czwartek, 28 lipca 2016

Schronisko dla zwierząt

Nieciekawe miejsce: pełne klatek ustawionych jedna na drugiej i boksów o wyłamanych drzwiczkach ustawionych na bardzo długim korytarzu. Składa się z kilku pomieszczeń. Kiedyś było to związane z tym, że trzeba było jakoś oddzielić psy od kotów, agresywnych od spokojnych. To miejsce jak mało które jest naznaczone śmiercią wielu istot, których nikt nie chciał przyjąć pod swój dach...

34 komentarze:

  1. Brrr, paskudne miejsce. Nie do końca wiadomo, co zagnało Kiura w te strony. Może chęć przegonienia wszystkiego, co nie należy do jego sfory w okolicy. Może jakiś zabłąkany zając. W każdym razie wejście do budynku nie wyglądało zachęcająco, ale jak już się robi obchód, to go się robi i tyle. Co z tego, że poza własną ziemią? Poczekajcie, niedługo całe miasto będzie należeć do niego. Taką miał ambicję. Gdyby nie nazywał się Kiur (czyt. gdyby autorka nie miała Układu Okresowego po lewej stronie od komputera), to zwano, by go despotą lub po prostu chciwym draniem, co nie liczył się z innymi. Za takiego miały go chyba wszystkie psy, które nie należały do jego sfory. Mówili o nim, że jest okrutny, wypędzając wszystkich na około - nie słuchał. Mówili, że kiedyś dostanie za swoje - nie słuchał. Dobrze wiedział czego pragnie, a władza nad całym miastem to nie były przelewki. Trzeba było powiększyć sforę i o siebie zadbać. I zadbać, by inni nie mieli nic przeciwko, a sposobów było wiele. Wróćmy jednak do sytuacji w schronisku... przekroczył próg, rozglądając się i węsząc w okolicy w poszukiwaniu zapachu czegoś żywego lub martwego, ale od niedawna. Doszukał się.
    /zapraszam Gremzana

    OdpowiedzUsuń
  2. Duszne powietrze schroniska zalatywało śmiercią. W półmroku jarzące się złotem ślepia samca nie przywodziły na myśl tak jak zwykle słońc, lecz płomienie świec. Jego otępiałe zmysły zadziałały zbyt późno, kiedy z impetem wpadł na przeżartą rdzą klatkę. Przeklinając pod nosem, powlekł się w przeciwnym kierunku, a wtedy uderzył w niego snop dziennego światła.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zza jego grzbietu usłyszał kroki. Nie, nie należały do wilczarza.
    - Szpon, co ja mówiłem o śledzeniu mnie? - zawarczał borzoi, obracając się do dużego kundla wyglądem przypominającego mieszankę rottweilera.
    Pies uśmiechnął się głupio i skinął łbem. Chart westchnął, ponownie wciągając nosem powietrze. Ta, bez wątpienia nie byli sami.
    - Tu jest jeszcze jeden pies, Szpon. - poinstruował podwładnego, oblizawszy się. - Idziesz ze mną. Wziąłeś kogoś ze sobą?
    - Ta, Trzask kręci się przy wejściu. Ciekawiło nas, co szef robi sam poza terene...
    - To niech przestanie - przerwał mu białas, rozglądając się. - Dobrze, że obstawiłeś wejście. Rozejrzymy się, sprawdzimy kogo tu przygnało i jakie ma zamiary, zrozumiano?
    Rottweiler skinął łbem. Zarówno życzliwość psa jak i jego nadmierne przywiązanie do suki o imieniu Trzask nieco zaskakiwały borzoia. W końcu wyglądał na brutala, zabijakę, a równocześnie był jednym z najlojalniejszych i najsilniejszych członków sfory.
    - KTOŚ TUTAJ? - zawył w międzyczasie Szpon nim chart zdążył położyć mu łapę na mordzie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uszy samca okręciły się w kierunku źródła hałasu. Chłód jego ślepi błysnął prosto w tęczówki pary niedyskretnych postaci. Tym razem poznał wyraźną woń dwóch psów, kalkulując swoje szanse. - Zgubiliście się? - zapytał, nie kryjąc kpiny. Z tej odległości musieli go usłyszeć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szanse? Dwóch na jednego, nieciekawie. Szpon warknięciem zawiadomił go, że lepiej, by trzymał się na baczności.
    - Dlaczego mielibyśmy? - odparł Kiur, zaciskając zęby.
    Rottweiler stojący obok niego zjeżył sierść, wpatrując się w drugiego psa.
    - Czego tu szukasz i jakie masz zamiary? - dodał chart na pozór spokojnym tonem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mimo swojego stanu samiec nadal był silny i zdeterminowany. Poradziłby sobie z jednym napastnikiem, ale dwaj mogliby już być dość problematyczni, dlatego nadal stał w jednym miejscu. Leniwie poruszył końcówką ogona, a przewrotny uśmieszek zagościł na jego pysku. - Już dawno przestałem szukać - oświadczył jedynie, niemal zupełnie ignorując drugą część pytania.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dwóch i obstawa przy wejściu, ale tego nie mógł jeszcze wiedzieć. Rottweiler spojrzał na wilczarza z zaciekawieniem, borsoi wciąż mierzył chorego psa zimnym wzrokiem.
    - Ruszaj się, Szpon. - mruknął do towarzysza. - Zostawmy tego szaleńca sam na sam ze swoim szaleństwem.
    Jednakże gdy chart ruszył w kierunku wyjścia i zniknął za progiem, rottweiler nie zmieniając pozycji, wciąż wpatrywał się w Gremzana, ale już z większym zaciekawieniem niż agresją. Nie miał żadnych powodów do agresji poza fanaberiami Kiura.
    - Co to znaczy? - zapytał po chwili. - Nie martw się, nie zrobię ci krzywdy, gdy tamten już poszedł...

    OdpowiedzUsuń
  8. Wzrokiem zmierzył tamtego psa od koniuszków łap aż po radary. Zdawało mu się, że miał deja vu, ale potrząsnął łbem na boki i niepokojące uczucie zniknęło. Całe cielsko samca zadrżało jakby z zimna. - Na twoim miejscu to ja bym się martwił - warknął przez zaciśnięte kły, zupełnie nie panując nad odruchami. - Idź do diabła - dodał, zanim wyszedł.

    zt

    OdpowiedzUsuń
  9. Szpon zagryzł wargę, spoglądając na wychodzącego psa. Cóż, najwyraźniej na życzliwość w tym okrutnym świecie odpowiada się chamstwem, dobra. Inna sprawa, że zachowanie wilczarza było dla rottweilera intrygujące. Z całą pewnością pies nie zachowywał się normalnie, był dziwny. Wkrótce i Szpon powlókł się w kierunku przeciwnego wyjścia - tego, z którego skorzystał wcześniej przywódca. Białego charta już nie było. Zresztą Szpon wątpił, by Kiura obchodził bliżej los Gremzana. Równie dobrze mógł być już na dworcu. Trzask też nie było. Muszę ją znaleźć, przemknęło psu przez głowę, gdy odchodził...
    /koniec

    OdpowiedzUsuń
  10. Ildiko, jak zawsze, przechodziła przez dworzec, słyszała jakieś sapanie i węszenie, ale nie lubiła zaglądać w jakieś dworcowe zakamarki-bała się, że pijak stłucze jej głowę butelką. Później spotkała Kiura, któremu o tym doniosła. Kiur nawet nie chciał słyszeć jej szczekania, ale po krótkiej wymianie zdań poszedł z nią na stację kolejową.

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej, chyba nie do końca zrozumiałaś system jakim się tu posługujemy.
    Ta sesja (moja i Gremzana) jest już zakończona, nikogo nie ma w tym temacie. Poza tym na terenie rozgrywki nie ma żadnych ludzi, proszę zapoznać się z fabułą bloga ;)
    No, początki zawsze są ciężkie!

    OdpowiedzUsuń
  12. Lilia powoli zmierzała w stronę opuszczonego budynku. Szczerze chciała, aby przywódca sfory podążał za nią, ale czy tak było - nie wiedziała. Oby tak, bo wtedy zawsze znajdzie sposób, aby mu dopiec. Czy to zatrzaskując drzwi, czy to przewracając jakieś krzesło. Wszystko, co mogło wprawić Kiura w złość. W sumie... Nie wiedziała, czemu, ale bardzo to lubiła. Zwyczajnie to sprawiało, że jej życie nie było nudne i szare. Ot co!
    Weszła przez wyłamane drzwi do budynku, po czym skierowała się na jakąś salę. Rozejrzała się i podeszła do dziwnego sprzętu, leżącego w kącie.

    /Zapraszam Kiura. Niech te drzwi rąbną tak konkretnie :v

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie warto, kochana, nie warto.
    Jej zachowanie względem Kiura na pewno nie należało do zbyt mądrych. Była bezczelna, a jej upodobanie do drażnienia większego i silniejszego psa - cóż, sami odpowiedzcie sobie na te pytanie, bo nie wiem, czy muszę jeszcze coś dodawać. Pies przede wszystkim nie miał czasu, by użerać się z jej fanaberiami, po drugie... huhm, większość z nich zwyczajnie zwisało mu i powiewało.
    - Widzę, że jesteś grzeczna i patrolujesz. - odezwał się, widząc ją przed sobą.
    W sumie muszę przyznać, że udał się za nią celowo. Fascynowały go jej marne próby, by uzyskać niezależność. Życie w sforze wymagało w końcu uległości. Tak jakby się pod tym podpisała, dołączając do niej, a zamiast tego nadal zachowywała się jak gwiazda, prychała, fukała i strzelała fochy. Iście fascynujące. Sunie nie posiadające charakteru w ogóle nie kręciły Kiura. Tępe i bezradne w obliczu zagrożenia. Lilia była inna, więc siłą rzeczy CIEKAWA. Inna sprawa, że nie cierpiał nieposłuszeństwa. Jeszcze ją utemperuje.

    OdpowiedzUsuń
  14. Grzeczna? Jeszcze zobaczymy. Jednak gdy tylko ujrzała Kiura obok siebie, zardzewiałe drzwi trzasnęły. Lilia skoczyła, aby je odepchnąć, jednak te ani drgnęły. Położyła łapę na klamce (której nazwy nie znała, bo skąd?) i przycisnęła, bo skoro coś się rusza, to powinno coś robić, co nie? Jednak nie stało się nic. Oczy suczki rozszerzyły się. Musi spędzić tu jakiś czas z TYM? Szczerze mówiąc, to bardzo chciała. Było tyle sposobów, by sprowokować go do warczenia, że aż miło. Wskoczyła na ustawione pod ścianą plastikowe, wielkie klatki i ułożyła się. Wbrew pozorom BARDZO się bała. Co, jeśli nigdy nie wyjdą i umrą z głodu? Albo jeszcze gorzej, co, jeśli spędzi tyle czasu z panem IDIOTĄ, że zacznie się zachowywać jak on? O nie, łaciata nie zamierzała być rozwydrzonym bachorem, który szpanuje siłą. NIE. PO PROSTU NIE.
    - Wygląda na to, że trochę tu pobędziemy. - ułożyła pysk na łapach, jednak wciąż obserwując charta. Cokolwiek zrobi, raczej się stąd nie wydostaną zbyt szybko.

    OdpowiedzUsuń
  15. - Jest wyjście z drugiej strony - rzekł krótko, wyczuwając jej zdenerwowanie.
    A więc w sytuacjach stresowych nie była już taka dzielna. Typowa suczka mocna tylko w gębie. Jednakże po chwili przypomniało mu się, że ta sama dręczycielka praktycznie uratowała go przed niedźwiedziem. Może zatem zasługiwała na jakąś wdzięczność? Najpierw niech wykaże się jakąś... jakąś... Eee, Kiur nie potrafił znaleźć wówczas odpowiedniego sformułowania, a zresztą i tak nie zamierzał wypowiadać tego na głos.
    Chart opuścił ją na moment, idąc przez wyłamane drzwi, by dostać się do kolejnego korytarza.
    - Koci gnój! - do uszu Lilii dobiegło głośne przekleństwo rzucone przez przywódcę sfory. - Chodź mi pomóż.
    Okazało się, że tylne wyjście budynku zostało prawie całkowicie przykryte zwalonym stosem klatek i innych pierdół.

    OdpowiedzUsuń
  16. Przekleństwo nawet nie ruszyło suczki. Wiele się już od Kiura nasłuchała i w sumie... To nie było najgorsze.
    - Oh, to wielki, silny, najfajniejszy i najlepszy pan Kiur nie da sobie rady? - spytała żartobliwie, wręcz wyśmiewała się z charta. - Już idę. - zeskoczyła ze swego legowiska i podeszła do psa. Faktycznie, wejście było zawalone i raczej nie było szans, aby się przez to przedrzeć. UPS.
    - Myślisz, że da radę to poodsuwać jedno po drugim? - zmrużyła oczy, przebiegając wzrokiem po każdym przedmiocie. Raczej ciężko by było... Ale może się udać. W tym momencie nawet zapomniała o tym, że miała denerwować przywódcę i zwyczajnie przeszła obok, przypadkiem tykając go ogonem, który ledwie tylko się kiwał. Złapała zębami za odstający kawał metalu, połączony z jakąś klatką i zaczęła ciągnąć. Ta jednak ani drgnęła, mimo, że była prawie na wierzchu. To już nie była kwestia siły, zwyczajnie klatka była już tak stara, że wręcz przywarła do podłoża. UPS. Znowu.

    OdpowiedzUsuń
  17. - Nie tym ton... - nie dokończył.
    Po co? I tak olałaby to i już. Nie było nawet trzeba strzępić sobie na tym język.
    - Lilia? - rzekł tuż po przesunięciu jednej z klatek.
    Wyginając grzbiet, złapał zębami za odstające drzwiczki i pociągnął całą konstrukcję ku sobie. Musiał odskoczyć na bok, bo wtem jakieś zardzewiałe ustrojstwo zleciało na niego z góry. Odstąpił kilka kroków do tyłu zirytowany, że przerwało mu to jego wypowiedź.
    - Co chcesz przez to osiągnąć? - zwrócił się do Lilii typowym dla siebie pełnym wyższości tonem. - Łazisz za mną krok w krok, by się ze mnie nabijać, gdy mogę się po prostu ciebie pozbyć jednym... nawet sam nie muszę tego robić, mam kogoś od tego.
    Dalej spoglądał na suczkę, trudzącą się z przesuwaniem całego stosu badziewia. Urocze.
    - Przyznaj, że po prostu się tobie podobam.

    OdpowiedzUsuń
  18. No cóż... Ciężko będzie się wydostać. Aby nawet spróbować, trzeba by było wszystko odsunąć, a dla dwóch psów nie będzie to proste.
    - Co? - spytała bez zwyczajowej goryczy i wredności w głosie. Próbowała odsunąć kolejną klatkę, jednak i ta nie chciała się ruszyć. Meh.
    - Oh, boisz się sam ubrudzić łapki? - spytała z rozbawieniem. Cała złość z niej uleciała, gdy tylko dowiedziała się, że jakiś czas będą musieli tu zostać. Kolejne zdanie jednak ją uderzyło. Odwróciła głowę w stronę charta i zmrużyła lodowato błękitne oczy.
    - C H Y B A W S N A C H. - odparła powolnym, ale złym głosem. Nie miała zamiaru nagle przechodzić z nienawiści w miłość. Poza tym Kiur miałby na nią haka, jakby się zakochała, więc lepiej nie...

    OdpowiedzUsuń
  19. - To - odpowiedział beznamiętnym tonem. - Dokładnie to, co usłyszałaś.
    Był bezlitosny i poniekąd wredny. Dobrze to potrafił i Lilia bardziej niż na pewno zdążyła się już o tym przekonać. Uśmiechnął się po swojemu, a puchata kita parokrotnie zmieniła pozycję.
    - Jeśli mnie się nie boisz, to są dwie opcje: 1) podobam ci się 2) nie jesteś zbyt mądra. Moja droga, ja kręcę tym miejscem i jego psami, więc gdybyś nie miała żadnego interesu w drażnieniu mnie i jako tako poukładane w głowie, to odeszłabyś w siną dal lub bez szemrania słuchała MOICH rozkazów.
    Przesunął kolejną część żelastwa i z obrzydzeniem odrzucił ją na bok, używając długiego pyska. Kątem oka wciąż obserwował suczkę. Była całkiem, całkiem... huh, ładna. Mógłby ją mieć, gdyby chciał. Wielu było drani wśród niechlubnego psiego gatunku coby tak zrobiło, ale Kiur był przecież dżentelmenem, wrednym i zadufanym w sobie, ale aby być dżentelmenem, trzeba mieć także jakąś MORALNOŚĆ. Chart może i zachowywał się jak gnojek, ale nie był zwyrodnialcem. Jeśli ją zdobędzie, to zrobi to zgodnie z zasadami fair play, a za to, co otrzyma sowicie się odpłaci i Lilii wynagrodzi.
    - Nawet nie wiesz, jaki mogę być dobry.

    OdpowiedzUsuń
  20. - Jeśli się ciebie nie boję, to od razu myślisz, że mi się podobasz? Huh, na serio jesteś zadufany w sobie. - warknęła. No sory, panie Kiurze, ale jesteś bardzo zabawny, kiedy się wściekasz. Po prostu jak mały, puchaty, bezbronny szczeniak, który warczy, bo nie dostał dziś patyka do zabawy. Żałosne i śmieszne.
    - Ta, jasne. Już to widzę. - przewróciła oczami z kpiną. Jeśli on mógł być "dobry", to ona jest różowym jednorożcem, skaczącym po latających górach z waty cukrowej w świecie pełnym mlecznej czekolady. Suczka zwyczajnie mu nie wierzyła i raczej słusznie. Widziała go jako rozpuszczonego, głupiego szczeniaka który umie tylko szczekać i wyręczać się innymi. Pff.

    OdpowiedzUsuń
  21. - KAŻDEJ się podobam - napomknął bezczelnie, wykrzywiając pysk w uśmiechu. - Nie kłapaj tak na mnie zębami tylko PRACUJ!
    Rozpuszczonego i lubiącego się wyręczać może tak, ale nie szczeniaka. Skaczącym po "latających górach z waty cukrowej w świecie pełnym mlecznej czekolady". Huhm, pamiętaj, że czekolada jest toksyczna dla psów, więc może i tym bardziej te porównanie pasuje.
    - Bawi mnie twoje zachowanie. Jeśli nie chcesz, to nie. I żeby nie było mówię tu o sforze i twoim w niej udziale.

    OdpowiedzUsuń
  22. - Chyba KAŻDEJ ślepej. - przewróciła oczami i aż warknęła na jego rozkaz. ROZKAZ. No chyba go poyebao. Jednak złapała zębami kolejną klatkę i zaczęła szarpać.
    - Zapraszając mnie do sfory wiedziałeś o moim charakterze. Nie musiałeś pytać, teraz musisz to znosić. Chyba, że jakoś go zmienisz w pokojowy sposób. - i to była sugestia, żeby zaczął być MIŁY. Szarpnęła klatkę jeszcze raz i góra zadrżała. Jeden fałszywy ruch i wszystko się zawali. A to nie będzie dobre w żadnym wypadku, bo prawdopodobnie zakopie ich żywcem. Lilia cofnęła się powoli. Stos kiwał się coraz mocniej. Jeśli zaraz czegoś nie wymyślą, może się to skończyć źle. Chyba, że stos przestanie się kiwać. To też jest prawdopodobne.

    OdpowiedzUsuń
  23. - Zapraszając cię do sfory, miałem na uwadze to, że 1) potrzebuję łap do pracy i 2) głupio byłoby odpłacić ci się śmiercią za uratowanie mojego życia, bo tak stałoby się zapewne, gdybyś przebywając na moim terenie, nie była członkinią sfory.
    Tłumaczył to nad wyraz spokojnie i z dziwną lekkością jakby mówił nie o polowaniu na wałęsające się psy, a ptaki. Uważnym wzrokiem zmierzył klatkę, by po chwili podejść do niej i przesunąć na bok zębami, co spowodowało, że stos się zachwiał, ale szczęśliwie jeszcze nie upadł. Teraz mogli manewrować z nim dalej.
    - Jesteś zwyczajnie bezczelna.

    OdpowiedzUsuń
  24. - A ty jesteś zwyczajnie rozpuszczony. Może jakbyś był milszy, to poznałbyś mnie od tej lepszej strony. Bo wiesz, nie jestem taka, jaką mnie widzisz. - machnęła ogonem i szarpnęła zębami jakąś klatkę. Niestety, była tak zardzewiała, że zamiast się odsunąć, pręty się skruszyły, po czym cała klatka się zawaliła, a z nią mniejsza część stosu. W ostatniej chwili Lilia odskoczyła, unikając śmierci przez przygniecenie, bo znając życie Kiur nie raczyłby nawet łapą dotknąć tego wszystkiego, żeby ją uratować.
    Stos nadal blokował wyjście. Może mała mysz dałaby radę uciec, ale zauważmy, że ani Kiur, ani Lilia do małych nie należeli. Suczka wskoczyła na klatki i zrzuciła jedną z nich. Góra ponownie się zachwiała, więc suczka zaniechała pomysłu zrzucenia wszystkiego górą. Zbyt duże ryzyko.
    - Zejdzie nam na tym cały dzień. - warknęła w stronę klatek, po czym obrzuciła przywódcę sfory spojrzeniem. Co zamierzasz zrobić?

    OdpowiedzUsuń
  25. - Każda tak mówi - mruknął chart tonem ociekającym z zadowolenia samym sobą i samouwielbienia. - Każda, która chce zostać zauważona.
    Leniwym ruchem przesunął kolejną klatkę na bok, przez chwilę słuchając szczęku żelastwa.
    - To zejdzie - stwierdził krótko. - Nie narzekaj, jesteś w dobrym towarzystwie.
    Jednakże wcale tak nie było. Znaczy się OCZYWIŚCIE, że była w dobrym towarzystwie, ale znoszenie tego całego badziewia miało zająć o wiele krócej czasu, bo po kilkunastu minutach między prętami zaczął pojawiać się bladozielony przesmyk, którym najpewniej była pomalowana ściana budynku. Wprawdzie farba już dawno zaczęła schodzić, ale miejsce zawalone klatkami było przecież na lepszej pozycji - chronione stosem metalowego ustrojstwa.
    - Może jeśli ty będziesz milsza, to poznałabyś MNIE z lepszej strony. Kociuś, gdybym ja nie był miły, to nie okazałbym tyle litości, więc może wykaż się wdzięcznością jeśli i tak już widzisz, że mi się podobasz.

    OdpowiedzUsuń
  26. - Każda? A ile ich było, jedna? - syknęła i zmrużyła oczy. Nienawidziła go, ale nie widziała swojej przyszłości bez denerwowania go. Złapała zębami kolejną klatkę, która rozpadła się pod wpływem jej ugryzienia na dwie części. Suczka warknęła ze złością i złapała ją po raz kolejny, tym razem ją wyciągając. Stos zabujał się niebezpiecznie i jedna z wyższych klatek spadła tuż obok niej.
    I wtedy padło zdanie, które ją zdziwiło. Nie okazała tego jednak, bo jeszcze sobie szczeniak pomyśli, że ma u niej szanse.
    - Oh, ja podobam się wielkiemu, niedostępnemu Kiurowi? Co za zaszczyt! - przewróciła oczami i stanęła przednimi łapami na jednej z klatek, aby złapać zębami pudło stojące na niej. Ściągnęła je szybkim ruchem i wskoczyła wyżej. Spojrzała na przywódcę sfory, oceniając go. Był wysoki i silny, zdecydowanie nie chciałaby się z nim zmierzyć w walce. Nawet jej imponował, ale jego charakter był... Zwyczajnie był zbyt agresywny i rozpuszczony. Chociaż...

    OdpowiedzUsuń
  27. - Pięć - zażartował biały chart z paskudnym uśmiechem.
    A swoją drogą, to Lilia musiała mieć niezły zacisk szczęk. W końcu metal nie pęka ot tak, nawet jak zaciśnie się na nim zęby. Pomógł jej z kolejną klatką, kolejną i kolejną i gdyby pies mógł się pocić, to Kiur zapewne byłby już spocony. Kątem oka obserwował suczkę.
    - No, zaszczyt, tak tak! - podszedł do niej. - Nigdy nie chciałem bety w mojej sforze, bo nie lubię się dzielić i słuchać niczyich rad.
    Niespokojnie zastrzygł uszami.
    - Ale kim byłby król bez swojej królowej?

    /beta = swego rodzaju zastępca w wilczej sforze

    OdpowiedzUsuń
  28. - Oh, czy któraś została na dłużej? Nie wydaje mi się. - otrzepała się z kurzu i dalej ściągała klatki. I wcale nie była taka silna, zwyczajnie te klatki zardzewiały i się skruszyły. Ups.
    Potrząsnęła głową i przewróciła oczami na kolejne zdanie, tym razem z lekkim uśmiechem. Jego głupota była aż zabawna. Nie chciał bety w sforze? Co za różnica.
    - Huh, zauważyłam. - odpowiedziała na część o dzieleniu się i słuchaniu rad. To było widoczne praktycznie od początku, od momentu, w którym go poznała.
    - Nie wiem, pewnie nadal królem. - odpowiedziała z lekką drwiną i rozbawieniem. - Sugerujesz coś? - gdyby miała takie ludzkie brwi, pewnie jedna z nich powędrowałaby wysoko do góry. Jednak na jej pyszczku nadal widniał lekki uśmiech. I stała się rzecz, której nikt by się nie spodziewał. Lilia go polubiła!


    https://www.youtube.com/watch?v=u4Iy4xBcjfo
    /polecam to na koniec

    OdpowiedzUsuń
  29. - Powiem wprost, krótko, zwięźle i na temat. Bez pozwolenia nie robię. - był to jeden z jego najbardziej chamskich i nonszalanckich uśmiechów.
    Zbliżył się do suczki, prawie wpadając na nią białym bokiem.
    - To obowiązująca umowa - rzekł kuszącym tonem. - I obowiązująca posada. Ale przyjemna.
    Gdyby Lilia wyposażona była w super słuch, to wiedziałaby, że serce w piersi zwierza dudniło jakby nagle zostało zmuszone do wzmożonej mobilizacji. Nie trudno zgadnąć, że przywódca sfory lubił takie akcje.

    OdpowiedzUsuń
  30. - Już o to się nie martw. - jej uśmiech i wzrok zdradzał wszystko, co myślała. (mina Lilii, c'nie? -> ( ͡° ͜ʖ ͡°) )
    - Myślę, że podołam temu... "wyzwaniu". W końcu nie takie rzeczy się w życiu robiło. - nie spuszczała wzroku z charta, wciąż obdarzając go tym samym spojrzeniem. I pomyśleć, że jeszcze przed chwilą na siebie warczeli.
    Oboje, zamiast na torowanie sobie przejścia, skupili się na rozmowie. A jeszcze przed chwilą szarpali się ze starymi klatkami. A teraz najzwyczajniej w świecie je zignorowali. Rozmowa zeszła na inny tor. Może nawet na lepszy.

    OdpowiedzUsuń
  31. - Zatem umowa stoi - Kiur zmrużył powieki jakby do jego oczu dostała się silna smuga światła.
    Dalszych zachęt nie potrzebował.
    Przed chwilą, a kogo obchodzi to, co było przed chwilą? Zresztą między warczeniem na siebie, a przechodzeniem do rzeczy... przynajmniej Kiur widział małą różnicę. Oba były bardzo ekscytujące i zadowalające. I wymagające. Ale chart lubił takie wyzwania. Skupiwszy się na rozmowie - nie, skupili się na nieco innej rzeczy.
    (...)
    Umowa, cyrograf... Różne pojęcia zależne od tego, z kim się coś takiego zawiera. To drugie za sprawą literatury w ludzkich głowach zagnieździło się jako podpisanie paktu z diabłem...

    OdpowiedzUsuń
  32. (...)
    Była to umowa, na którą Lilia pisała się świadomie. Wiedziała, co to oznacza, ale nie zrażało jej to ani trochę. Najlepsze w tym wszystkim było to, że mogła już praktycznie robić co chciała, o ile to, co robiła nie szkodziło sforze. A to, co zrobiła nie szkodziło jej w żadnym stopniu.
    Teraz musieli tylko pozbyć się tych klatek z wyjścia. Może teraz pójdzie im szybciej, gdy nie będą musieli niepotrzebnie gadać?
    Złapała zębami pierwszą klatkę z brzegu i stos zadrżał. Odskoczyła w ostatniej chwili i wszystko się zawaliło. Wyjście było otwarte, oboje byli wolni i bezpieczni. Coś jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
  33. Chciał to zrobić? - zrobił. Miała ulec? - uległa.
    Skończywszy robotę, Kiur przeciągnął się, patrząc na Lilijkę, która pewno była tak samo usatysfakcjonowana jak on. Była w cieczce, więc czemu nie ... ? Bez zbędnych słów pomógł nowej "królowej" sfory przeciągnąć ustrojstwo. Żal mi psów, które myślą, że życie jest trudne, pomyślał. Jest banalne. Obejrzał się w jej kierunku.
    - Uważaj na nasze młode - ostrzegł, będąc w pełni świadomy, co chciał uzyskać.
    Kto nie chciałby?
    - Oh i od tego czasu jesteśmy parą alfa... - mruknął. - Bo tak się to chyba nazwa.
    Była silna, słabej by nie chciał. I uparta. Sporo jej zawdzięczał i chociaż nie miał w zwyczaju spłacać jakichkolwiek długów, to w tym wypadku był na to gotowy. Przez głowę przemknęła mu szybka wizja: król i królowa dodać książątka rządzące miastem po swoich rodzicach. Właśnie tego chciał i dostał. Życie naprawdę wydawało mu się proste, przynajmniej tego jedynego dnia. Wprawdzie podpisany cyr... wprawdzie umowa została spisana w sposób dość niecodzienny, ale chart nadal nie był w stanie zobaczyć żadnych wad swego postępowania. Razem udali się w drogę powrotną na dworzec. Kiur myślał o szczeniakach.

    OdpowiedzUsuń