kaprysy JEDNEJ podwładnej - chociażby Szpon zapuszczający się na coraz dłuższe samotne eskapady pod przykrywką patroli i polowań. Gdy tylko stan zdrowia mu na to pozwolił, po kryjomu ruszył za zapachem mieszańca w typie rottweilera. Kierunek, do którego zmierzał pies, był daleki temu, który wyznaczył dla niego Kiur. Czas pokaże czy Szpon zostanie obwołany zdrajcą i zostanie wypędzony lub zginie, na razie chart wstrzymywał się z osądem, czekając na ostateczny dowód mówiący ZA lub PRZECIW Szponowi. Zauważyszy Lilię, podszedł do niej sztywnym krokiem.
    - Jak ostatni patrol?

    OdpowiedzUsuń
  3. Legowisko było dość wygodne. Lilia mogłaby tak leżeć godzinami, jeśli nie cały dzień. Usłyszała odbijane od kamiennej podłogi pazury. Oho. Ktoś ma zamiar zakłócić jej odpoczynek. Suczka spojrzała w stronę nadchodzącego psa. Okazał się nim nie kto inny, jak sam Kiur. Padło pytanie o patrol. No cóż, patrol jak patrol, zbyt wiele nie wyczuła.
    - Patrol? Meh, nic takiego ciekawego nie było. - wstała, po czym spojrzała na towarzysza. - Wyczułam tylko jakieś lisy, króliki, szczury i psa. Pies nie był raczej duży, ale chyba coś upolował, albo coś próbowało upolować jego, bo tam, gdzie było najwięcej jego zapachu, było sporo krwi. Panie przywódco. - ostatnie zdanie wypowiedziała jak zwykle sarkastycznie. To, że przez jakiś czas zachowywała się grzecznie, to tylko i wyłącznie zasługa tego, że była zwyczajnie zmęczona.

    OdpowiedzUsuń
  4. - Mam imię - przypomniał Kiur zmęczony całym tytułowaniem go przez Lilię, które uważał za zwyczajnie durne i niepotrzebne. - Żadnych obcych?
    Z czasem sunia nauczy się, co należy, a czego nie - reguły miasta bywają brutalne w szczególności dla psów w otoczeniu takiego rządziciela jak biały chart, który zdawał się wykorzystywać wszystkich na około lub przynajmniej próbować, sam nie kiwnąwszy pazurem. W rzeczywistości była to tylko po części prawda: Kiur był bardziej aktywny niż posądzały go o to plotki, ale bez wątpienia miał skłonności do wyręczania się innymi, nie szanując ich zdania.
    - Widziałaś może Szpona? - zapytał po chwili, kierując na moment wzrok w stronę kilku cieni sprawnie przemykających przez przeciwległe wejście, inne psy.

    OdpowiedzUsuń
  5. - Nieee, serio? Nie wiedziałam! - syknęła z sarkazmem. Trochę ją denerwował, najpierw pan poważny, a teraz "mów mi po imieniu".
    - No przecież mówię, że jednego obcego psa wyczułam. Nie słuchałeś, czy co? - przewróciła oczami. To ona się wysilała, żeby zdać mu piękną relację, a on nawet nie słuchał. Pff.
    - Ooo, od kiedy przejmujesz się swoimi "śmieciami", co? - przypomniała mu, jak się wyrażał o członkach swojej sfory. Nienawidziła jego podejścia, choć czasem było zabawnie. Na przykład kiedy ktoś zrobił coś źle, a "pan przywódca" go ochrzaniał. Jak psy mogą tak go znosić? Wystarczyłoby nakłonić wszystkich, aby nie dali się traktować jak śmiecie i Kiur zostałby sam. Choć Lilii trochę byłoby go szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  6. - Nie tym tonem - najeżył się Kiur, słysząc jak Lilia ponownie pozwala sobie na zbyt wiele i kłapie pyskiem bez pomyślunku. - Jak nie chcesz mówić mi po imieniu, to proszę bardzo, ale te zwroty grzecznościowe 1) niepotrzebnie przedłużają 2) są zwyczajnie irytujące.
    Trzepnął ogonem na boki, sadowiąc się wygodniej.
    - I co w związku z tym? Znalazłaś tego psa? Przegoniłaś?
    Dalsze wypowiedzi Lilii wpierw skomentował nieznacznym zaciśnięciem zębów. Jak śmieci? Przecież wcześniej użył właściwego sformułowania! Pozbierał "brudy" z ulicy, zrobił z nich sforę. Każdy samotny pies na terenie miasta w końcu kończy jako zagryzka dla czegoś większego lub worek pcheł toczony chorobą.
    - Mam wątpliwości co do jego lojalności - dokończył na temat Szpona.

    OdpowiedzUsuń
  7. - Bo co? - warknęła. - Nie wiem, czy pamiętasz, ale to TY mi proponowałeś dołączenie do sfory, choć znałeś mój charakter. - była zła, że się tak rządzi, ale i rozbawiona tym, że myśli, że sprawi, żeby dała sobą pomiatać. Lilia nie zamierzała się zmienić, o nie. Ale jakby na początku zachował się milej, to może poznałby drugą jej stronę. Pff.
    - Oh, teraz ci to przeszkadza, tak? - potrząsnęła łbem. - No cóż, trudno, KIURZE. - podkreśliła ostatnie słowo. Chciała go zdenerwować, to fakt, ale nie na tyle, aby ją rozszarpał. I tak by tego nie zrobił.
    - Nie mogłam znaleźć tego kundla, bo nagle trop się urwał, ale polował na naszych terenach. To chyba wystarczający powód, aby się tym zająć? - przewróciła oczami. Nie słuchał jej do końca, to było widać. - Prawdopodobnie ten pies kręci się w pobliżu Blokowiska. - dodała po chwili. Właśnie tam czuła jego zapach i tam były resztki upolowanego przez niego gołębia.
    - Widziałam go. Wychodził, a gdy spytałam, gdzie idzie, powiedział, że na polowanie. Ruszył w stronę parku. - wreszcie odpowiedź, która może zadowoli przywódcę. Lilia nie mogłaby powiedzieć, że go nie lubi. Po prostu uwielbia go wkurzać.

    OdpowiedzUsuń
  8. - A więc moja hojna propozycja cię nie satysfakcjonuje? Powinnaś być wdzięczna. Poza sforą w tym pieprzonym mieście nie czekałoby cię nic prócz śmierci. Chcąc tu mieszkać i tak musiałabyś mi ulec, bo niedługo całe te miejsce będzie moje. - wycedził, obnażywszy zęby, unosząc ciemne wargi. - Powtórzę.kolejny raz: NIE TYM TONEM. Wszyscy powinniście mi być wdzięczni, beze mnie nie byłoby tej sfory - byliby samotnicy rozproszeni po ulicach i śpiący po kubłach.
    Usłyszawszy odpowiedź dotyczącą Szpona, skinął tylko głową. Po chwili odezwał się już spokojniej.
    - Znam zasady rządzące tym światem. Życie za życie: dlatego tu jesteś chociaż wciąż nie rozumiem dlaczego chcesz zostać, nie zgadzając się z niczym, co ci mówię.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przewróciła oczami, słysząc, jak się wywyższa. Gdyby nie on, to wiele psów by przeżyła. On się rządzi, jakby był jakimś bogiem, który ma prawo decydować, kto zginie, a kto przeżyje. Rozwydrzony kundel. "Pan świata". Trzeba go zneutralizować...
    - To nie jest tak, że się nie zgadzam. Chcę tu zostać, bo nie mam nic lepszego do roboty. Poza tym brakowało mi czyjegoś towarzystwa. - odparła. Szczerze mówiąc już się przyzwyczaiła do krwiożerczego, rozwydrzonego Kiura, który uważa, że jest najważniejszy w całym mieście, zawsze i wszędzie.
    - Wydaje mi się, że trochę brakuje jedzenia. Idziesz zapolować? - spróbowała złagodzić atmosferę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwierzaki nie znają pojęcia "Bóg" > zmienić na król przy obróbce.
      I tak - wiem, że w sprawach technicznych jestem nieznośna xD

      Usuń
  10. /polowanie robimy bez MG
    - Jeśli chcesz tu zostać, to słuchaj tego, co mówię i wykonuj polecania bez szemrania. - mruknął Kiur zmęczony całą sytuacją.
    Suczka była bezczelna, a on nieustępliwy: mieszanka wybuchowa i to jak.
    - Idziemy - odpowiedział na propozycję bez zbędnych komentarzy.
    Może rzeczywiście polowanie jest dobrym pomysłem. Jedno było pewne - miała rację, że żarcia brakowało.

    OdpowiedzUsuń
  11. /Okej, przenosimy się do innej lokacji?
    Bo co? Bo rozwydrzony książę wyśle na nią swoją wierną świtę? Trudno! To on straci ją, ona nic nie straci.
    - W parku widziałam stado gołębi. Możemy tam spróbować. Ewentualnie jest jeszcze na obrzeżach miasta taka łąka z małą, drewnianą budowlą. Nie należy do terenów sfory, ale dużo gryzoni się tam kręci. Króliki, myszy, czasem nawet ptaki chowają się przed upałem. - Lilia miała oczywiście na myśli działkę z drewnianą altanką, ale skąd mogła wiedzieć, że tak się to nazywa? Ale faktem było, że wokół altanki zbierało się wiele zwierząt, w pobliżu budowli utworzyła się wieczna kałuża, z której można pić, gdy nadchodzą upalne dni.

    OdpowiedzUsuń
  12. /tak
    To ona może stracić ż y c i e.
    Gdy jest się na czyjejś łasce, to lepiej o tym pamiętać, a Srebrna otoczona była komradami Kiura. Układ był taki: ona zachowuje się dobrze = jest bezpieczna. Od niej zależało jego powodzenie bądź niepowodzenie.
    - Prowadź, prowadź. - rzekł, zgodziwszy się na propozycję.
    Niespecjalnie palił się do pościgów za zwierzyną. W końcu jeszcze nie był w pełnej formie. Jednakże chętnie obejrzy polującą Lilię pilnując ją, by się nie obijała.
    Pod jego komendą nie da się obijać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Król, nadal brudny przez chodzenie w podziemiach i z raną na głowie, wracał powolnym krokiem do sfory. Pysk trzymał przy ziemi. Młody pies szedł tak, jakby zaraz miał się przewrócić ze zmęczenia. Oczywiście nie był jakiś wyczerpany, ale wszystkie wydarzenia tamtego dnia sprawiły, że miał ochotę położyć się na ziemi tam, gdzie właśnie był i czekać, aż te wszystkie okropne rzeczy się wyjaśnią - bestia i Pakt. W dodatku nadal nie przeprosił Smugi i nie wiadomo, czy kiedykolwiek mu się uda. Co, jeśli już się nie spotkają? Do tego był smutny, ponieważ znał historię tych zwierząt żyjących w podziemiach. To nie ich wina, że są inni! Tyle z nich musiało zginąć przez to, jak wyglądają... Czy może im jakoś pomóc? Nawet jeśli, to byłoby trudne, bo nie chciałby już nigdy w życiu tam wracać. Do tego nie wiedział co z Gremzanem... Czy sam się wydostał?
    Wreszcie Król zobaczył Dworzec i zaczął iść tylko troszkę szybciej. Kiedy dotarł na miejsce, usiadł.
    - Kiur! Trzask! - próbował krzyknąć, ale wyszło ciszej, niż chciał. Poczuł jak łzy napływają mu do oczu. Myślał, że już nigdy tu nie wróci...

    /zapraszam Kiura i Lilię :3

    OdpowiedzUsuń
  14. Lilia chodziła po dworcu z kąta w kąt. Od polowania z Kiurem minęło trochę czasu, ale nie miała zamiaru go powtarzać. Nie z tą egoistyczną, rozwydrzoną kupą sierści. No po prostu nie!
    Z zamyślenia wyrwał ją cichy głos... Szczeniaka. Kojarzyła go skądś... Król?
    Pobiegła w stronę wyjścia z dworca i zobaczyła siedzącego tam szczeniaka. Popędziła do niego i zamachała ogonem.
    - Król! Gdzie byłeś? Jesteś brudny... Co się stało? - jej błękitny wzrok nadal był radosny, ale niepewny. A co, jeśli stało się coś strasznego? Jakiś wielki pies go zaatakował? Co, jeśli był to jakiś pies, z którym nawet jaśnie pan IDIOTA Kiur nie dałby sobie rady? A co, jeśli to w ogóle nie był pies? Oczy powiodły suczkę w stronę rany na głowie szczeniaka.
    - O kurde... Gdzieś ty sobie to zrobił? - patrzyła ze współczuciem, choć rana nie krwawiła już bardzo obficie.

    OdpowiedzUsuń
  15. - Czyżby nasza zguba się odnalazła... - Lilia mogła tylko narzekać, gdy naszedł ją dobrze znajomy głos białofutrego przywódcy miejskiej sfory.
    Chart trzepnął ogonem na boki, ale bynajmniej nie radośnie, bo szybko zauważył, że młodziak był poraniony.
    - Gdzieś ty był? - zapytał, siadając obok Lilii.
    Jej obecność nie była teraz najważniejszą kwestią.
    - A co ważniejsze: kto ci to zrobił? - wskazał ciemnym nosem na ranę jego wysokości. - Nie wyglądasz najlepiej.
    Skrzywił się nieco, widząc nagromadzenie błota i krwi.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie pojawiła się tam Trzask, ale przynajmniej pojawił się Kiur. I jest Lilia, to też dobrze, bo jest ona w końcu członkinią sfory.
    - Była burza i się schowałem... Tam byli też inni, ale zawaliło się na nas, nie było wyjścia, więc weszliśmy pod ziemię. Tam było tak ciemno i strasznie... Tam byli Prot i Deuter, zaprowadzili nas do reszty tych dziwnie wyglądających zwierząt. Ich przywódca powiedział o ludziach, Pakcie, wojnie i... i o bestii... - mówił szybko i jakby się bał. - Prot i Deuter prowadzili nas do wyjścia, zaatakowały szczury, ale udało nam się je pokonać. Wyszliśmy, ale... nie wiem co się stało z Gremzanem i Smuga... nie przeprosiłem go. I te zwierzęta, nadal są pod ziemią, z tą bestią. - próbował powstrzymać łzy.
    Chciał im pomóc, ale niby jak? Gdyby nawet te zwierzęta wyszły z podziemi, prawdopodobnie byłyby atakowane - kto wie, czy ten Pakt nadal nie istnieje. Co, jeśli rozpoczęłoby to kolejną wojnę?
    - Nikt. Schronienie na nas spadło i mnie uderzyło. - odpowiedział.

    OdpowiedzUsuń
  17. Lilia potrząsnęła łbem i otworzyła oczy szerzej. Nie zrozumiała prawie nic z tego, co mówił maluch, oprócz tego, że była burza, schowali się, ale schronienie się rozwaliło. Jakim cudem weszli pod ziemię, tego nie wiedziała.
    - Chwila, chwila, spokojnie. Nikt cię już nie goni, opowiedz wszystko jeszcze raz. - uśmiechnęła się pocieszająco do szczeniaka. To był drugi raz, kiedy SZANOWNY IDIOTA KIUR mógł oglądać jej spokojne zachowanie. A mógł sprawić, żeby zachowywała się tak na co dzień. SORY PANIE IDIOTO.
    - Chodź, połóż się, na pewno jesteś zmęczony. - jej głos był spokojny. Niejednemu poprawiłby humor. Lilia wbrew pozorom była bardzo opiekuńcza. Nawet, jeśli wydawała się oschłą, wredną wariatką. Meh.

    OdpowiedzUsuń
  18. Przepraszam bardzo.
    Oschły i wredny bywał Kiur, a Lilia co najwyżej w głupi sposób zwracała na siebie i prowokowała. Tak było przynajmniej w oczach przywódcy sfory. Zmarszczył brwi (a raczej ich psi odpowiednik), zobaczywszy jak suczka lituje się nad przybyłym Królem. Wyglądało na to, że szczeniak przebył niezłą szkołę życia, ale jego słowa zdawały się nie mieć wielkiego sensu. Trzeba powiedzieć, że doświadczony w bojach chart, wpierw nie zrozumiał wypowiedzi Króla, a przynajmniej nie potrafił połączyć wszystkiego w spójną całość stanowiącą jakiś sens.
    - Prot i Deuter? - powtórzył, patrząc na niego z góry. - Zwolnij trochę. Gdzie byłeś? Pod ziemią? Jak, piwnice?
    Zerknął z ukosa na Lilię. Czemu tak się dzieje, że nawet krnąbrna suczka jest opiekuńcza do małych, pomyślał.
    ...kiedy ci powinni radzić sobie sami.
    /...in this world is ki-eee, odpuszczę sobie :3

    OdpowiedzUsuń
  19. Po chwili chyba udało mu się trochę uspokoić. Nie miał już łez w oczach i ogólnie wyglądał na mniej przerażonego. Powoli przeszedł kilka kroków i położył się.
    - Kiedy się na nas zawaliło, okazało się, że nie ma już wyjścia. Ale tam była jakaś dziura, więc tam weszliśmy, ale Grem... jeden z nas tam został, bo był większy. To było pod ziemią, było ciemno i mokro. I spotkaliśmy koty, braci, Prota i Deutera. Wyglądali tak... inaczej niż te koty tutaj. Byli połączeni. I... Zaprowadzili nas do innych takich dziwnie wyglądających zwierząt. Ich przywódca opowiedział nam o tym, że przez ludzi były jakieś kałuże, zwierzęta zaczęły przez to rodzić się właśnie tak dziwnie wyglądając, pojawił się Pakt, była wojna... I musieli zamieszkać pod ziemią. - mówił. - Do tego Smuga dowiedział się o tym, że należę tutaj do sfory i się zdenerwował. Podobno ktoś ze sfory go wygnał z tych terenów przez co wybrał to schronienie, które się zawaliło. Chciałem go przeprosić, ale tego nie zrobiłem! - do jego oczu ponownie napłynęły łzy. Opowiadanie tego sprawiało, że znów czuł się gorzej. Nie chciał o tym już mówić, ale wiedział, że musi. To bardzo ważne informacje.
    - I mówili jeszcze o bestii. Stwór, który... jest w ciemności? Podobno jest bardzo silny. My go nie spotkaliśmy, ale musi być straszny. On tam żyje! - po tym przestał już mówić. Może to wystarczająco dużo informacji? Okaże się...

    OdpowiedzUsuń
  20. Lilia wysłuchiwała wszystkiego z szeroko otwartymi oczami. Albo młodzik miał bardzo wybujałą wyobraźnię, albo serio było dziwne.
    - Nie martw się, spokojnie, to przecież nie twoja wina. - starała się go uspokoić. Gdyby był jej dzieckiem, pewnie by go przytuliła. Ale nie był, więc wystarczą mu słowa.
    - Bestia? Moment, gdzieś tam, gdzie byliście było coś gorszego od Kiura? - spojrzała podejrzliwie na przywódcę sfory i znów zwróciła wzrok na szczeniaka. UPS.
    Jej myśli krążyły teraz po wszystkim, co powiedział Król. Jeśli było coś groźnego w okolicy, to trzeba się tym zająć. Szybko.

    /wybaczcie za gniot, bw :v

    OdpowiedzUsuń
  21. - Połączone koty, młodziku? - rzekł Kiur pełnym niedowierzania i lekceważenia tonem.
    Spojrzawszy na niego wzrokiem "jeśli chcesz być traktowany poważnie, to przestań opowiadać bajki", odsunął się dwa kroki na bok, gdy Lilia powiedzmy, że no... weszła do akcji. Skrzywił się.
    - Gdzie? Pod ziemią? Gadaj coś widział, bo nie mamy czasu i jeśli rzeczywiście w okolicy jest coś niebezpiecznego, to trzeba to zabić. - wysilił się na ton pełen czystego profesjonalizmu. - Wolniej, Król, wolniej. Chcę coś z tego zrozumieć.
    Na razie rozumiał niewiele. Bestie i podziemia, niedorzeczność.
    /wena

    OdpowiedzUsuń
  22. - Wiem, że to nie moja wina, ale może mogłem coś z tym zrobić? Nie chcę, żeby był zmuszony do życia gdzieś, gdzie będzie mu trudniej. - mruknął ze smutkiem. Wiedział, że na razie nic na to nie poradzi.
    - Tak! I tam było ich więcej, pełno! Nie tylko kotów, bo były też na przykład szczury. - czuł, że Kiur mu nie wierzy. Właściwie to dosyć niewiarygodna historia, ale to bardzo ważne! Co niby miałby zrobić, żeby im udowodnić, że to, co mówi, nie jest kłamstwem? Przecież mu ufają, prawda?
    - Tak, pod ziemią. Tam były takie jakby tunele, było pełno wody i tak ciemno! I te dziwne zwierzęta się tam ukrywają! A ta bestia wychodzi na żer i na pewno jest bardzo niebezpieczna... - co, jeśli ta bestia zrobi krzywdę tamtym zwierzętom? Przecież trzeba im pomóc! Inaczej będą się tam ukrywać już na zawsze i nigdy nie dowiedzą się, jakie wspaniałe bywa życie na powierzchni...

    OdpowiedzUsuń
  23. - Nie mogłeś nic zrobić. Takie jest życie. - powiedziała spokojnie. Nie rozumiała za wiele z tego. Słuchała w zamyśleniu. Czy młodzik miał tylko wybujałą wyobraźnię, czy mówił prawdę?
    - Moment. Wiesz coś o tej bestii? - spytała. - Poza tym to nie nasza sprawa, co się dzieje z tymi zwierzętami. Na razie musimy się zajmować sobą. - dodała po chwili chłodnym, ale współczującym głosem.
    - A teraz wybaczcie, ale muszę już iść. Pójdę zapolować, w końcu zawsze przyda się jakieś jedzenie. - wstała i przeszła obok psów. - Król, jakbyś chciał jeszcze pogadać, to możesz do mnie przyjść wieczorem. Pa. - spojrzała jeszcze na szczeniaka i odeszła pełna gracji.

    /zt (spowodowane brakiem weny na tą sesję)

    OdpowiedzUsuń