Kiur
Brrr, paskudne miejsce. Nie do końca wiadomo, co zagnało Kiura w te
strony. Może chęć przegonienia wszystkiego, co nie należy do jego sfory w
okolicy. Może jakiś zabłąkany zając. W każdym razie wejście do budynku
nie wyglądało zachęcająco, ale jak już się robi obchód, to go się robi i
tyle. Co z tego, że poza własną ziemią? Poczekajcie, niedługo całe
miasto będzie należeć do niego. Taką miał ambicję. Gdyby nie nazywał się
Kiur (czyt. gdyby autorka nie miała Układu Okresowego po lewej stronie
od komputera), to zwano, by go despotą lub po prostu chciwym draniem, co
nie liczył się z innymi. Za takiego miały go chyba wszystkie psy, które
nie należały do jego sfory. Mówili o nim, że jest okrutny, wypędzając
wszystkich na około - nie słuchał. Mówili, że kiedyś dostanie za swoje -
nie słuchał. Dobrze wiedział czego pragnie, a władza nad całym miastem
to nie były przelewki. Trzeba było powiększyć sforę i o siebie zadbać. I
zadbać, by inni nie mieli nic przeciwko, a sposobów było wiele. Wróćmy
jednak do sytuacji w schronisku... przekroczył próg, rozglądając się i
węsząc w okolicy w poszukiwaniu zapachu czegoś żywego lub martwego, ale
od niedawna. Doszukał się.
/zapraszam Gremzana
Gremzan
Duszne powietrze schroniska zalatywało śmiercią. W półmroku jarzące się
złotem ślepia samca nie przywodziły na myśl tak jak zwykle słońc, lecz
płomienie świec. Jego otępiałe zmysły zadziałały zbyt późno, kiedy z
impetem wpadł na przeżartą rdzą klatkę. Przeklinając pod nosem, powlekł
się w przeciwnym kierunku, a wtedy uderzył w niego snop dziennego
światła.
Cm/Szpon
Zza jego grzbietu usłyszał kroki. Nie, nie należały do wilczarza.
-
Szpon, co ja mówiłem o śledzeniu mnie? - zawarczał borzoi, obracając się
do dużego kundla wyglądem przypominającego mieszankę rottweilera.
Pies uśmiechnął się głupio i skinął łbem. Chart westchnął, ponownie wciągając nosem powietrze. Ta, bez wątpienia nie byli sami.
- Tu jest jeszcze jeden pies, Szpon. - poinstruował podwładnego, oblizawszy się. - Idziesz ze mną. Wziąłeś kogoś ze sobą?
- Ta, Trzask kręci się przy wejściu. Ciekawiło nas, co szef robi sam poza terene...
-
To niech przestanie - przerwał mu białas, rozglądając się. - Dobrze, że
obstawiłeś wejście. Rozejrzymy się, sprawdzimy kogo tu przygnało i
jakie ma zamiary, zrozumiano?
Rottweiler skinął łbem. Zarówno
życzliwość psa jak i jego nadmierne przywiązanie do suki o imieniu
Trzask nieco zaskakiwały borzoia. W końcu wyglądał na brutala, zabijakę,
a równocześnie był jednym z najlojalniejszych i najsilniejszych
członków sfory.
- KTOŚ TUTAJ? - zawył w międzyczasie Szpon nim chart zdążył położyć mu łapę na mordzie.
Gremzan
Uszy samca okręciły się w kierunku źródła hałasu. Chłód jego ślepi
błysnął prosto w tęczówki pary niedyskretnych postaci. Tym razem poznał
wyraźną woń dwóch psów, kalkulując swoje szanse. - Zgubiliście się? -
zapytał, nie kryjąc kpiny. Z tej odległości musieli go usłyszeć.
Cm/Szpon
Szanse? Dwóch na jednego, nieciekawie. Szpon warknięciem zawiadomił go, że lepiej, by trzymał się na baczności.
- Dlaczego mielibyśmy? - odparł Kiur, zaciskając zęby.
Rottweiler stojący obok niego zjeżył sierść, wpatrując się w drugiego psa.
- Czego tu szukasz i jakie masz zamiary? - dodał chart na pozór spokojnym tonem.
Gremzan
Mimo swojego stanu samiec nadal był silny i zdeterminowany. Poradziłby
sobie z jednym napastnikiem, ale dwaj mogliby już być dość
problematyczni, dlatego nadal stał w jednym miejscu. Leniwie poruszył
końcówką ogona, a przewrotny uśmieszek zagościł na jego pysku. - Już
dawno przestałem szukać - oświadczył jedynie, niemal zupełnie ignorując
drugą część pytania.
Cm/Szpon
Dwóch i obstawa przy wejściu, ale tego nie mógł jeszcze wiedzieć.
Rottweiler spojrzał na wilczarza z zaciekawieniem, borzoi wciąż mierzył
chorego psa zimnym wzrokiem.
- Ruszaj się, Szpon. - mruknął do towarzysza. - Zostawmy tego szaleńca sam na sam ze swoim szaleństwem.
Jednakże
gdy chart ruszył w kierunku wyjścia i zniknął za progiem, rottweiler
nie zmieniając pozycji, wciąż wpatrywał się w Gremzana, ale już z
większym zaciekawieniem niż agresją. Nie miał żadnych powodów do
agresji poza fanaberiami Kiura.
- Co to znaczy? - zapytał po chwili. - Nie martw się, nie zrobię ci krzywdy, gdy tamten już poszedł...
Gremzan
Wzrokiem zmierzył tamtego psa od koniuszków łap aż po radary. Zdawało mu
się, że miał deja vu, ale potrząsnął łbem na boki i niepokojące uczucie
zniknęło. Całe cielsko samca zadrżało jakby z zimna. - Na twoim miejscu
to ja bym się martwił - warknął przez zaciśnięte kły, zupełnie nie
panując nad odruchami. - Idź do diabła - dodał, zanim wyszedł.
Szpon
Szpon zagryzł wargę, spoglądając na wychodzącego psa. Cóż, najwyraźniej
na życzliwość w tym okrutnym świecie odpowiada się chamstwem, dobra.
Inna sprawa, że zachowanie wilczarza było dla rottweilera intrygujące. Z
całą pewnością pies nie zachowywał się normalnie, był dziwny. Wkrótce i
Szpon powlókł się w kierunku przeciwnego wyjścia - tego, z którego
skorzystał wcześniej przywódca. Białego charta już nie było. Zresztą
Szpon wątpił, by Kiura obchodził bliżej los Gremzana. Równie dobrze mógł
być już na dworcu. Trzask też nie było. Muszę ją znaleźć, przemknęło
psu przez głowę, gdy odchodził...
/koniec
Adoptuj ktoś Szpona, fajny jest <3 chyba ja to zrobię
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz