niedziela, 24 lipca 2016

Zwieszone Drzewo

Znajdujące się w parku, stare drzewo, opierające się o drugie, dość młode, tworząc swoisty dach nad ziemią. Jednak to nie wszystko! W koronie drzew gałęzie splątały się w taki sposób, że można po nich zwyczajnie chodzić, bez ryzyka spadnięcia. Młode drzewo utworzyło zaś gęstą plątaninę, w której można bez problemu umościć sobie legowiska.

5 komentarzy:

  1. Kiur nie miał w zwyczaju częstego opuszczania swojego terytorium. Do parku zagnał go pościg za zającem (obecnie znajdującym się już w jego pysku), którego zauważył, zaznaczając granicę. Charcia natura dała o sobie znać i wkrótce zwierzak stał się ofiarą przywódcy sfory, a niedługo stanie się również jego kolacją, bo upolowaną przez siebie zwierzyną nie chciał się dzielić. W końcu był liderem i miał swoje prawa i przywileje, nie? Niespecjalnie liczył się z innymi. Uważał, że ledwo zasługują na jego przewodnictwo, a co dopiero większe starania i gorliwość. Wprawdzie był wierny swoim druhom na dobre i na złe i pewnie poszedłby za nimi w ogień, ale cechowała go również arogancja. I egoizm. Oj, tak. Bardzo siebie kochał i jakoś nie miał z tym problemu, a wszyscy dookoła... cóż, musieli to znieść i nie mieli nic do gadania. Był najsilniejszym, najpiękniejszym (heh), najszybszym psem w okolicy, rządził własną bandą i niejednemu rywalowi zdążył solidnie wlać. Duma nie pozwalała mu nawet o poproszenie kogoś, by wyciągnął mu drzazgę z opuszki łapy. Zawsze robił to sam, mimo że niejeden z jego podwładnych zrobiłby to lepiej i szybciej. Na jakiego nieszczęśnika trafi tym razem?
    /zapraszam Piołuna, wleź tylko wysoko xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Tym nieszczęśnikiem okazał się był nikt inny niż Piołun, który nie spodziewał się spotkać żadnego psa, jednak miał świadomość że te stwory czają się w wielu zakamarkach miasta, ku zdziwieniu przez kilka dni kiedy podróżował z Blaskiem i Srebrną owych nie spotkał. Jako członek grupy miał swoje zadania, a jednym z nich było bardzo, ale to bardzo pospolite - polowania. Dlatego też wyruszył w poszukiwanie pożywienia, czyli różnego rodzaju gryzoni i ptaków... Przez około półtorej godziny łowił w najlepsze i tym razem poszczęściło mu się. Kilka dużych i tłustych gryzoni, tylko została droga powrotna, która prowadziła poprzez park. Oczywiście jak to leżało w jego zwyczaju oczy miał szeroko otwarte, a łepkiem poruszał w różne strony wypatrując przeciwników. Fakt, może był na tym punkcie przewrażliwiony, ale akurat wtedy dobrze było, że tak uczynił, bowiem zauważył całkiem niedaleko od siebie postać... o zgrozo psa, który w dodatku trzymał w pysku zdobycz, co dodawało dramaturgii. A jeżeli to właśnie on - Piołun miał być kolejny? Bodziec dotarł do mózgu jakby z kilku sekundowym opóźnieniem. Z pyszczka wypadła cała zdobycz, kręgosłup wygiął się standardowo w łuk, ogon uniósł do góry a cały jakby stał się większy za sprawą futerka. Kocur szybko znalazł drogę ucieczki - pochyłe drzewo które znajdowało się niedaleko od miejsca, gdzie znajdywał się Piołun, dlatego z dzikim sykiem i wrzaśnięciem jak najprędzej tam pobiegł, nie odwracając się w stronę psa, który możliwe że już za nim biegł.Czuł szum krwi w uszach, oraz jak serce podchodzi mu blisko gardła, musiał to zrobić, nie mógł się poddać, nigdy! Gdy był już blisko wybił się z tylnych łap i wylądował na pochyłym drzewie, rysując swoimi wyciągniętymi pazurami po korze. Oczywiście wiedział, że musi się wspiąć wyżej co od razu szybko zrobił, a zatrzymał się dopiero wysoko, pośród liści.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kot, naprawdę? Kilka chwil wystarczyło, by chart znalazł się tuż pod owym drzewem, zadarł łeb ku górze, upuścił własną zwierzynę i zatopił spojrzenie w stworzeniu chroniącym się wśród gałęzi.
    - Kogo to moje piękne oczy widzą? - mruknął, siadając wygodnie.
    Nie miał interesu w tym, by gonić kota - ba! - jakim cudem miałby próbować, gdy ten znalazł się już na drzewie. Wspinać się nie umiał, no nie. Tak się jednak składało, że miał trochę czasu, mimo że nie zamierzał dużo siedzieć pod tym drzewem. Zresztą czego ciekawego może dowiedzieć się pies od kota?
    - To teren mojej sfory - dodał po chwili. - Wkrótce będzie nim całe miasto, więc radzę mieć się na baczności. Nie chcemy nieprzyjemnych zdarzeń i spotkań o nieciekawych skutkach, nie?

    OdpowiedzUsuń
  4. - Piękne? Chyba nigdy nie przeglądałeś się w kałuży ty... - miauknął jednak przed dokończeniem zdania powstrzymał się, przecież niepotrzebne kłótnie mogą sprawić, że pies jeszcze bardziej zechce rozszarpać kota na strzępy, bo przecież tego chciał prawda? Każdy potwór chce zguby innych, to było przecież jasne.
    - Tak, jasne myślisz że jesteś sam w mieście? Są przecież inne sfory jeszcze większe od twojej, nie uda ci się wypędzić wszystkiego żywego stworzenia! A... a jeśli chcesz ode mnie się czegoś dowiedzieć nie powiem ci nic, oprócz niczego! - syknął, trzymając się uporczywie gałęzi, raz po raz tylko spoglądając w dół na okropny pysk kundla.

    OdpowiedzUsuń
  5. - Nie ma sfory większej od mojej, pchlarzu! - zachichotał Kiur, opierając się przednimi łapami o drzewo i tępymi pazurami zahaczając o wystające fragmenty kory. - Haha, okaż trochę respektu. Koty to zaprawdę dziwne stworzenia.
    Kundla? Kundla!? Argh, gdyby Kiur potrafił czytać w myślach, to zjeżyłby się z wściekłości. Kundlami były szare, brudne i małe psy, a nie wielkie charty. Prawda była taka, że już nikt nie miał czystej krwi jeśli chodzi o rasowość, bo takowa mieszała się przez pokolenia, ale pojęcie kundel wciąż funkcjonowało.
    I było pogardliwe.

    OdpowiedzUsuń